30.06.2024, 21:35 ✶
Początkowo jego plan był naprawdę prosty i nie zakładał żadnych punktów poza jednym — opróżnienie kieszeni jak największej liczby pijanych czarodziejów. Normalnie ograniczyłby się pewnie do maksymalnie kilku mieszków, ale po raptem kilku godzinach więcej niż połowa gości była już solidnie napruta. Po prostu nie byłby sobą, gdyby przepuścił taką okazję. W większości przypadków nawet nie musiał się starać, żeby wsunąć za pazuchę dodatkowe galeony albo pierścień czy wisiorek. Ba, jeden stary pryk nawet sam wcisnął mu mieszek. Dość mocno przy tym bełkotał, także idące za tym intencje były trochę niejasne, ale to w sumie nie był jego problem. Jak tak dalej pójdzie, po tym jednym wieczorze będzie mógł zmienić swój status majątkowy z biednego na stawiacza kolejek przez najbliższy tydzień. W końcu pieniądze były po to, żeby je wydawać. Nie miał najmniejszego zamiaru trzymać ich w skrytce bankowej. Jeszcze by go wytropili i zamknęli, a tak nie będą mieli podstaw do aresztowania, nawet jeśli znajdą się jacyś świadkowie. Przepicie dowodów brzmiało jak idealny plan.
Zazwyczaj większość jego planów pieprzyła się mniej więcej w połowie realizacji. Tym razem nic nie wskazywało na to, żeby coś się miało zjebać. Świadomość, że szło mu naprawdę dobrze, dość mocno podbijała jego i tak wybujałe już ego. Chyba dlatego z tak wielkim entuzjazmem przyjął towarzystwo Ger, zwłaszcza w tym stroju. Zazwyczaj traktował ją jako zwykłą kumpelę od picia, z którą naprawdę spoko można było pożartować. Po prostu spoko ziomek. Teraz jednak zaczynał rozumieć, jak bardzo źle na to wszystko patrzył. Zdecydowanie częściej powinna się odpierdalać w takie kiecki i paradować z odsłoniętymi nogami. W zaledwie kilka sekund jego podejście zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Ger była dojebaną laską, która wręcz prosiła się o nieco uwagi, a on nie miał zamiaru jej odmówić. Ten wieczór robił się coraz lepszy. Jasne, porzucenie przykrywki kelnera na rzecz zabawy zdecydowanie nie było dobrym pomysłem, ale zapewne nie wpadłby na to nawet przy dobrych wiatrach. Teraz zaś w głowie miał jedynie stojącą przed nim kobietę, którą miał zamiar poznać dzisiaj znacznie dogłębniej.
— Nie pamiętam, kiedy ostatni raz chciałem się zwinąć szybciej z imprezy, ale takiej ładnej lasce nie wypada odmówić — odparł gładko, posyłając jej przy tym czarujący uśmiech. Starał się zachować przynajmniej jakąś wstrzemięźliwość, ale mimowolnie i tak co chwilę zlatywał wzrokiem na jej biust i nogi. Ciekawiło go, jak ciężko było taką sukienkę zdjąć. — Mówisz? W sumie to kusi, ale poczekam z tym do końca imprezy. Mniej trzeźwych gości i wypoczętych pracowników, którzy mogą mi zadawać pytania. Na razie ograniczę się do wypełnienia Twojego zamówienia — puścił jej oczko, po czym zwinnie i z gracją przemknął się między gośćmi. Zapewne powinien zachować nieco spokoju, ale ciężko było się wlec, gdy przed oczami miał już wizję tego, jak spędzi co najmniej kilka najbliższych godzin.
Plany planami, ale i tak docenił moment, w którym wyszli na zewnątrz. Powoli zaczynał się tam dusić. Po części przez noszony aktualnie strój, ale przede wszystkim dlatego, że ci ludzie to zdecydowanie nie było jego towarzystwo. Banda snobów, która myślała, że galeony mogły z nich zrobić kogoś. Żenujące. Że niby wykupienie śmiesznych drineczków i wywalenie góry siana na dodatkowe atrakcje coś znaczyło. Wolne żarty. Te stare pryki kurwa nawet nie stały koło prawdziwej imprezy. Ger za to miała szczęście, bo Billy miał zamiar jej pokazać, na czym naprawdę polega dobra zabawa.
Z niemałą lubością zgarnął fajkę, w duchu dziękując losowi za to, że zesłał mu taką laskę. Nie dość, że potrafi pić i ma niezłe cycki, to jeszcze nosi przy sobie szlugi. No po prostu nie mógł prosić o więcej.
Gdy dym wypełnił mu płuca, w końcu poczuł, że schodzi z niego całe to napięcie związane z dzisiejszą akcją. Co prawda wciąż musiał gdzieś ulokować fanty, ale przecież nie musiał się śpieszyć. Będzie się tym martwił dopiero wtedy, gdy zaczną się rozbierać.
— Dziwni? Raczej pojebani. Jeśli ktoś potrzebuje się w to ubierać, żeby pokazać innym, że ma klasę, to jest po prostu pizda i frajer — odparł, patrząc na muszkę ze szczerą nienawiścią. Jak coś tak małego mogło być tak bardzo zjebane?
Bez słowa podał jej butelkę, po czym po prostu otworzył drugą. Jasne, picie z jednego szkła miało w sobie nieco intymności i romantyzmu, ale w takim tempie to nawet nie poczuliby tych procentów. — W jaki sposób zmusili cię do założenia tej kiecki? Nie, żebym narzekał na widoki, ale mam dziwne podejrzenia, że tylko czekasz na moment, w którym to z siebie zrzucisz — zagaił, ciekaw jej opinii. Był wręcz przekonany, że zawrze się w tym co najmniej kilka przekleństw. Następnie, dając jej czas na odpowiedź, raz jeszcze uniósł butelkę, upijając kilka solidnych łyków. Poprawił to jeszcze kilkoma wdechami dymu z fajki i rozłożył się wygodnie na ławce. — Tak można żyć. Nie rozumiem, po co im takie imprezy, skoro do dobrej zabawy starczy ławka, fajka i dobre procenty — westchnął, lekko się przy tym przeciągając. — Wiesz, jeśli ci w tym niewygodnie to zawsze możesz zdjąć. Mogę ci oddać koszulę, żebyś się zakryła — dodał nagle, wiedziony impulsem. Oczy mu lekko błyszczały, gdy czekał na odpowiedź. Trochę igrał z ogniem, ale skoro miał ochotę się z nią przespać, to przecież nie będzie się bawił w gadanie o tym, że jest ładna pogoda.
Zazwyczaj większość jego planów pieprzyła się mniej więcej w połowie realizacji. Tym razem nic nie wskazywało na to, żeby coś się miało zjebać. Świadomość, że szło mu naprawdę dobrze, dość mocno podbijała jego i tak wybujałe już ego. Chyba dlatego z tak wielkim entuzjazmem przyjął towarzystwo Ger, zwłaszcza w tym stroju. Zazwyczaj traktował ją jako zwykłą kumpelę od picia, z którą naprawdę spoko można było pożartować. Po prostu spoko ziomek. Teraz jednak zaczynał rozumieć, jak bardzo źle na to wszystko patrzył. Zdecydowanie częściej powinna się odpierdalać w takie kiecki i paradować z odsłoniętymi nogami. W zaledwie kilka sekund jego podejście zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Ger była dojebaną laską, która wręcz prosiła się o nieco uwagi, a on nie miał zamiaru jej odmówić. Ten wieczór robił się coraz lepszy. Jasne, porzucenie przykrywki kelnera na rzecz zabawy zdecydowanie nie było dobrym pomysłem, ale zapewne nie wpadłby na to nawet przy dobrych wiatrach. Teraz zaś w głowie miał jedynie stojącą przed nim kobietę, którą miał zamiar poznać dzisiaj znacznie dogłębniej.
— Nie pamiętam, kiedy ostatni raz chciałem się zwinąć szybciej z imprezy, ale takiej ładnej lasce nie wypada odmówić — odparł gładko, posyłając jej przy tym czarujący uśmiech. Starał się zachować przynajmniej jakąś wstrzemięźliwość, ale mimowolnie i tak co chwilę zlatywał wzrokiem na jej biust i nogi. Ciekawiło go, jak ciężko było taką sukienkę zdjąć. — Mówisz? W sumie to kusi, ale poczekam z tym do końca imprezy. Mniej trzeźwych gości i wypoczętych pracowników, którzy mogą mi zadawać pytania. Na razie ograniczę się do wypełnienia Twojego zamówienia — puścił jej oczko, po czym zwinnie i z gracją przemknął się między gośćmi. Zapewne powinien zachować nieco spokoju, ale ciężko było się wlec, gdy przed oczami miał już wizję tego, jak spędzi co najmniej kilka najbliższych godzin.
Plany planami, ale i tak docenił moment, w którym wyszli na zewnątrz. Powoli zaczynał się tam dusić. Po części przez noszony aktualnie strój, ale przede wszystkim dlatego, że ci ludzie to zdecydowanie nie było jego towarzystwo. Banda snobów, która myślała, że galeony mogły z nich zrobić kogoś. Żenujące. Że niby wykupienie śmiesznych drineczków i wywalenie góry siana na dodatkowe atrakcje coś znaczyło. Wolne żarty. Te stare pryki kurwa nawet nie stały koło prawdziwej imprezy. Ger za to miała szczęście, bo Billy miał zamiar jej pokazać, na czym naprawdę polega dobra zabawa.
Z niemałą lubością zgarnął fajkę, w duchu dziękując losowi za to, że zesłał mu taką laskę. Nie dość, że potrafi pić i ma niezłe cycki, to jeszcze nosi przy sobie szlugi. No po prostu nie mógł prosić o więcej.
Gdy dym wypełnił mu płuca, w końcu poczuł, że schodzi z niego całe to napięcie związane z dzisiejszą akcją. Co prawda wciąż musiał gdzieś ulokować fanty, ale przecież nie musiał się śpieszyć. Będzie się tym martwił dopiero wtedy, gdy zaczną się rozbierać.
— Dziwni? Raczej pojebani. Jeśli ktoś potrzebuje się w to ubierać, żeby pokazać innym, że ma klasę, to jest po prostu pizda i frajer — odparł, patrząc na muszkę ze szczerą nienawiścią. Jak coś tak małego mogło być tak bardzo zjebane?
Bez słowa podał jej butelkę, po czym po prostu otworzył drugą. Jasne, picie z jednego szkła miało w sobie nieco intymności i romantyzmu, ale w takim tempie to nawet nie poczuliby tych procentów. — W jaki sposób zmusili cię do założenia tej kiecki? Nie, żebym narzekał na widoki, ale mam dziwne podejrzenia, że tylko czekasz na moment, w którym to z siebie zrzucisz — zagaił, ciekaw jej opinii. Był wręcz przekonany, że zawrze się w tym co najmniej kilka przekleństw. Następnie, dając jej czas na odpowiedź, raz jeszcze uniósł butelkę, upijając kilka solidnych łyków. Poprawił to jeszcze kilkoma wdechami dymu z fajki i rozłożył się wygodnie na ławce. — Tak można żyć. Nie rozumiem, po co im takie imprezy, skoro do dobrej zabawy starczy ławka, fajka i dobre procenty — westchnął, lekko się przy tym przeciągając. — Wiesz, jeśli ci w tym niewygodnie to zawsze możesz zdjąć. Mogę ci oddać koszulę, żebyś się zakryła — dodał nagle, wiedziony impulsem. Oczy mu lekko błyszczały, gdy czekał na odpowiedź. Trochę igrał z ogniem, ale skoro miał ochotę się z nią przespać, to przecież nie będzie się bawił w gadanie o tym, że jest ładna pogoda.