02.07.2024, 20:01 ✶
Musiałem przyznać, że to mi się udało. Woda, przebywanie w wodzie było zdecydowanie inne niż przebywanie na powietrzu, więc się teleportowałem, ale nie miałem zielonego pojęcia jak to się skończy. Tak, liczyłem na fart, na to, że nie spotka mnie nic gorszego od bycia już raz martwym... I musiałem przyznać, że byłem naprawdę pełny podziwu, bo właśnie tak się stało. Tak, jakbym mógł kreślić ścieżki naszego losu. Kto by pomyślał? Czasami marzenia się spełniały, więęęc... sączyłem sobie słodką krew Adrii, nieco tracąc przy tym myśli o towarzyszącym nam mężczyźnie.
Nie trwało to długo. Wręcz boleśnie krótko. I czy ja pytałem coś siebie, czy szlam mógł zaszkodzić wampirowi...? Na te marzenia, na te pytania trzeba było mocno uważać, bo nim się obejrzałem, to moja głowa już pływała w zielonej mazi. Zalała moje usta w mgnieniu oka i, tak na dobrą sprawę, nie zdążyłem zweryfikować jej smaku, czy była może paskudna, czy jednak znośna, bo w mojej głowie zaczęły kwitnąć nowe myśli. Adria... Miałem w ustach skrawek biednej Adrii, jej smaczną krew... Zamiast ją ratować i chronić przed tymi podłymi i nikczemnymi ludźmi, to ja zadawałem jej ból. Byłem jej coś winien. Byłem jej bardzo winien za te krzywdy.
Otarłem niepewny twarz z mazi i w miarę dyskretnie wypluwając kawałek skóry Adrii. Nie wyrzucałem go, uważając go ewidentnie za relikwię. Wsunąłem do swojej kieszeni, jakbym miał zamiar oddać później mojej Pani. Zaraz też rozejrzałem się wokół, ustalając taktycznie hierarchię. Nieco nas przybyło, ale Geraldine wciąż tu była. To ona, cóż, najbardziej zagrażała Adrii, bowiem była wyszkoloną zabójczynią potworów...
Jeśli nic mnie nie tknęło, to właśnie ją zamierzałem zaatakować jako pierwszą. Bezmyślnie, fizycznie, korzystając z rąk oraz swoich ostrych zębów.
Rzucam na rozproszenie; próbuję się wyrwać spod działania omnomnom mazi
Nie trwało to długo. Wręcz boleśnie krótko. I czy ja pytałem coś siebie, czy szlam mógł zaszkodzić wampirowi...? Na te marzenia, na te pytania trzeba było mocno uważać, bo nim się obejrzałem, to moja głowa już pływała w zielonej mazi. Zalała moje usta w mgnieniu oka i, tak na dobrą sprawę, nie zdążyłem zweryfikować jej smaku, czy była może paskudna, czy jednak znośna, bo w mojej głowie zaczęły kwitnąć nowe myśli. Adria... Miałem w ustach skrawek biednej Adrii, jej smaczną krew... Zamiast ją ratować i chronić przed tymi podłymi i nikczemnymi ludźmi, to ja zadawałem jej ból. Byłem jej coś winien. Byłem jej bardzo winien za te krzywdy.
Otarłem niepewny twarz z mazi i w miarę dyskretnie wypluwając kawałek skóry Adrii. Nie wyrzucałem go, uważając go ewidentnie za relikwię. Wsunąłem do swojej kieszeni, jakbym miał zamiar oddać później mojej Pani. Zaraz też rozejrzałem się wokół, ustalając taktycznie hierarchię. Nieco nas przybyło, ale Geraldine wciąż tu była. To ona, cóż, najbardziej zagrażała Adrii, bowiem była wyszkoloną zabójczynią potworów...
Jeśli nic mnie nie tknęło, to właśnie ją zamierzałem zaatakować jako pierwszą. Bezmyślnie, fizycznie, korzystając z rąk oraz swoich ostrych zębów.
Rzucam na rozproszenie; próbuję się wyrwać spod działania omnomnom mazi
Rzut N 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 5
Akcja nieudana
Akcja nieudana