08.01.2023, 15:11 ✶
Czegoż Victoria mogła od niego chcieć… Pewnie stanie się to kolejną rzeczą, która będzie mu spędzać sen z powiek i się tylko biedaczek zdenerwuje. Albo w druga stronę: może rozpali to jego ciekawość, będąc zamiennikiem adrenaliny. Kim była Victoria, która tak gładko zmieniła swój ton, ton tej rozmowy i tak bez zastanowienia rzucała propozycję niemalże nie do odrzucenia. Ale jednak odrzucić ją mógł – bo dała mu ku temu sposobność. Ta zaś pytała: stchórzysz? I czy stchórzy przed ewentualnymi życzeniami panny Lestrange, która, cóż… być może tylko sobie z nim pogrywała, samej badając granice? Tak jak mu powiedziała: ona też go nie znała i nie wiedziała, na ile może sobie pozwolić.
Udała, że się przez moment zastanawia i nawet położyła sobie palec na ustach w tym krótkim rozmyślaniu o tym, czy jej taki układ pasuje. W końcu jednak uśmiechnęła się szerzej i oderwawszy palec od ust, wyciągnęła przez stół swoją delikatną dłoń, zadbaną, z wypielęgnowanymi paznokciami, by uścisnąć tę, którą wyszedł jej na spotkanie Sauriel. jak już mówiłam – Victoria była tak pochłonięta tą rozmową, że nie zwracała uwagi na otoczenie, ani na to, czy wypada tutaj takie rzeczy robić czy nie. A nawet jeśli sami zwrócą czyjąś uwagę… no cóż, to trudno. W końcu były dziś walentynki, musieli wyglądać, jakby się dobrze razem bawili – w przeciwieństwie do tego co było półtorej miesiąca temu.
- No więc zgoda – odparła, a przypieczętować to trzeba było przecież jeszcze alkoholem, więc gdy puściła już dłoń Sauriela, dla którego jej własna chłodna dłoń musiała się wydawać ciepła, sięgnęła po swoją lampkę wina i upiła dwa łyki, nawet nieco wyżej ją unosząc, jakby udawała toast.
- Oczywiście, że sukienka! – naprawdę miał jeszcze bezczelnik wątpliwości co tu było ohydne? Bo nigdy tak o swoich nadgarstkach nie pomyślała, że są brzydkie. Nie były pulchne, ona cała nie była pulchna, tylko apetycznie szczupła. I gdyby nie ta paskudna suknia, która tak pasowała do tego miejsca, to może byłoby to jasne. - Hmm… A co wolisz? Żebym groziła czy obiecywała? – obiecywała, oczywiście, że obiecywała. Już mu powiedziała, że nie chce być żadnym kagańcem, więc jak mu miała grozić. Nie chciała tego robić. Już mu powiedziała, że uważa, że o rodzinę się dba, a nie posyła za kraty.
Kobieta ściągnęła dłonie ze stołu, kiedy kelner przyniósł jej zamówienie, a ona podziękowała grzecznie i zajęła się obiadem.
Udała, że się przez moment zastanawia i nawet położyła sobie palec na ustach w tym krótkim rozmyślaniu o tym, czy jej taki układ pasuje. W końcu jednak uśmiechnęła się szerzej i oderwawszy palec od ust, wyciągnęła przez stół swoją delikatną dłoń, zadbaną, z wypielęgnowanymi paznokciami, by uścisnąć tę, którą wyszedł jej na spotkanie Sauriel. jak już mówiłam – Victoria była tak pochłonięta tą rozmową, że nie zwracała uwagi na otoczenie, ani na to, czy wypada tutaj takie rzeczy robić czy nie. A nawet jeśli sami zwrócą czyjąś uwagę… no cóż, to trudno. W końcu były dziś walentynki, musieli wyglądać, jakby się dobrze razem bawili – w przeciwieństwie do tego co było półtorej miesiąca temu.
- No więc zgoda – odparła, a przypieczętować to trzeba było przecież jeszcze alkoholem, więc gdy puściła już dłoń Sauriela, dla którego jej własna chłodna dłoń musiała się wydawać ciepła, sięgnęła po swoją lampkę wina i upiła dwa łyki, nawet nieco wyżej ją unosząc, jakby udawała toast.
- Oczywiście, że sukienka! – naprawdę miał jeszcze bezczelnik wątpliwości co tu było ohydne? Bo nigdy tak o swoich nadgarstkach nie pomyślała, że są brzydkie. Nie były pulchne, ona cała nie była pulchna, tylko apetycznie szczupła. I gdyby nie ta paskudna suknia, która tak pasowała do tego miejsca, to może byłoby to jasne. - Hmm… A co wolisz? Żebym groziła czy obiecywała? – obiecywała, oczywiście, że obiecywała. Już mu powiedziała, że nie chce być żadnym kagańcem, więc jak mu miała grozić. Nie chciała tego robić. Już mu powiedziała, że uważa, że o rodzinę się dba, a nie posyła za kraty.
Kobieta ściągnęła dłonie ze stołu, kiedy kelner przyniósł jej zamówienie, a ona podziękowała grzecznie i zajęła się obiadem.