01.07.2024, 11:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.07.2024, 18:05 przez Brenna Longbottom.)
Oglądam świeczki Mulciberów, ale że nie wiem, czy ktoś tam obsługuje, nic nie kupuję -> idę dalej i zahaczam o koło fortuny
Brenna pożegnała jeszcze Mulcibera uśmiechem, zostawiając go z czekoladową żabą i (oby dobrą) kartą, zanim przeszła dalej przez tłum. Zanosiło się na to, że jednak to będzie spokojne Lammas (naiwna, nie wiedziała jeszcze niczego o aferze świeczkowej), wszystkie zakupy, jakie miała zrobić zrobiła, mimo to zamierzała pokręcić się jeszcze w pobliżu, tak na wszelki wypadek.
Przystanęła przy stoisku Mulciberów i obejrzała wystawione tam świeczki, rozważając przez chwilę czy nie dokonać zakupu, bo chyba mieli świece rytualne, a ona niby kupiła je na stoisku kowenu, być może jednak ktoś z domowników też chciałby odprawić rytuał. Ale że nikt chyba chwilowo nie obsługiwał klientów, nie chciała przerywać rozmowy... a i gdy spojrzała na informacje o fundacji Mulcibera, na jej ustach zamaiczył uśmiech. Chłodny.
Nie, nie miała zamiaru dawać im swoich pieniędzy.
Znikła więc stamtąd, zanim nadeszli Sauriel i Victoria.
Przemykając w pobliżu koła fortuny, widząc, że chwilowo tłum przy nim się zmniejszył, dokupiła jeszcze dwa losy, bo czemu nie – przedmioty w nim oferowane były nieco… niepokojące, ale potencjalnie przydatne (po tym, oczywiście, jak Nora sprawdzi, czy z eliksirami wszystko jest w porządku).
Choć tego dnia chciała jeszcze wieczorem wpaść do domu, przebrać się i odprawić rytuał ku czci Matki, a potem czekała ją nocna służba, nie opuściła Lammas.
Nie tylko z obawy przed Voldemortem, który mógłby nagle dokonać napaści - ale przede wszystkim z obawy przed matką (tą całkiem ziemską), bo Brenna obiecała Elise wpaść na jej stoisko. Przepchnęła się więc wreszci w tamtym kierunku.
Brenna pożegnała jeszcze Mulcibera uśmiechem, zostawiając go z czekoladową żabą i (oby dobrą) kartą, zanim przeszła dalej przez tłum. Zanosiło się na to, że jednak to będzie spokojne Lammas (naiwna, nie wiedziała jeszcze niczego o aferze świeczkowej), wszystkie zakupy, jakie miała zrobić zrobiła, mimo to zamierzała pokręcić się jeszcze w pobliżu, tak na wszelki wypadek.
Przystanęła przy stoisku Mulciberów i obejrzała wystawione tam świeczki, rozważając przez chwilę czy nie dokonać zakupu, bo chyba mieli świece rytualne, a ona niby kupiła je na stoisku kowenu, być może jednak ktoś z domowników też chciałby odprawić rytuał. Ale że nikt chyba chwilowo nie obsługiwał klientów, nie chciała przerywać rozmowy... a i gdy spojrzała na informacje o fundacji Mulcibera, na jej ustach zamaiczył uśmiech. Chłodny.
Nie, nie miała zamiaru dawać im swoich pieniędzy.
Znikła więc stamtąd, zanim nadeszli Sauriel i Victoria.
Przemykając w pobliżu koła fortuny, widząc, że chwilowo tłum przy nim się zmniejszył, dokupiła jeszcze dwa losy, bo czemu nie – przedmioty w nim oferowane były nieco… niepokojące, ale potencjalnie przydatne (po tym, oczywiście, jak Nora sprawdzi, czy z eliksirami wszystko jest w porządku).
Choć tego dnia chciała jeszcze wieczorem wpaść do domu, przebrać się i odprawić rytuał ku czci Matki, a potem czekała ją nocna służba, nie opuściła Lammas.
Nie tylko z obawy przed Voldemortem, który mógłby nagle dokonać napaści - ale przede wszystkim z obawy przed matką (tą całkiem ziemską), bo Brenna obiecała Elise wpaść na jej stoisko. Przepchnęła się więc wreszci w tamtym kierunku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.