02.07.2024, 23:26 ✶
Kiedy Daisy prawie już się poddała (tak naprawdę to nie, była zbyt zawzięta, żeby się poddać), ale kiedy już prawie zabrakło jej powietrza w płucach, wreszcie nadszedł ratunek. Jej Książę z Bajki. Największy Bohater, którego nosił ten świat. Wybawiciel. A bardziej po ludzku: człowiek, którego kochała najmocniej ze wszystkich mężczyzn, jacy do tej pory stanęli na jej drodze, ale choć było to uczucie silne, pozostawało naturalnie zupełnie platoniczne, bo tym człowiekiem był jej brat.
Zakrztusiła się słoną wodą, wczepiła w jego pas, jak mały, przerażony kociak i dała się holować do góry. I bardzo, bardzo, bardzo walczyła ze sobą, żeby jednak nie próbować mu się wyrwać i odepchnąć od Darcy’ego, byle szybciej, byle bardziej ku powietrzu.
Rozkaszlała się, gdy tylko jej głowa wynurzyła się z wody.
- Martin Crouch próbował mnie utopić! N-n-nienawidzę Martina Croucha! – zawyła, szczękając z zimna (a może bardziej z nerwów?) zębami. – N-nienawidzę syren, selkie i innego dziadostwa, które czai się w morzu! I n-n-nienawidzę M-ministerstwa M-magii! Od… od pół roku nie m-mogą się u-uporać z tą g-głupią syreną! – Brzmiała teraz na bardzo nieszczęśliwą. I na bardzo rozżaloną.
Daisy najchętniej rozpłakałaby się na cały głos – zaczęło w końcu do niej uderzać, jak bardzo głupio i idiotycznie się zachowała. Jak w ogóle mogło jej przyjść do głowy, że Crouch kąpałby się w pobliżu molo? I to akurat w Allhallows?
Syreny były jeszcze gorsze od wampirów! Głupie, zwodnicze, śmierdzące rybami gady!
Rozsądek, wcześniej oszukany przez zwodniczy talent morskiego stworzenia, teraz wrócił jej na tyle, że się nie szamotała, ale pozwoliła odholować bratu. Coraz bardziej żałowała, że do tej pory nie miała w sobie tyle samozaparcia, żeby nauczyć się pływać. Nie musiałaby w tym momencie być dla Darcy’ego takim ciężarem.
- Jesteś najlepszym bratem na świecie – wychlipała.
Kiedy tylko poczuła stopami grunt pod nogami ruszyła samodzielnie w stronę brzegu. Szła szybko, niemal pędziła – co jak na nią było gigantycznym osiągnięciem, bo normalnie Daisy raczej unikała wysiłku fizycznego. Tu niosła ją adrenalina. Adrenalina, która zawiodła, gdy młoda dziennikarka wyszła na brzeg. Wtedy nogi odmówiły jej posłuszeństwa i osunęła się na ziemię, mimo ciepłej pogody, drżąc. Przycisnęła kolana do swojej brody i tak siedziała powoli dochodząc do siebie.
Zakrztusiła się słoną wodą, wczepiła w jego pas, jak mały, przerażony kociak i dała się holować do góry. I bardzo, bardzo, bardzo walczyła ze sobą, żeby jednak nie próbować mu się wyrwać i odepchnąć od Darcy’ego, byle szybciej, byle bardziej ku powietrzu.
Rozkaszlała się, gdy tylko jej głowa wynurzyła się z wody.
- Martin Crouch próbował mnie utopić! N-n-nienawidzę Martina Croucha! – zawyła, szczękając z zimna (a może bardziej z nerwów?) zębami. – N-nienawidzę syren, selkie i innego dziadostwa, które czai się w morzu! I n-n-nienawidzę M-ministerstwa M-magii! Od… od pół roku nie m-mogą się u-uporać z tą g-głupią syreną! – Brzmiała teraz na bardzo nieszczęśliwą. I na bardzo rozżaloną.
Daisy najchętniej rozpłakałaby się na cały głos – zaczęło w końcu do niej uderzać, jak bardzo głupio i idiotycznie się zachowała. Jak w ogóle mogło jej przyjść do głowy, że Crouch kąpałby się w pobliżu molo? I to akurat w Allhallows?
Syreny były jeszcze gorsze od wampirów! Głupie, zwodnicze, śmierdzące rybami gady!
Rozsądek, wcześniej oszukany przez zwodniczy talent morskiego stworzenia, teraz wrócił jej na tyle, że się nie szamotała, ale pozwoliła odholować bratu. Coraz bardziej żałowała, że do tej pory nie miała w sobie tyle samozaparcia, żeby nauczyć się pływać. Nie musiałaby w tym momencie być dla Darcy’ego takim ciężarem.
- Jesteś najlepszym bratem na świecie – wychlipała.
Kiedy tylko poczuła stopami grunt pod nogami ruszyła samodzielnie w stronę brzegu. Szła szybko, niemal pędziła – co jak na nią było gigantycznym osiągnięciem, bo normalnie Daisy raczej unikała wysiłku fizycznego. Tu niosła ją adrenalina. Adrenalina, która zawiodła, gdy młoda dziennikarka wyszła na brzeg. Wtedy nogi odmówiły jej posłuszeństwa i osunęła się na ziemię, mimo ciepłej pogody, drżąc. Przycisnęła kolana do swojej brody i tak siedziała powoli dochodząc do siebie.