Przyciągnął ją i złapał, a ona odruchowo zacisnęła dłoń na jego barku, by nie stracić równowagi od tego gwałtownego przyciągnięcia jej do siebie. Oparła się o niego, gdy ją tak docisnął do siebie i aż jej oddech stał się płytszy; tak od żywiołowego przyciągnięcia, jak i od bliskości, na którą chyba nie do końca była gotowa, a której tak potrzebowała. Z tej odległości wyraźnie czuła zapach jego wody kolońskiej wymieszany z alkoholem, którego wypił już dzisiaj niemało. Pytanie, jakie do niej odwrócił było bardziej niż zasadne. Bo czy była gotowa? Miała wrażenie, że to Sauriel próbował ją wodzić na pokuszenie, gdy procentowe trunki zniosły z jego umysłu część blokad, pozwalających mu się tak bardzo przed nią wzbraniać.
Gorąco. Poczuła uczucie gorąca, które było surrealistyczne o tyle, że nieważne co robiła, to i tak było jej przecież zimno. Tym bardziej przez ten bezczelny uśmiech, który sprawiał niemal, że miękły jej nogi. Bo to chyba nie ta resztka szampana, którą ukradła Saurielowi i wypiła duszkiem?
– Tak – wydusiła w końcu z siebie i pozwoliła się poprowadzić pod ramię na parkiet. Chyba całe szczęście, że w tym momencie muzyka nie była jakoś szybka. Znaczy Victoria nie miała nic przeciwko, ale po tym co jej Sauriel zaserwował, może przynajmniej jeden taniec przydałby się… wolniejszy. Było więc wszystko w punkt.
Nie miała pojęcia, jakimi kategoriami teraz myślał Sauriel. Nie wpadła na to, że wcale nie mówił dosłownie o truskawkach w czekoladzie, a że zupełnie inne rzeczy mu w głowie. To chyba dlatego, że zawsze jej powtarzał, że te sprawy go niezbyt interesują, bo odkąd został wampirem, to po prostu… nie ma tego pociągu. Czuła więc, że błądzi teraz po omacku, a Sauriel ma z tego tym większy ubaw, że miał znacznie mniejsze hamulce. Złapała go pewnie, gdy gładko wsunęli się pomiędzy tańczących i wbiła wzrok w jego ucieszoną twarz – a ucieszoną chyba tym tematem, który zakręcił się pomiędzy nimi chwilę temu, i który został przez niego rozpoczęty.
– Próbujesz mi powiedzieć, że nadawałabym się do burdelu, czy jednak to wyszło przypadkowo i chodzi ci o coś zupełnie innego? – truskaweczka do schrupania, ha! Nie, nie była obrażona, po prostu starała się go zrozumieć i w ten dziwaczy sposób wypunktować. W ten, w którym prowadzili poprzednią rozmowę, nieco zadziorny, nieco zalotny, nieco tajemniczy i nieco pewny siebie. – A może nie masz odwagi powiedzieć na głos tego, co chodzi ci po głowie? – przysunęła się w kroku nieco bliżej niego.