Być może w tej chwili Anthony nie miał jak odwdzięczyć się za pewną pomoc w tutejszym kraju, to jednak nie znaczyło, że Richard o tym zapomni. Będzie potrzebował coś załatwić, ogarnąć czy w innej sprawie pomoc, będzie wiedział, do kogo się zgłosić. Żyli w czasach, gdzie znajomości bywały cenne. Jak również spłacanie długów zasadą "przysługa za przysługę".
Opuszczając bar, Richard najpewniej odprowadziłby Anthony’ego do jego miejsca zamieszkania, w upewnieniu, że trafi na miejsce bezpiecznie. Dbał o członków rodziny, bliskiej czy dalszej, z pochodzenia Angielskiego. Norwegia mogła być dla nich obca, dla niego stała się co prawda bliska.
Shafiq najwyraźniej chciałby sam się pewnie oddalić, lecz zdania nie zdołał dokończyć. Richard zauważył to, spojrzawszy na jego twarz, a po chwili w kierunku znanego sobie głosu dziecka, nawołującego "tata".
- Tak. Moja rodzina.Odpowiedział mu na pytanie potwierdzająco. Tak samo po norwesku. Obserwując jak w jego stronę biegł trzyletni Charles. Westchnął na ten widok, patrząc dalej, dostrzegł zbliżającą się Rebeccę z drugim, starszym synem. Nie odniósł się do słów porównawczych chłopców do jego osoby. Czy tak będzie, to pokaże dopiero przyszłość.
- Nie musisz przy nich mówić po norwesku. Mają go na co dzień. Chcemy, aby równie dobrze opanowali nasz ojczysty.
Wspomniał i kucnął w pewnym momencie ich drogi, aby złapać dzieciaka. Chwycił go w swoje ramiona. Wyprostował się z Charlesem na rękach. Poczekał aż Rebecca z Leonardem do nich podejdą.
Rebecca nie utrzymała Charlesa, który wyrwał się jej i pobiegł do ojca. Uśmiechnęła się zmęczona całym dniem na ten widok. Może i dzisiejsze zakupy chłopcom nie odpowiadały, ale w przyszłości docenią potrzebę posiadania nowych ubrań, czy też obuwia.
Podeszła z siedmioletnim Leonardem, który od siebie grzecznie się przywitał.
Przeprosiła Richarda wyrażając się w ojczystym języku angielskim, choć w sumie nie musiała. To jednak wolała swojemu mężowi nie przeszkadzać w pewnych spotkaniach. Richard nic na te słowa nie powiedział. Jedynie skinieniem głowy przyjął do wiadomości jej przeprosimy.
- To pewnie Pan Shafiq, o którym wspomniałeś?
Zwróciła uwagę na jego towarzysza, posyłając mu uprzejmy uśmiech.
- Tak. Anthony Shafiq.
Potwierdził, po czym zwrócił się do niego.
- Przedstawiam Ci moją żonę Rebeccę. Oraz synów. Leonard i Charles.
Wskazał mu gestem na Rebeccę, po czym następnie na starszego Leonarda i trzymanego na swoich rękach Charlesa.