— Na tegorocznym Lammas nie brak czarodziejów chętnych do używania pięści i w moim odczuciu Alexander należy do tego typu ludzi. — Na pytanie Roberta starał się odpowiedzieć jak najbardziej neutralnie. Tym bardziej, że bardzo trudno byłoby mu nazwać Alexandra "drogim". — Wyglądało na poważne, ale z tego co wiem to będzie żył. — Dopowiedział zgodnie ze stanem swojej wiedzy. Nie miał najmniejszego powodu aby przejawiać jakąkolwiek troskę o tego konkretnego czarodzieja, z którym łączyło go luźne pokrewieństwo i jedna kobieta. Jednak nie życzył mu wszystkiego najgorszego.
— Z racji tego, że zostałem postawiony w takiej a nie innej sytuacji, zamierzam z tego prawa skorzystać. Nie sprawi mi to przyjemności. Co więcej... całe to zdarzenie pokrzyżowało mi plany na ten dzień. — W chwili obecnej pozostawał zwolennikiem rozwiązywania tego typu konfliktów w sposób pozbawiony przemocy, za to w sposób zgodny z prawem. Jednak doświadczył zaniedbania ze strony systemu, jak i pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa. Nie bez znaczenia pozostawał fakt, że osoba na tak istotnym stanowisku, piastowanym przez panią Mulciber, zasugerowała mu w pierwszej chwili podkulenie ogona z uwagi na konsekwencje wynikające z wystąpienia przeciwko wysokiemu rangą pracownikowi Ministerstwa, nawet jeśli on dopuścił się przestępstwa. Gdyby to on kogoś tak urządził z pewnością nie miałby tak szerokich pleców. Poza oczywistym chodzeniem po wszystkich stoiskach to miał w planach prywatne spotkanie, które będzie musiał przełożyć.
— Od początku wychodzę z takiego założenia, pani Mulciber. — Nawet jak teraz Ministerstwo straciło w jego oczach, to dopóki funkcjonowało nie pozostawało mu nic innego, jak oczekiwać ze strony jego przedstawicieli stosownej reakcji. Za pierwszym podejściem mu się nie udało. Jak to mówią, do trzech razy sztuka. Pozostawało wzięcie spraw w swoje ręce, jednak on nie jest tego typu człowiekiem. — To wydaje się oczywiste, że tego typu rozmowy powinny odbywać się w Ministerstwie. — Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że tak istotne rozmowy nie mogłyby się odbywać w prywatnym pokoju, gdyż wtedy nie miałyby takiego znaczenia. Natomiast, gdyby rozmawiali w siedzibie Ministerstwa Magii to byłaby możliwość należytego zaprotokołowania ich przebiegu.
— Oczywiście, pani Mulciber. — W ten sposób pożegnał czarownicę, przez moment odprowadziwszy ją spojrzeniem. Ostatecznie ono spoczęło na mężu oddalającej się kobiety.
— Oczywiście... wszyscy mamy swoje problemy. Nie wszystkim da się tak łatwo zaradzić. — W tym momencie mówił z własnego doświadczenia, od czasu Beltane zmagając się z osobistymi problemami. Zawsze będzie istniał ktoś, komu wiedzie się gorzej od niego. W chwili obecnej nie potrafił w pełni pojąć tragedii, jaką jest utrata dziecka, bo sam nie założył jeszcze rodziny. — Będę wdzięczny. Aczkolwiek zależy mi na czasie, tak aby cała sprawa jak najmniej się... przedawniła. Zakładałem, że udam się do Ministerstwa jutro rano. — Tak jak doceniał chęć pomocy ze strony swojego kuzyna, to jednak nie sposób zapomnieć, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Nie mógł mieć do niego pretensji o to, że ten mężczyzna ma swoje życie i inne obowiązki. On sam również je miał. Kariera sportowa była pracą na pełen etat. Tak jak o popularność było trzeba dbać - teraz przybyło mu trochę niekorzystnej sławy.
Dostrzegając to, że do stoiska Mulciberów zbliżają się kolejne osoby, podjął decyzję o opuszczeniu swoich krewnych i powrocie do domu. Wystarczy mu tych wszystkich wrażeń na dzisiaj.
— Postanowiłem wrócić do domu. Robercie, co powiesz na dokończenie tej rozmowy w moim salonie? A jeśli masz inne plany to możesz mnie kawałek odprowadzić. Dokończymy po drodze. — Poinformował o swojej decyzji głównie Roberta, do którego skierował takie a nie inne propozycje. Jeśli Robert się zgodził to podążyli w kierunku, w którym mieściła się należącą do Notta kamienica. Po drodze minęli stoisko z loterią. Początkowo miał je zignorować, jednak ostatecznie postanowił spróbować swojego szczęścia. Podczas tegorocznej Lithy ono go nie opuściło, może teraz będzie tak samo.
— To nie zajmie długo, zakręcę tylko kołem. — Zwrócił się do tego czarodzieja, tuż przed podejściem do stołu loteryjnego i zakupienie dwóch bonów. Stanął przy jednym z dwóch kół i pewnie nim zakręcił.
Loteria: Klik i Klik
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate