08.01.2023, 15:03 ✶
Konieczność powrotu do swoich obowiązków sprawiła, że musieli zakończyć pogawędkę, ku rozczarowniu Thomasa, która najchętniej spędziłby z Ger jeszcze trochę czasu. Perspektywa spotkania się jednak po godzinach pracy powodowała, że rozstanie nie wydawało się tak przykre. Naprawdę dobrze im się rozmawiało, dlatego z wyczekiwaniem czekał na zakończenie służby, co wyczuwali wszyscy wpółpracownicy, którzy w pewnym momencie mieli dość jego roztargnienia i nieobecnego spojrzenia, przez co niemal wyrzucili go z bióra, gdy tylko zakończył swoją zmianę.
Nie wiedział, czemu Geraldine tak bardzo zaprzątała jego myśli, bo zdecydowanie w to, że po prostu dopadła go tylko zwykła nostalgia, nie wierzył nikt. W tym i on, szczególnie, że jedną z częstszych myśli, które obijały się po jego łepetynie, była ta o tych nieszczęsnych kajdankach, które pokazał Ger, dopiero po czasie zdając sobie sprawę, jak zabrzmiała jej propozycja.
O Merlinie, o czym on myślał.
Niestety nie mógł przygotować się do wieczornego spotkania tak jak Ger, bo oczywiście nie pomyslał o tym, by dać sobie czas na odświeżenie po pracy. Chciał się z nią zobaczyć jak najszybciej, by w jakis psosób nadrobić lata, które stracili, rozdzieleni przez ich nowe, dorosłe zycia. Musiało mu więc wystarczyć posmieszne obmycie twarzy i przebranie się w swoje zwyczajowe ubrania, bo choć Ger zdawał się jego mundur podobać, tak wolał nie straszyć innych gości baru, do którego mieli się udać. Tak było przy okazji wygodniej.
Wyszedł więc ubrany w swoje jeansy, grafitowy sweter i ukochaną, skórzaną kurtkę. Jego włosy, lekko wilgotne na końcach, nieuważnie zachlapane wszecześniej wodą, pozostały w pozornie niechlujnym nieładzie, który Thomas najbardziej lubił.
Wychodząc z odpowiedniej budki telefonicznej niemal odruchowo zapalił papierosa, w nagrodę za kolejny dzień pracy, ktory udało mu sie jako tak przeźył. Dopiero wtedy zaczął się rozglądać, szybko zauważając jasną czuprynę. Wypuścił papierosowy dym, z lekką ulgą, wiedząc już, że kobieta przynajmniej nie postanowiła go wystawić. Nie, żeby się tego bał, tylko… Cóż, zakładał taką mozliwość.
Jesgo usta wygieły się w radosny, a jednocześnie łagodny uśmiech, gdy podchodził do Ger, unosząc przy tym lekko ręke w gaście powitania.
- Jak najbardziej gotowy - odpowiedział, a w jego oczach zabłysły radosne iskierki. W końcu trochę się wyczekał, próbując jako tako funkcjonowac w pracy.
Zaśmiał się którtko na pytanie o bar, by zaraz znów zaciągnac się papierosem i spojrzec z dziwną miną na Ger.
- Jesli chcesz spędzić czs w gronie byłych i obecnych brygadzistów oraz aurorów to tak, mam, ale może jednak skusimy się na inne towarzystwo? - rzucił, czując, że to nie za dobre miejsce na ich spotkanie po latach, szczergólnie, że jakos nie miał ochoty by wydzieli je ludzie z jego pracy. Szczrgólnie, że i tak niekótrzy mieli dziś już z niego niezły ubaw. - Może więc zdamy się na ciebie, albo wejdziemy do pierwszego lepszego miejsca i zdamy się na los? Gorzej niż u Puddifoot nie będzie zapewne - stwierdził, przypominając Geraldine przesłodzona kawiarnię, do której trafiali studenci Hogwartu chcący poczuć romatyczna atmosferę, co zwykle kończyło się boleścią dla oczu i wszystkich pozostałych zmysłów.
Nie wiedział, czemu Geraldine tak bardzo zaprzątała jego myśli, bo zdecydowanie w to, że po prostu dopadła go tylko zwykła nostalgia, nie wierzył nikt. W tym i on, szczególnie, że jedną z częstszych myśli, które obijały się po jego łepetynie, była ta o tych nieszczęsnych kajdankach, które pokazał Ger, dopiero po czasie zdając sobie sprawę, jak zabrzmiała jej propozycja.
O Merlinie, o czym on myślał.
Niestety nie mógł przygotować się do wieczornego spotkania tak jak Ger, bo oczywiście nie pomyslał o tym, by dać sobie czas na odświeżenie po pracy. Chciał się z nią zobaczyć jak najszybciej, by w jakis psosób nadrobić lata, które stracili, rozdzieleni przez ich nowe, dorosłe zycia. Musiało mu więc wystarczyć posmieszne obmycie twarzy i przebranie się w swoje zwyczajowe ubrania, bo choć Ger zdawał się jego mundur podobać, tak wolał nie straszyć innych gości baru, do którego mieli się udać. Tak było przy okazji wygodniej.
Wyszedł więc ubrany w swoje jeansy, grafitowy sweter i ukochaną, skórzaną kurtkę. Jego włosy, lekko wilgotne na końcach, nieuważnie zachlapane wszecześniej wodą, pozostały w pozornie niechlujnym nieładzie, który Thomas najbardziej lubił.
Wychodząc z odpowiedniej budki telefonicznej niemal odruchowo zapalił papierosa, w nagrodę za kolejny dzień pracy, ktory udało mu sie jako tak przeźył. Dopiero wtedy zaczął się rozglądać, szybko zauważając jasną czuprynę. Wypuścił papierosowy dym, z lekką ulgą, wiedząc już, że kobieta przynajmniej nie postanowiła go wystawić. Nie, żeby się tego bał, tylko… Cóż, zakładał taką mozliwość.
Jesgo usta wygieły się w radosny, a jednocześnie łagodny uśmiech, gdy podchodził do Ger, unosząc przy tym lekko ręke w gaście powitania.
- Jak najbardziej gotowy - odpowiedział, a w jego oczach zabłysły radosne iskierki. W końcu trochę się wyczekał, próbując jako tako funkcjonowac w pracy.
Zaśmiał się którtko na pytanie o bar, by zaraz znów zaciągnac się papierosem i spojrzec z dziwną miną na Ger.
- Jesli chcesz spędzić czs w gronie byłych i obecnych brygadzistów oraz aurorów to tak, mam, ale może jednak skusimy się na inne towarzystwo? - rzucił, czując, że to nie za dobre miejsce na ich spotkanie po latach, szczergólnie, że jakos nie miał ochoty by wydzieli je ludzie z jego pracy. Szczrgólnie, że i tak niekótrzy mieli dziś już z niego niezły ubaw. - Może więc zdamy się na ciebie, albo wejdziemy do pierwszego lepszego miejsca i zdamy się na los? Gorzej niż u Puddifoot nie będzie zapewne - stwierdził, przypominając Geraldine przesłodzona kawiarnię, do której trafiali studenci Hogwartu chcący poczuć romatyczna atmosferę, co zwykle kończyło się boleścią dla oczu i wszystkich pozostałych zmysłów.