To się, cholera, porobiło, pomyślał z przekąsem Cameron, maszerując niespiesznie w stronę tłumu, który zebrał się, aby podsumować coroczne poszukiwanie jajek. W sumie nie miał bladego pojęcia, po co w ogóle tutaj przyszedł, skoro jego koszyk był pusty. Miejsce na podium było poza jego zasięgiem, a na dodatkowe przekąski raczej nie miał co liczyć. Był nawet ciekawy, czy komuś z jego znajomych udało się coś uzbierać. Na balu u Longbottomów, Heather Wood towarzyszyło ponadprzeciętne wręcz szczęście, więc kto wie, może i tym razem jej się uda...
— O, kurwa — wymsknęło mu się, kiedy zorientował się, że to nie kto inny, a Florence zebrała najwięcej słodkości w lesie.
Tym komentarzem naraził się na niepochlebne spojrzenia paru staruszek, które wraz z wnuczkami stały obok niego i wyraźnie nie były zadowolone z tego towarzystwa. Cóż, nie musiały go znosić jakoś wyjątkowo długo, ponieważ dosyć szybko ogłoszono, że puste koszyki można wymienić na jakieś badyla. Magicznego? Niemagicznego? To się dopiero okaże. Lupin wyprostował się i zaczął przepychać na przód tłumu.
Może i była to nagroda pocieszenia, ale nie miał zamiaru jej zignorować. Kiedy w jego ręce dostała się gałązka od organizatorów, chłopak oddalił się pospiesznie, chcąc się znaleźć jak najdalej od złaknionego fantów tłumku czarodziejów i czarownic.