01.07.2024, 22:10 ✶
Wiedziała, że wybuch przyciągnie uwagę, dlatego musieli się streszczać. Miała nadzieję, że większość świadków ucieknie, nie chcąc narażać się na potencjalne niebezpieczeństwo, zawsze musiały się znaleźć pewne uporczywe wyjątki.
Zanim jednak Richard dotarł do drzwi, Annie przyglądała się miejscu, gdzie potencjalnie powinny znajdować się jakieś resztki materii organicznej pozostałej z właściciela domu. Wiedziała, jak wyglądają spalone tkanki, mniej więcej rozumiała, co powinno stać się z
ciałem po podobnym wybuchu. Na pewno w normalnych okolicznościach nie powinno wyparować bez śladu.
Nie działo się tak z poprzednimi ofiarami niebezpiecznego eliksiru.
Przeklęty eliksirowar uciekł, niszcząc zapewne miejsce pracy i swoich notatek, które mogłyby im zbyt wiele zdradzić. Sprytne i ryzykowne zagranie, a jednak mu się udało. Miała właśnie poinformować o odkryciu towarzyszącego śmierciożercę, gdy usłyszała, jak ktoś kręci się przed drzwiami.
Przechodzień? Stróż prawa? A może uciekinier, który zamierzał rzucić jej klątwą w plecy? Nie zamierzała ryzykować.
Odwróciła się. Pył i dym unoszący się jeszcze w pomieszczeniu sprawiał, że nie widziała za dobrze z kim ma do czynienia, to jednak jak się nauczyła nie było podczas zadań zbyt ważne.
Nie tak jak to, by nie pozostawić zbyt wielu świadków.
Uniosła kąciki ust na rozkaz uniesienia rąk. Zaczęła powoli podnosić je w górę, w połowie jednak przerwała i ręką nadal trzymającą różdżkę nagle rzuciła zaklęcie, prosto w przeciwnika. Nie było to nic wymyślnego. Ot, prosta błyskawica, szybka, efektowna i bardzo rozpraszająca.
Na tyle, by Annie mogła spróbować dopaść do drzwi od magazynu, w którym czekały ewentualne posiłki bardzo pomocna broń w postaci niebezpiecznych butelek.
Już nigdy nie uwierzy w prostą misję.
Zanim jednak Richard dotarł do drzwi, Annie przyglądała się miejscu, gdzie potencjalnie powinny znajdować się jakieś resztki materii organicznej pozostałej z właściciela domu. Wiedziała, jak wyglądają spalone tkanki, mniej więcej rozumiała, co powinno stać się z
ciałem po podobnym wybuchu. Na pewno w normalnych okolicznościach nie powinno wyparować bez śladu.
Nie działo się tak z poprzednimi ofiarami niebezpiecznego eliksiru.
Przeklęty eliksirowar uciekł, niszcząc zapewne miejsce pracy i swoich notatek, które mogłyby im zbyt wiele zdradzić. Sprytne i ryzykowne zagranie, a jednak mu się udało. Miała właśnie poinformować o odkryciu towarzyszącego śmierciożercę, gdy usłyszała, jak ktoś kręci się przed drzwiami.
Przechodzień? Stróż prawa? A może uciekinier, który zamierzał rzucić jej klątwą w plecy? Nie zamierzała ryzykować.
Odwróciła się. Pył i dym unoszący się jeszcze w pomieszczeniu sprawiał, że nie widziała za dobrze z kim ma do czynienia, to jednak jak się nauczyła nie było podczas zadań zbyt ważne.
Nie tak jak to, by nie pozostawić zbyt wielu świadków.
Uniosła kąciki ust na rozkaz uniesienia rąk. Zaczęła powoli podnosić je w górę, w połowie jednak przerwała i ręką nadal trzymającą różdżkę nagle rzuciła zaklęcie, prosto w przeciwnika. Nie było to nic wymyślnego. Ot, prosta błyskawica, szybka, efektowna i bardzo rozpraszająca.
Na tyle, by Annie mogła spróbować dopaść do drzwi od magazynu, w którym czekały ewentualne posiłki bardzo pomocna broń w postaci niebezpiecznych butelek.
Już nigdy nie uwierzy w prostą misję.