Tak. Lorien była pełna niespodzianek. Często tych zaskakujących, jak również w obecnej sytuacji. A skoro kobiety zamieniły między sobą kolejne słowa, na temat jego "córki", Richard spojrzał w kierunku Sophie. Zmarszczył brwi, widząc jak pobladła na jego widok, jak i zapewne Lorien. Zwrócił także uwagę na towarzyszącego jej chłopaka, analizując jego zachowanie. Czy on nie otrzymał stosownych lekcji zachowania się w obecności dorosłych, bogatych osobistości? To machanie nie wyglądało Richardowi jako lekcja odpowiedniego zachowania, nie był przecież na spotkaniu koleżeńskim. Czy może się mylił? Nie jemy to może oceniać.
- Mam również taką nadzieję.Odpowiedział uprzejmie Agnes. Nie mówiąc za wiele. Pozwalając swojej "małżonce" wyprodukować się słownie i opowiadać romantyczne bajki. ”Poryw serca? Robert, gdybyś Ty to słyszał…" – komentował w swojej głowie, wciąż trzymając się swojej odgrywanej roli.
- Jest dokładnie jak mówi moja małżonka. Gdy ją spotkałem, urzekła mnie swoją urodą i inteligencją. Nie chcieliśmy czekać.
Potwierdził, wsparł ją odegranym dobrze kłamstwem, spojrzawszy na jej oblicze twarzy jakby była jego skarbem. Tak, jak Robert na nią patrzył. Richard nie jednokrotnie w miejscach publicznych był świadkiem tego, jak Robert zwracał się do swojej żony. W swojej odpowiedzi nie dodawał nic odnośnie jej przypadłości. Nie był to przecież temat do publicznego analizowania.
Na tym poprzestał, gdyż spojrzenie jego powróciło do Sophie i zmieniło się na bardziej poważnie zmartwione jej stanem zdrowia. Ponieważ, stała blada obok swojego towarzysza. Uwagę tym razem "ojcowską" musiał skupić na jej osobie.
Miał się już zwrócić z troską do Robertowego "Słoneczka", ale towarzyszący bratanicy chłopak, przedstawił się, jakby chciał odwrócić uwagę na siebie. To się dowiedział interesujących rzeczy. Już samo nazwisko chłopaka mu wiele mówiło. Krewny Agnes.
- Czy wyjaśniłeś mojej córeczce, na czym polega tutejsze przyjęcie? Bo właśnie widzę, że obecne otoczenie ją trochę przytłacza.Zapytał młodzieńca, bo być może nie wiedział czegoś, a Sophie nie wspomniała o swojej przypadłości. Nie skrytykował wprost jej obecności na tym przyjęciu, na którym w prawdzie, nie powinno jej być. Nie wyrażał słownie i mową ciała, swojego rodzicielskiego niezadowolenia. Ale w jego oczach Sophie mogła to wyczytać. Richard zastosował kolejne kłamstwo, nawiązujące bardziej do tego, że Sophie dopiero wkraczała w życie prawdziwej dorosłości i jest pierwszy raz na spotkaniu ruletkowo-pokerowym.
Lorien przeprosiła i oddaliła się. Richard obejrzał za nią, jakby chciał zarejestrować, gdzie tego babsztyla niesie. Ale nie mógł jej teraz pilnować, gdyż na głowie właśnie miał inny, poważniejszy kurwa problem.
Richard zbliżył się do Sophie i ujął jej dłoń w trosce, jakby obawiał że zaraz mu zemdleje i samo podpieranie się o ramię Matthiasa nie pomoże jej przed upadkiem. Zwrócił się do niej, jak to potrafił robić "jej ojciec".
- Wiewióreczko, dobrze się czujesz? Może potrzebujesz wyjść trochę na zewnątrz?Zapytał. Być może Richard liczył na odejście na bok, w bezpieczne miejsce, aby zamienić z nią parę zdań. ”Że też ja muszę się skompromitować za Roberta w takiej sytuacji. Czy to dziecko umie wyciągać jakiekolwiek wnioski ze swoich nieprzemyślanych wybryków?" – narzekał w myślach, co prawda nie okazując tego po sobie. Nawiązując do jej ostatnich numerów z jakimi mieli już doświadczenie.