Obecność Sophie mogła po części komplikować trochę sytuację, związaną z obecnością Richarda, podającego się za swojego brata a jej ojca. Mimo swojej ogrywanej roli, dziewczyna postanowiła na całe szczęście pociągnąć "grę" dalej. Czy wewnętrznie mu ulżyło? Prawdopodobnie. Bystre dziecko, albo naiwne, które uwierzyło że faktycznie ma przed sobą ojca. Mniejsza o to w tym momencie.
Było jedynie gorzej.
Ulgę odegrał ze względu na poprawę jej stanu zdrowia, że bladość cery miała być wynikiem zapomnienia portfela, a nie przebywania wśród bogatych osobistości. A tym bardziej ze względu na jego i Lorien obecności.
" Czy dałbyś mi kilkanaście galeonów, żeby mogła wziąć udział w wieczorku?" – to pytanie ponownie odbiło mu się w głowie. Jakby się przesłyszał chyba.
Szanowna Agnes włączyła się z troską o jego "córkę", co sprawiło, że najwyraźniej nie miał wyjścia, jak poświęcić swoje galeony na zabawy nie swojego dziecka. Gdy z ust Agnes padła suma, jaką przeważnie bogacze wydają, jego umysł się prawie zawiesił: "Ile kurwa?!". Powstrzymał się od skierowania spojrzenia w stronę stolika z wymianą pieniędzy na żetony, gdzie stała Lorien. Miał nadzieję, że nie przebimbała tyle hajsu.
Zgodził się z Agnes, posyłając jej ten uprzejmy uśmiech. Gra aktorska ciąg dalszy. Po czym spojrzał na "córkę", która trzymała się już bardziej strony swojego towarzysza.
- Sophie, przejdziemy w kierunku stolika wymiany? W drodze na miejsce Ci przekażę.
Zaproponował. Całym sobą nie okazywał niczego co by go miało niepokoić czy nawet irytować. Te cechy działy się tylko w jego umyśle. Mową ciała, nie okazywał żadnych podejrzanych działań. Był spokojny, opanowany, uprzejmy. Ale też oszczędzał się w uśmiechaniu.
”Kilkanaście… kilkanaście… Ja pierdolę…" – chodziło mu po głowie, kiedy podczas zmierzania z Sophie do stolika, wyjął swój portfel i zaczął przeliczać swoje galeony. Richard przez swoje życie w Norwegii nauczył się oszczędzania i nie uśmiechało mu się wydawać tutaj swoich pieniędzy. To Lorien chciała się tutaj bawić. Celem jego obecności tutaj było tylko towarzyszenie szwagierce. Na wszelki wypadek wziął większą sumę, gdyby miało coś pójść nie tak.
Nie wykluczone, że dla świętego spokoju, dałby Sophie z pięć czy tam piętnaście galeonów na minimalną pulę żetonów. Ale tutaj nie padło słowo "kilka" a "kilkanaście". Z drugiej strony, Sophie zaciągała sobie u niego dług. Więc będzie musiała mu to później oddać. Dał jej pięćdziesiąt galeonów na dziesięć żetonów.
- Jak chcesz więcej, poproś Lorien.Rzekł do "córeczki", dając jej odliczoną kwotę do łapki, po czym zamknął portfel i schował do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki. Musiał grać na pokaz. Nie miał innego wyjścia, kiedy przy stole znajdowało się sporo czarodziei. Znanych i nieznanych. Mniej i bardziej. Szukał wzrokiem Lorien, zauważając przez co Anthony’ego Shafiqa, który swoją mową zachęcał do podejścia po alkohol.
- Lorien, kochanie. Pozwól na chwilę.
Odnalazł "żonę", skinieniem głowy przepraszając osoby, z którymi rozmawiała, aby podeszła do niego i Sophie. Nie umknęła jego uwadze tacka z zakupionymi przez nią żetonami. Ile tego tam było? Sto? Dwieście?. Dał sobie już spokój z reagowania na to. To przecież były jej pieniądze. Później porozmawiają na ten temat.
Zarejestrowanie obecności Isaaca Bagshota nie umknęło jego uwadze, kiedy zaczęto go głośno witać. "Jeszcze jego tutaj brakowało." - skomentował w głowie, na sekundę, kierując w jego stronę wzrok.