30.06.2024, 22:45 ✶
Południowe stragany - blisko koła fortuny
Dotknął chłodną dłonią swoich rozgrzanych policzków i westchnął. Maska obojętności... też mi sobie. Ciężko było udawać komuś takiemu jak on - to emocje dusiły jego, nie odwrotnie, potrafił ubierać je w agresywne, odpychające odzywki Crowa, którym bawił się jak lalką w teatrze, ale na pewno nie w stoicki spokój. Nie mówił nic, bo nie uważał, że na cokolwiek tutaj zasługiwał - dobrze wiedział jaką mendą był, no to zduszał te swoje fantazje i robił sobie nadzieję na to, aby kiedykolwiek stworzyć z nim coś zdrowego. Albo niech przynajmniej nosi ten pierścionek i z niego korzysta dla spokoju ducha. Odpokutowałby potraktowanie go jak dziwki w ten czy inny sposób. I tak - on też czuł się w jakiś sposób krzywdzony, wyczuwał te nawet subtelne manipulacje i przeciąganie struny na swoją korzyść, ale ostatecznie wszystkie decyzje podjął przecież sam.
- Nie, nie jestem na ciebie zły - odpowiedział od razu, nieco zmieszany. - I Laurent, błagam... przestań mnie tak ciągle przepraszać, przecież nic złego się nie dzieje. - Który raz mu to wytykał? I za co jeszcze Laurent zamierzał go przepraszać? Zatrzymał się, żeby spojrzeć na niego uważniej i odebrać ten koszyczek. Nie kręciło mu się już w głowie, więc nie obawiał się o tego kota, o ile nie miał zamiaru zwiać od bliskości z kimś tak cholernie spoconym. Niestety nawet gdyby chciał się teraz umyć, to akurat zabrakło na Pokątnej wolnych pryszniców.
- Rozdają w tym roku takie zajebiste plakaty z lokalnymi celebrytami, że aż podejrzewałeś Voldemorta o zainteresowanie? - Próbował obrócić to w jakiś głupkowaty żart, skoro i tak musieli tutaj stać i dyszeć w plecy jakiejś rudej laseczce, a później obrócił twarz w jego kierunku. Zadarł nosek do góry, żeby dobrze mu się przyjrzeć, skoro jednak zainicjował taką bliskość, następnie przeniósł spojrzenie na ten pierścionek. - Musisz myśleć moje imię i chcieć być uratowanym - odpowiedział. - Swoją drogą, opisałem to na kartce, którą wrzuciłem do środka. - Domyślał się, że Laurent najzwyczajniej w świecie się nie rozczytał... Cóż, tego listu nie mógł napisać za niego nikt. Zmarszczył nos, obserwując, jak inni bawili się loterią. Tak, był zazdrosny. Dziecinnie zazdrosny. - Ostatnio kiedy był sabat, to stałem w takiej kolejce, żeby dostać słodycze i moja siostra w pięć sekund wykręciła taki numer, że wyjebali nas z terenu imprezy. A potem przeczytałem w gazecie, że próbowali zabić tam kapłankę. Więc w sumie... masz całkiem dobry instynkt, jak coś się dzieje, to spierdalaj i nie oglądaj się za siebie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.