02.07.2024, 22:25 ✶
Tak się leniwie przysłuchiwałem rozmowie swoich podopiecznych i stwierdzałem, że w sumie to ta złość na Flynna mi nieco przechodziła. Może właśnie dlatego że jego przysryw ewidentnie miał pozytywne odbicie u reszty trupy, przez co chyba nam się robiła chęć na robienie kukieł, a bynajmniej większości z nas.
Pytanie, czy to było złośliwe z mojej strony? Czy po prostu udzielała mi się pozytywna aura bijąca od towarzystwa? Te lekkie rozmowy były miłą odmianą od ciężkich rozmów czy codziennych obowiązków, a możliwe, że to było również działanie nadmiaru cukru z ciastka, które miałem okazję zjeść przed chwilą. Aż zaciekawiony wziąłem drugie. Może za słodkie, ale fajnie miało drapać w gardło tym cukrem. Ugryzłem pierwszy kęs kolejnego.
- I to mi się podoba - skomentowałem komentarze dziewczyn odnośnie kukieł, kukurydzianych kukieł. Postanowiłem zająć miejsce siedząco-leżące (w zależności od guścików), żeby nie wisieć tak nad resztą. Tym razem nie opadłem obok Flynna, tylko na wolną poduchę obok Layli.
- Zawsze możemy przystroić je magią. To i tak na jeden raz... O ile nie chcemy ich wystawiać, tylko ściąć nożem - zaproponowałem, kończąc to kurewsko słodkie ciastko. Otarłem palce z okruszków w swoją koszulę w grzebienie, po czym sięgnąłem po jedną z tych kolb kukurydzy. - Powinniśmy je ogryzać, no nie? - zapytałem, bo właściwie nigdy nie robiłem takich lalek. Chyba nikt z nas nie robił, więc to miało być coś nowego, odświeżającego. Może zrobię taką miniaturkę Flynna. Jak dobrze pójdzie, to straci głowę przez sztylet, choć... kiedy tak wziąłem poprawkę na swoje umiejętności, to raczej się tak nie stanie. Chyba że Felix zaszaleje z miotaniem nożami i wszystko wokół szlag trafi. Oby nie.
- I dawaj nam, Fiery, tę opowieść o aurorach. Teraz mamy sporo czasu, a wszyscy są ciekawi szczegółów - zaproponowałem, bo przy robótkach ręcznych, mogliśmy nieco posłuchać opowieści z życia wziętych, co nieco dodać od siebie i się trochę pośmiać z wpadek przeszłości. Ja tylko ich stamtąd ściągnąłem praktycznie na sam koniec...
Pytanie, czy to było złośliwe z mojej strony? Czy po prostu udzielała mi się pozytywna aura bijąca od towarzystwa? Te lekkie rozmowy były miłą odmianą od ciężkich rozmów czy codziennych obowiązków, a możliwe, że to było również działanie nadmiaru cukru z ciastka, które miałem okazję zjeść przed chwilą. Aż zaciekawiony wziąłem drugie. Może za słodkie, ale fajnie miało drapać w gardło tym cukrem. Ugryzłem pierwszy kęs kolejnego.
- I to mi się podoba - skomentowałem komentarze dziewczyn odnośnie kukieł, kukurydzianych kukieł. Postanowiłem zająć miejsce siedząco-leżące (w zależności od guścików), żeby nie wisieć tak nad resztą. Tym razem nie opadłem obok Flynna, tylko na wolną poduchę obok Layli.
- Zawsze możemy przystroić je magią. To i tak na jeden raz... O ile nie chcemy ich wystawiać, tylko ściąć nożem - zaproponowałem, kończąc to kurewsko słodkie ciastko. Otarłem palce z okruszków w swoją koszulę w grzebienie, po czym sięgnąłem po jedną z tych kolb kukurydzy. - Powinniśmy je ogryzać, no nie? - zapytałem, bo właściwie nigdy nie robiłem takich lalek. Chyba nikt z nas nie robił, więc to miało być coś nowego, odświeżającego. Może zrobię taką miniaturkę Flynna. Jak dobrze pójdzie, to straci głowę przez sztylet, choć... kiedy tak wziąłem poprawkę na swoje umiejętności, to raczej się tak nie stanie. Chyba że Felix zaszaleje z miotaniem nożami i wszystko wokół szlag trafi. Oby nie.
- I dawaj nam, Fiery, tę opowieść o aurorach. Teraz mamy sporo czasu, a wszyscy są ciekawi szczegółów - zaproponowałem, bo przy robótkach ręcznych, mogliśmy nieco posłuchać opowieści z życia wziętych, co nieco dodać od siebie i się trochę pośmiać z wpadek przeszłości. Ja tylko ich stamtąd ściągnąłem praktycznie na sam koniec...