Spięcie mięśni było poza możliwością jego kontrolowania odruchów, tak jak i odnalezienie oczu Flynna, kiedy w nie spojrzał. Oczy mordercy. Mógł go uważać za ślicznego, za uroczego, mógł generalnie bardzo wiele rzeczy - działać dalej wyobraźnią, w której ten ozdrowiałby od grzechów przeszłości, ale wszystko wracało do pierwszego wrażenia, jakie go uderzyło przy tym występie. A raczej - powinno wracać. Tak by się działo, gdyby z tym instynktem było wszystko w porządku. Był wtedy przerażony - człowiek z jego przeszłości nagle pojawił się tuż przed nim. Człowiek, który rzeczywiście - nigdy go nie skrzywdził, ale krzywdził innych. Myśli o tym, że był blisko Fontaine i że Fontaine mogłaby teraz obrócić go w jego kierunku... Bolało - to drugie spotkanie. Przywiało go z powrotem, bo tak cholernie martwił się o Elaine. Gotów był ją zabrać stamtąd - dokądkolwiek, gdziekolwiek. Była taka chętna do nauki, więc może chciałaby się uczyć? I tak dzisiejszego dnia stali na tym sabacie z niedokończonym żarcie o nożu w ciele. Chłodny i nieprzyjemny dreszcz przeszył jego ciało w odpowiedzi, a blizna na plecach po nożu fantomowo zabolała. Poprawił się z dyskomfortu. Dobry żart, tylko niekoniecznie przeznaczone do dobrego towarzystwa.
Drugi za to był dobry i przeznaczony dla dobrego towarzystwa. Bo nawet mimo tego zmęczenia (które pożerało ich obu) zaśmiał się, przymykając oczy na krótki moment.
- Prześlę w takim razie do mojej księgowej i umówię cię z nią na spotkanie. Tak dla pewności, żeby ci się nie zabrało na wymioty przy rachunkowości. - Byłoby to bardzo adekwatne, Laurent naprawdę tego nie lubił. Z wdzięcznością przekazywał to dalej, kiedy w końcu nauczył się, żeby nie robić wszystkiego co związane z New Forest SAMEMU. Teraz przynajmniej miał czas na to, żeby spotkać się ze znajomymi, żeby... zająć się sobą. Co było więcej niż niezbędne przy fakcie, że rozpadało mu się życie. A może rozpadało się właśnie dlatego, że czasu miał za dużo..? Zamiast się nad tym zastanawiać to ujął jego wolną rękę, wyciągając chustkę z kieszeni - oczywiście, że białą - i zawiązał ją tak, żeby materiał zasłaniał obdartą skórę. Dopiero wtedy pociągnął go od koła w kierunku stoisk, żeby nie robić sztucznego tłumu. Wahał się. Wahał się pomiędzy swoją pazernością a potrzebą nie robienia Flynnowi pod górkę, bo tego nie chciał. - Z biżuterią? - Widział takie dwa stoiska, przynajmniej tutaj. Przy czym jedno obsługiwała Olivia..? Więc to nie to? Drogą kalkulacji zostało jedno. Chyba że akurat w drugiej części - tam go jeszcze nie było. Ale skierował ich w stronę stoiska Viorici. Tak czy siak wolał go już odciągnąć, bo ewidentnie go irytowała ta kolejka i czekanie.
- ... Flynn. - Zawahał się przez milisekundę, bo odruchowo chciał powiedzieć: Crow. - Czy tobie pasuje tryb życia prowadzonego w cyrku? Występy na scenie? - Tak przyszło mu to do głowy przy okazji tego tematu o rachunkach. - Mówiłem bardzo poważnie z propozycją tego, żebyś dla mnie pracował. Ze zbudowaniem domu. - Uściślił. - Chociaż mam dużo innych rzeczy do zrobienia, jak zabezpieczenie w końcu tego cholernego domu. - Odetchnął, przeciągając palcami po włosach. - Nawet jeśli chciałbyś dorobić to zachęcam, żebyś skorzystał. - Chciał powiedzieć, że "to propozycja otwarta", ale zmienił ułożenie tego zdania. Wydawało mu się, że do Flynna bardziej niż "możesz skorzystać" przemawiało "zrób to". Ale "zrób to" mógł mówić do kogoś, kto nie myślał ciągle o tym, żeby wrócić właśnie tutaj, bo tu był ktoś, kogo kochał. Tak, pamiętał tę odpowiedź i jego pytanie nie dotyczyło dlatego samego mieszkania tutaj - czarnowłosy wyraził się ponadprzeciętnie jasno na ten temat.