Obejrzał się za Perseusem, kiedy poczuł jego dotyk na futrze i pokiwał łbem zachęcająco. No płyńmy! Nie mógł tego zrozumieć, ale Laurentowi szkoda było teraz czasu na przemianę. Na szczęście nie musiał Perseusa do tego przekonywać. Nawet mimo tego, że ta cała niefortunna wycieczka kosztowała go sporo energii to pozostawał z nimi i robił, co mógł, żeby wykorzystać swoje umiejętności. Miał szczerą nadzieję, że nie czuł się tutaj zbędny - bo gdyby nie on nie wiedzieliby o działaniu sił wpływających na ich samopoczucie, nie uratowaliby Cirila...
Na ile Laurent był Laurentem było kwestią sporną. Na pewno była Victoria, Perseus i foka - pewne rzeczy dopisywały się same. I to ta foka robiła teraz wielkie ślepia, kiedy zobaczyła ten obraz kotłowaniny. Jakim cudem tego wszystkiego nie było słychać i w ogóle żaden tryton się tym nie zainteresował? Woda niosła dźwięki jak szalona! Może były tutaj jakieś zaklęcia... nie ważne, nieistotne!
Podejmowanie szybkich decyzji w takich sytuacjach zazwyczaj bywało kluczowe. Dwie sekundy zawahania potrafiły kosztować kogoś życie, chociaż Laurent nie chciał myśleć takimi kategoriami. Kategoriami, że ktoś mógłby tutaj zginąć. A jednak to właśnie strach grał na skrzypcach jego duszy pierwszą melodię. Wysunął się do przodu - popłynął za Leartesem jak najszybciej tylko mógł. Przez milisekundę pożałował, że nie znał trytońskiego, ale w zasadzie niekoniecznie miał z nimi wiele do czynienia.
- Adrio! - Spojrzał na Leartesa, na trytonkę, potem na Astarotha, na Esme, na Geraldine - każdy z nich właściwie potrzebował pomocy, jego serce teraz biło jakby się bało, że nie będzie nowego jutra. Miał naprawdę nadzieję, że Perseus i Victoria im pomogą. - To już koniec konfliktu. Król zatrzymał twoje trytony, a na ziemi zagości pokój. - Właściwie to chyba nie? Przekoloryzowanie faktów - król dopiero przypłynął z trytonami, a poza tym wiedzieli tyle, że ta oszałamiająca czerń puściła. Aaale za potrzebą... - Daj sobie pomóc! - Spojrzał w kierunku Leartesa, bo przecież nie był w stanie zrozumieć zbuntowanej trytonki. Pływał trochę za jego plecami - był odważny na 35%. A pozostawili mogli słyszeć focze popiskiwanie między trytońskimi dźwiękami. Doprawdy osobliwa orkiestra przy chaosie, w którym życia były zagrożone. Laurent z niepokojem znowu obrócił łeb w kierunku Esme, a potem Geraldine, którzy chwilowo byli w największych tarapatach.
[/i]