- Lubię pracę, jako czynność, samą w sobie. Lubię spełniać powierzone mi obowiązki, bardziej o ten kontekst mi chodzi. - Próbowała wyjaśnić, jak dokładnie to widzi, żeby nie doszło do jakiegoś nieporozumienia. Rita była nauczona bardzo skrupulatnie podchodzić do powierzonych jej zadań, wszystko wykonywała naprawdę dokładnie, tak, żeby nie popełniać błędów.
- Pewnie tak jest. Rozumiem trochę tę zazdrość, nie każdy miał tyle szczęścia co ja, to prawda, ale to też nie wynika do końca tylko i wyłącznie z mojej winy. Urodziłam się pod dobrą gwiazdą i tyle. - Czy ktoś inny nie skorzystałby z podobnych profitów, gdyby miał je na wyciągnięcie ręki? Powątpiewała w to. Naprawdę próbowała zrozumieć tych ludzi, ale nie przychodziło jej łatwo postawienie się w ich sytuacji. Miała prościej, to prawda, jednak sama nigdy nie zastanawiała się nad tym, kto, gdzie miał jakie kontakty. Nie obchodziło jej to szczególnie, wolała się skupić na rzeczach istotniejszych.
- Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia co do nazewnictwa. - Uśmiechnęła się nawet delikatnie, kącikiem ust, aby wyrazić swoje zadowolenie. - To nie tak, że nie mam ochoty, lubię po prostu stawiać sprawy jasno. - Po raz kolejny postanowiła dokładnie określić o co jej chodzi. Najwyraźniej bardzo ceniła sobie dokładne i konkretne informacje.
- We mnie raczej mało z marzyciela. Jakoś zawsze lubiłam stawiać na konkrety, dokładnie odtwarzać to, co było już stworzone. - Nigdy nie uważała się za wirtuoza, nawet jeśli chodzi o tę umiejętność związaną z grą na pianinie, nie potrafiła tworzyć nowych utworów, za to świetnie szło jej odtwarzanie tego, co kiedyś usłyszała, lub odczytała z nut. Tyle było z tego jej całego artyzmu. Zdecydowanie więcej miała w sobie z pracoholika, który dążył do ideału, w każdej dziedzinie, której się chwytał.
- Takie wymarzenie ma sens, kiedy tworzymy coś zupełnie nowego, jednak gdy jest to tylko powielanie tego, co już istnieje dużo bardziej przemawia do mnie dokładne podążanie za tym, co już jest. - Wytłumaczyła jeszcze konkretnie o co jej właściwie chodziło.
- Anthony Cię ściągnął, czy Jonathan? - Wolała mieć pewność o którego z nich chodzi, bo przecież jeden i drugi to był jej wuj. - Ciekawe co w tobie dostrzegł, że postanowił zabrać cię ze sobą. - Nie kryła się ze swoimi zagwozdkami. Miała świadomość, że żaden z nich nie zabrałaby byle kogo ze sobą, żeby współpracować z tą osobą, to zainteresowało Kelly jeszcze bardziej osobą Isaaca.