01.07.2024, 18:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2024, 18:29 przez Leonard Mulciber.)
Mulciber Moonshine - południowe stragany
Oh? 'Dziewczyna'? Tego nie brał pod uwagę, ale kto wie? Z drugiej strony, czy Charlie naprawdę ukrywałby się, gdyby jakąś miał? Leonard odnosił wrażenie, że pierwszą rzeczą, jaką by zrobił, byłoby pochwalanie się ojcu.
- Starzy ludzie żyją starymi czasami - odpowiedział Lyssie. - Mało jaki biznes przetrwa próbę czasu, jeśli nie zacznie zachęcać klienteli nowymi możliwościami.
Nie było to tylko i wyłącznie jego zdanie. Wystarczyło minimalnie rozumieć, jak działał rynek i rozwój. Lepsi i bardziej innowacyjni wytwórcy nierzadko pożerali swoją, bardziej tradycyjną i przy tym ograniczoną w jakichś aspektach konkurencje.
- Prawie - podkreślił użyte przez samego Charliego słowo, starając się jednocześnie ignorować kutasa, którego brat wbijał mu w klatę. ...Wolał nie wiedzieć, jak to wyglądało. - Słowo klucz. Nie daj się stłamsić, Charlie. Szkoda by było - mrugnął do brata niemalże jak na zachętę. Głównie dlatego, że bardzo go ciekawiło, jak ta cała sprawa się rozwinie. Czy rodzina zdoła przełknąć tę aferę? Zaakceptować, że dość niecodzienny produkt zdobył większą popularność, niż reszta ich standardowego asortymentu?
- To nie moja wina, że twoje włosy są ciężkie w obsłudze - prychnął, zastanawiając się, czy rzeczywiście wdał się charakterem w ojca... Na pewno bardziej niż Charlie. Problem w tym, że nie do końca wiedział, czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie. Żeby przypadkiem nie zacząć się nad tym niepotrzebnie zastanawiać, udał, że polizał wnętrze dłoni i że zamierza nią przeczesać włosy kuzynki. Nie był JUŻ aż tak obrzydliwy, okej?
- A właśnie, twoja cytrynówka. Wciąż nie mieliśmy okazji jej spróbować. Ja jestem za.
Oh? 'Dziewczyna'? Tego nie brał pod uwagę, ale kto wie? Z drugiej strony, czy Charlie naprawdę ukrywałby się, gdyby jakąś miał? Leonard odnosił wrażenie, że pierwszą rzeczą, jaką by zrobił, byłoby pochwalanie się ojcu.
- Starzy ludzie żyją starymi czasami - odpowiedział Lyssie. - Mało jaki biznes przetrwa próbę czasu, jeśli nie zacznie zachęcać klienteli nowymi możliwościami.
Nie było to tylko i wyłącznie jego zdanie. Wystarczyło minimalnie rozumieć, jak działał rynek i rozwój. Lepsi i bardziej innowacyjni wytwórcy nierzadko pożerali swoją, bardziej tradycyjną i przy tym ograniczoną w jakichś aspektach konkurencje.
- Prawie - podkreślił użyte przez samego Charliego słowo, starając się jednocześnie ignorować kutasa, którego brat wbijał mu w klatę. ...Wolał nie wiedzieć, jak to wyglądało. - Słowo klucz. Nie daj się stłamsić, Charlie. Szkoda by było - mrugnął do brata niemalże jak na zachętę. Głównie dlatego, że bardzo go ciekawiło, jak ta cała sprawa się rozwinie. Czy rodzina zdoła przełknąć tę aferę? Zaakceptować, że dość niecodzienny produkt zdobył większą popularność, niż reszta ich standardowego asortymentu?
- To nie moja wina, że twoje włosy są ciężkie w obsłudze - prychnął, zastanawiając się, czy rzeczywiście wdał się charakterem w ojca... Na pewno bardziej niż Charlie. Problem w tym, że nie do końca wiedział, czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie. Żeby przypadkiem nie zacząć się nad tym niepotrzebnie zastanawiać, udał, że polizał wnętrze dłoni i że zamierza nią przeczesać włosy kuzynki. Nie był JUŻ aż tak obrzydliwy, okej?
- A właśnie, twoja cytrynówka. Wciąż nie mieliśmy okazji jej spróbować. Ja jestem za.