01.07.2024, 18:04 ✶
Mulciber Moonshine - południowe stragany
- Miłego dnia!- Zawołała Sophie za Brenną, kiedy zdała sobie sprawę, że potencjalna klientka zrezygnowała z degustacji. Wyglądało na to, że znała się z Charliem, co bardzo ją zaintrygowało.
- Charlie, to twoja dziewczyna?- Zapytała, przekręcając głowę w stronę młodszego z kuzynów. Skrzywiła się lekko, bo miała wrażenie, że Leonard zamiast poprawiać jej włosy, to robił z nimi coś bardzo dziwnego.
- Leo, właśnie zabrzmiałeś jak wuj Richard. Bla bla nie będę Wam pomagał. A i tak pomożesz, i wiesz co? Zostaw mnie jednak, jesteś beznadziejny, co ty mi zrobiłeś z włosami?- Zirytowała się i odsunęła od kuzyna. Odskoczyła, widząc, że polizał wnętrze dłoni i chciał obsmarować śliną jej włosy. Bleh! Nie miała też nic do wuja Richarda, ale często wydawał się z niej niezadowolony, po czym i tak zawsze pomagał.
- Charlie, zabierz TO z mojego stoiska, słyszysz?- Syknęła, obchodząc stół i stając obok kuzynki. Mówiąc TO, miała oczywiście na myśli świeczkę w kształcie no... wiadomo jakim.
- Lyssa, poprawisz mi włosy?- Poprosiła, bojąc się, że po tym co zrobił jej Leo, wyglądała jeszcze gorzej.
Sophie również wrócił dobry humor. Atak, którego doznał jej tata, okazał się niegroźny. I w końcu to nie ona miała przechlapane, tylko Charles. Nie, żeby cieszyła się z nieszczęścia kuzyna, ale ostatnio uwaga całej rodziny skupiała się tylko na niej. I to w ten bardzo nieprzyjemny sposób...
- Chłopaki, napijcie się cytrynówki i powiedzcie, czy wam smakuję.- Rzuciła przez ramię, nadal stojąc przodem do kuzynki.- Lyssa, a tobie smakowało?- Zapytała, szczerząc się lekko i patrząc dziewczynie w oczy z oczekiwaniem.- Co myślisz o moim biznesie?
- Miłego dnia!- Zawołała Sophie za Brenną, kiedy zdała sobie sprawę, że potencjalna klientka zrezygnowała z degustacji. Wyglądało na to, że znała się z Charliem, co bardzo ją zaintrygowało.
- Charlie, to twoja dziewczyna?- Zapytała, przekręcając głowę w stronę młodszego z kuzynów. Skrzywiła się lekko, bo miała wrażenie, że Leonard zamiast poprawiać jej włosy, to robił z nimi coś bardzo dziwnego.
- Leo, właśnie zabrzmiałeś jak wuj Richard. Bla bla nie będę Wam pomagał. A i tak pomożesz, i wiesz co? Zostaw mnie jednak, jesteś beznadziejny, co ty mi zrobiłeś z włosami?- Zirytowała się i odsunęła od kuzyna. Odskoczyła, widząc, że polizał wnętrze dłoni i chciał obsmarować śliną jej włosy. Bleh! Nie miała też nic do wuja Richarda, ale często wydawał się z niej niezadowolony, po czym i tak zawsze pomagał.
- Charlie, zabierz TO z mojego stoiska, słyszysz?- Syknęła, obchodząc stół i stając obok kuzynki. Mówiąc TO, miała oczywiście na myśli świeczkę w kształcie no... wiadomo jakim.
- Lyssa, poprawisz mi włosy?- Poprosiła, bojąc się, że po tym co zrobił jej Leo, wyglądała jeszcze gorzej.
Sophie również wrócił dobry humor. Atak, którego doznał jej tata, okazał się niegroźny. I w końcu to nie ona miała przechlapane, tylko Charles. Nie, żeby cieszyła się z nieszczęścia kuzyna, ale ostatnio uwaga całej rodziny skupiała się tylko na niej. I to w ten bardzo nieprzyjemny sposób...
- Chłopaki, napijcie się cytrynówki i powiedzcie, czy wam smakuję.- Rzuciła przez ramię, nadal stojąc przodem do kuzynki.- Lyssa, a tobie smakowało?- Zapytała, szczerząc się lekko i patrząc dziewczynie w oczy z oczekiwaniem.- Co myślisz o moim biznesie?