01.07.2024, 16:57 ✶
Zmrużył oczy w szczerym zmieszaniu, bo nie był w stanie wpaść na to, co Severine mogła mieć na myśli, gdy wspomniała drogę gminną i uzurpowanie sobie do niej prawa. Nie miał też większego pojęcia o tym, czym takowa droga mogłaby być, bo w życiu nie skorzystał ze zbyt wielu. Ostatecznie stwierdził, że kobieta zwyczajnie bełkotała, bo ilość alkoholu, jaką w siebie wlała, była zbyt duża dla jej delikatnego umysłu.
Kiedy zasugerowała mu strach o jego własną reputację, jego skwaszone oburzenie wydawało się namacalne. Nie obchodziło go to, czy Severine przestanie go lubić. Nie obchodziło go to, czy kiedykolwiek go lubiła. Nie chciał jednak dać tego po sobie poznać. Spróbował uśmiechnąć się uprzejmie.
– Bez przesady mogę dać ci dwa przemyśl to sobie – odparł; przez jego typową oschłość przebijała się miałka irytacja, bo nie spodziewał się po niej użycia tak ofensywnej, nierozsądnej techniki negocjacyjnej, jaką była szokująca oferta. Wiedział, że najsensowniejszym posunięciem będzie ucięcie rozmowy zanim zdegeneruje się ona w wędrówkę małych kroków.
Gdy usłyszał, że prawniczka dysponowała wyłącznie wersją opium do palenia, nieoczekiwanie parsknął sztywnym śmiechem - sam wszechświat starał się zbawić go ode złego. Zaskoczyło go, że poczuł z tego powodu taką ulgę. Mógł teraz spokojnie wrócić do domu i zanurzyć się w komforcie rutyny ponurej, ale jakże komfortowej.
– Oh. Wielka szkoda niestety. Nienawidzę. Dymu w płucach. – Z niewidzącym wzrokiem wbitym w twarz siostry Oleandra, podniósł postawioną obok fotela szklankę i na kilka prób wyoił z niej gin do dna. Zamarł w bezruchu, czując, jakby brakowało mu powietrza.
Po dwóch minutach bezgłośnym zaklęciem przywołał marynarkę do ręki i założył ją na siebie.
– Chciałbym położyć się najpóźniej o jedenastej. Niestety. – Wstał chwiejnie, wzdychając z wysiłku. – Życzę ci miłego. Wieczora.
Skinął jej niezręcznie głową i deportował się z cichym trzaskiem.
Kiedy zasugerowała mu strach o jego własną reputację, jego skwaszone oburzenie wydawało się namacalne. Nie obchodziło go to, czy Severine przestanie go lubić. Nie obchodziło go to, czy kiedykolwiek go lubiła. Nie chciał jednak dać tego po sobie poznać. Spróbował uśmiechnąć się uprzejmie.
– Bez przesady mogę dać ci dwa przemyśl to sobie – odparł; przez jego typową oschłość przebijała się miałka irytacja, bo nie spodziewał się po niej użycia tak ofensywnej, nierozsądnej techniki negocjacyjnej, jaką była szokująca oferta. Wiedział, że najsensowniejszym posunięciem będzie ucięcie rozmowy zanim zdegeneruje się ona w wędrówkę małych kroków.
Gdy usłyszał, że prawniczka dysponowała wyłącznie wersją opium do palenia, nieoczekiwanie parsknął sztywnym śmiechem - sam wszechświat starał się zbawić go ode złego. Zaskoczyło go, że poczuł z tego powodu taką ulgę. Mógł teraz spokojnie wrócić do domu i zanurzyć się w komforcie rutyny ponurej, ale jakże komfortowej.
– Oh. Wielka szkoda niestety. Nienawidzę. Dymu w płucach. – Z niewidzącym wzrokiem wbitym w twarz siostry Oleandra, podniósł postawioną obok fotela szklankę i na kilka prób wyoił z niej gin do dna. Zamarł w bezruchu, czując, jakby brakowało mu powietrza.
Po dwóch minutach bezgłośnym zaklęciem przywołał marynarkę do ręki i założył ją na siebie.
– Chciałbym położyć się najpóźniej o jedenastej. Niestety. – Wstał chwiejnie, wzdychając z wysiłku. – Życzę ci miłego. Wieczora.
Skinął jej niezręcznie głową i deportował się z cichym trzaskiem.
Koniec sesji
- koniec sesji dla wszystkich postaci