Na ten moment udawało jej się osiągnąć cel. Przynajmniej z perspektywy Theona, który nie miał żadnych powodów do narzekania. Nawet jeśli od czasu do czasu znikała z pola widzenia, to przez większość Nora pozostawała dostępna dla klientów. Można było z nią porozmawiać, można było coś zamówić. W samym lokalu nie panował większy bałagan. Czego więcej mógłby chcieć człowiek?
Kiwnął głową ze zrozumieniem.
- Na szczęście zawsze można coś zmienić, prawda? - stwierdził. Może trochę na wyrost, bo zdarzały się sytuacje bez wyjścia, ale było ich naprawdę niewiele. W większości przypadków wystarczyło zatrzymać się, odetchnąć, spojrzeć na wszystko raz jeszcze. Na spokojnie. I jakieś wyjście się znajdywało, choć oczywiście niż zawsze wiązało się ono z łatwą do podjęcia decyzją.
Ale przecież życie samo w sobie nie było łatwe.
Kiedy otrzymał pozwolenie, zapalił papierosa. Paczki i zapalniczki nie schował jednak ponownie do kieszeni, a zostawił na blacie. Ostatecznie i tak nikomu one nie przeszkadzały. A nawet jeśli - od tego człowiek miał język, żeby się odezwać. Mordercze spojrzenia z reguły nie zdawały się na wiele, zaś stosowanie zaklęć wpływających na działania podejmowane przez drugą osobę, było czymś niekoniecznie etycznym.
Nie żeby akurat Theon robił w życiu tylko to, co było etyczne. Właściwe.
- Prawdopodobnie masz racje. Zresztą co ja gadam. Na pewno ją masz. - powiedział zaraz po tym, jak wypuścił z ust nieco papierosowego dymu. Nie miał złudzeń, kiedy chodziło o Jacka. O jego wątpliwym talencie też coś tam wiedział. Miał okazje trafić na koncert mężczyzny już wcześniej. - Tylko nie bądź dla niego po wszystkim zbyt ostra, to delikatne chłopięcie. - dodał, z lekkim rozbawieniem. Określenie, którym się posłużył względem Jacka mówiło dużo na temat tego, w jaki sposób Theon go postrzegał. Zwłaszcza, że obydwaj panowie byli w podobnym wieku. Przynajmniej na papierze. Jack mentalnie nadal był tym dzieciakiem, którego obydwoje z Norą poznali jeszcze w Hogwarcie.
Było tak jak podejrzewała Nora. Nie kojarzył jej z nazwiska. Owszem, Figg kiedyś obiło mu się o uszy, ale to byłoby tyle. Nie można było ich wymienić obok Borginów, Borgesów, Macmillanów, Mulciberów, Averych, Blacków, Lestrange czy takich Malfoyów. Wymieniać mógłby jeszcze dłużej. Ograniczmy się więc do stwierdzenia - inny krąg towarzyskie. Tylko tyle. Albo może aż?
- Na wiarę też trzeba sobie zapracować. - odpowiedział, również swoją uwagę skupiając na muzyku. Jack na początek zdecydował się na całkiem nieźle znany utwór, jakiś czas temu cieszący się sporą popularnością. Zwłaszcza wśród młodych kobiet. Hairy heart. Theon nie bardzo rozumiał dlaczego jakiś muzyk śpiewał o miłości z wykorzystaniem motywu choroby genetycznej, no ale... - Interesujący początek. - stwierdził jedynie, wypuszczając z ust kolejny obłoczek.