02.07.2024, 12:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2024, 13:20 przez Anthony Shafiq.)
Stoję przy stoliku gdzie wszyscy wymieniamy żetony. Przedstawiam swojemu indyjskiemu towarzyszowi zebranych w koło ludzi.
Ich osobiste zagrywki rozkojarzyły go tylko trochę, Morpheus najwidoczniej był w swoim żywiole rozciągając się na jego barku jak szmaragdowe saari wyszywane złotymi topazami, czuł że rzeczywiści brakło tu tylko Tahiry o nieco jaśniejszej karnacji, ale równie łuskowatym anturażu. Może też zakryłby jej skórę zielenią, sam w lazurze przypominając, bynajmniej nie spędził siedmiu lat w podziemiach Hogwartu śniąc o tym by w końcu się zeń wydostać i osiągnąć szczyt. Pochylił się ku niemu, oddechem łaskocząc płatek ucha:
– आपको यह पसंद है – odpowiedział kpiąco, mając w głębokim poważaniu fakt, że jego towarzysz nie zrozumiał ani słowa. A potem usłyszał głos Loriene i przeniósł na nią całą swoją uwagę.
Tego melodyjnego głosu nie dało się nie rozpoznać, zbyt wiele spędził z nią wieczorów sącząc wino i zatapiając się w dyskusjach na temat tego na czym świat stoi, a na czym stał w swojej długiej historii. Anthony rozpromienił się, nie rozpoznając tego, że wcale nie mówiła do niego i momentalnie sięgnął po szczupłą dłoń kobiety, by złożyć na jej wierzchu pocałunek na powitanie.
– Teraz już jest doskonałym wieczorem, skoro Perła Wizengamotu postanowiła uświetnić go swoją obecnością. Ale nie powinienem się przecież dziwić... – zęby błysnęły w uśmiechu, krwi Prewettów nie dało się oszukać. – To jest sędzina Loriene Mulciber, moja serdeczna przyjaciółka, która niejednokrotnie musiała znosić moją legislacyjną indolencję, a to mój zagraniczny gość, potentat włókienniczy, z którym być może Rosierowie nawiążą w nadchodzącym roku współpracę. Aryaman Birla był niezwykle ciekaw sposobów spędzania czasu przez brytyjską socjetę, a gdzież lepiej poznałby nasze zwyczaje niż w jaskini hazardu, jaką dziś stała się posiadłość Agnes Delacour. – Tak. I ten gość właśnie trzymał na złotej tacy 150 tokenów. Jak przystało na gościa. – Aż żałuję, że przeciążony urząd może pracować tylko nad jedną umową na raz, Kambodża pochłania nieco więcej czasu niż zakładaliśmy. Chociaż... – zawiesił głos zawieszając spojrzenie na gadzich ślepiach Birli – zapewne podczas drogi powrotnej uda nam się odwiedzić Indie i ukrytą bibliotekę Nalandy? Z tak znamienitym przewodnikiem, będzie to rozkosz dla spragnionego wiedzy umysłu. – Dokonał pamięciowej notki, by dodać ten punkt "wycieczki" do wrześniowej delegatury.
Zaraz potem Anthony słysząc swoje nazwisko odwrócił się w stronę Basiliusa i Isaaca, skłaniając im głową na powitanie. Świat czarodziei był mały i trzeba było po prostu zaakceptować, że na przyjęciach pośród swoich znajomych trafiało się również na swoich pracowników. Nie żeby mu to aż tak przeszkadzało. Zdążył się przyzwyczaić.
– Udanego wieczoru panowie, uprzedzam uczciwie, że dziś próżno będziecie szukać mojej pomocy, więc bez szarżowania. – Przestrzegł obu, których kawałki duszy wydzierał dla siebie cierpliwie tkanymi przysługami. Poczekał na nich aż dołączą, zaraz potem zwracając uwagę na słowa Marcusa, a potem wychwycił powitanie nieznajomej mu Urlett.
– Uszanowanie, rzeczywiście nie mieliśmy okazji. – odpowiedział jej w roztargnieniu, ale bez trudu wciągnął ją do grupy w której rozmawiali, ponownie przedstawiając pozostałych. – Ale, ale dość uprzejmości, zaraz toast! Koniecznie musimy zaopatrzyć się w wino. Tym razem nie moje, ale wierzę, że francuskie podniebienie Agnes nas nie zawiedzie. Chodźmy! – zasugerował, zagarniając całe towarzystwo w kierunku lśniących kryształów wypełnionych winem. – Jak myślicie, stoliki będą sześcio czy czteroosobowe? Zaczynacie od kart tak jak my, czy kusi Was lśniąca srebrem tocząca się kula?
– आपको यह पसंद है – odpowiedział kpiąco, mając w głębokim poważaniu fakt, że jego towarzysz nie zrozumiał ani słowa. A potem usłyszał głos Loriene i przeniósł na nią całą swoją uwagę.
Tego melodyjnego głosu nie dało się nie rozpoznać, zbyt wiele spędził z nią wieczorów sącząc wino i zatapiając się w dyskusjach na temat tego na czym świat stoi, a na czym stał w swojej długiej historii. Anthony rozpromienił się, nie rozpoznając tego, że wcale nie mówiła do niego i momentalnie sięgnął po szczupłą dłoń kobiety, by złożyć na jej wierzchu pocałunek na powitanie.
– Teraz już jest doskonałym wieczorem, skoro Perła Wizengamotu postanowiła uświetnić go swoją obecnością. Ale nie powinienem się przecież dziwić... – zęby błysnęły w uśmiechu, krwi Prewettów nie dało się oszukać. – To jest sędzina Loriene Mulciber, moja serdeczna przyjaciółka, która niejednokrotnie musiała znosić moją legislacyjną indolencję, a to mój zagraniczny gość, potentat włókienniczy, z którym być może Rosierowie nawiążą w nadchodzącym roku współpracę. Aryaman Birla był niezwykle ciekaw sposobów spędzania czasu przez brytyjską socjetę, a gdzież lepiej poznałby nasze zwyczaje niż w jaskini hazardu, jaką dziś stała się posiadłość Agnes Delacour. – Tak. I ten gość właśnie trzymał na złotej tacy 150 tokenów. Jak przystało na gościa. – Aż żałuję, że przeciążony urząd może pracować tylko nad jedną umową na raz, Kambodża pochłania nieco więcej czasu niż zakładaliśmy. Chociaż... – zawiesił głos zawieszając spojrzenie na gadzich ślepiach Birli – zapewne podczas drogi powrotnej uda nam się odwiedzić Indie i ukrytą bibliotekę Nalandy? Z tak znamienitym przewodnikiem, będzie to rozkosz dla spragnionego wiedzy umysłu. – Dokonał pamięciowej notki, by dodać ten punkt "wycieczki" do wrześniowej delegatury.
Zaraz potem Anthony słysząc swoje nazwisko odwrócił się w stronę Basiliusa i Isaaca, skłaniając im głową na powitanie. Świat czarodziei był mały i trzeba było po prostu zaakceptować, że na przyjęciach pośród swoich znajomych trafiało się również na swoich pracowników. Nie żeby mu to aż tak przeszkadzało. Zdążył się przyzwyczaić.
– Udanego wieczoru panowie, uprzedzam uczciwie, że dziś próżno będziecie szukać mojej pomocy, więc bez szarżowania. – Przestrzegł obu, których kawałki duszy wydzierał dla siebie cierpliwie tkanymi przysługami. Poczekał na nich aż dołączą, zaraz potem zwracając uwagę na słowa Marcusa, a potem wychwycił powitanie nieznajomej mu Urlett.
– Uszanowanie, rzeczywiście nie mieliśmy okazji. – odpowiedział jej w roztargnieniu, ale bez trudu wciągnął ją do grupy w której rozmawiali, ponownie przedstawiając pozostałych. – Ale, ale dość uprzejmości, zaraz toast! Koniecznie musimy zaopatrzyć się w wino. Tym razem nie moje, ale wierzę, że francuskie podniebienie Agnes nas nie zawiedzie. Chodźmy! – zasugerował, zagarniając całe towarzystwo w kierunku lśniących kryształów wypełnionych winem. – Jak myślicie, stoliki będą sześcio czy czteroosobowe? Zaczynacie od kart tak jak my, czy kusi Was lśniąca srebrem tocząca się kula?