02.07.2024, 10:10 ✶
Południowe stragany - blisko koła fortuny
- Nie przypominam sobie, żebym dźgał cię nożem w - urwał nagle, bo końcem żartu było w organy wewnętrzne. Znów wyglądał na zmieszanego, bo dla niego owszem - to był zabawny żart, ale nagle przypomniał sobie, że nie stoi obok kogoś, kogo umysł dedykowany był znoszeniu jego wisielczego poczucia humoru. Prewett wyglądał, jakby nażarł się słońca. Dosłownie - wchłonął promienie słoneczne i teraz przeszywał nimi wszystkich wokół, takim ludziom nie opowiadało się dowcipów o najsłabszym punkcie ich egzystencji - wystarczył mu jeden precyzyjny ruch noża, żeby nie odratowała go nawet Florence Bulstrode. - Nieważne. - Odrzucił tę myśl. - To nie był dobry żart. - To był dobry żart, po prostu nie był dla niego. Znał kilka osób, które by się z niego zaśmiały bez cienia przerażenia przemykającego gdzieś z boku.
Crow westchnął, rzucając mu zmęczone, ale nawet szczęśliwe spojrzenie. Wyglądał nieco lepiej niż wcześniej. W życiu nie przyznałby tego nawet przed samym sobą, ale przyrównanie chłopaka do słońca miało swoje źródło nie tylko w kiełkującym w nim zauroczeniu. To była... zazdrość. Oh, on też chciałby być taki, dla których ludzi kochał, ale trochę już było dla niego za późno - gdyby był słońcem, to pewnie takim oświetlającym stary, porzucony cmentarz. Kiedy jego miłość wyglądała zza mgły, to nie ogrzewała, tylko palia w język.
- Masa rzeczy - rzucił w odpowiedzi na pytanie - instrukcja obsługi prezentu, do którego dołączona była kartka, rachunek za wodę w moim mieszkaniu, autorski pomysł na rozróżnianie jeży od szpiczaków. - W taki sposób mógł z nim żartować. Odetchnął nieco głośniej i poprawił koszyk, kiedy dotarło do niego, jak podobny repertuar dobrałby przy Elaine. - Coś jest z nim nie tak na pewno, skoro spędzasz tu czas ze mną, ale jeszcze istnieje i ma się dobrze, skoro widząc zamieszanie, dociera do ciebie, że w kraju wybuchła rebelia. - Przekręcił głowę w bok. Ta kolejka naprawdę się nie ruszała, w dodatku kiedy zrobiło się luźniej, wcisnął się przed niego jakiś zjebany kapłan. Cudem powstrzymał się przed podstawieniem mu nogi, właściwie to już wyciągał ją do przodu, żeby ten cały Sebastian wyjebał się na bruk ze wszystkim, co wylosował, ale trzymał koszyk z tym cholernym kotem. Splunął na ziemię, dając ujście narastającej w nim irytacji. - Zaczepiała takiego wkurwiającego Aurora - burknął. - I chcę. Gdzieś tutaj stragan ma autorka twojego pierścionka.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.