Nie ona spotykała się z tym nekromantą, więc mogła tylko wzruszyć ramionami. Nie zamierzała na tym poprzestać zresztą, razem z Brenną miały zaplanowaną podróż do Afryki w połowie sierpnia, by zasięgnąć opinii innego eksperta, zobaczyć co ma do powiedzenia.
– W Limbo stało się coś podobnego. Spojrzałam w ogień, ale niebieski, może upiorny, a może tak gorący, że nie był już czerwony. A w ogniu zobaczyłam koniec. Sceny z mojego życia, moich bliskich, moje emocje. Przypomnienie kim byłam i kim jestem – powiedziała w zamyśleniu, po uważnym wysłuchaniu Vasilija. – To z ognia wyszły postaci, uformowały się w ludzi i chcieli nas tam zatrzymać. Jedna z nich mnie złapała i wtedy zaczęło się robić dziwnie. Widziałam… – Victoria zawiesiła się w zastanowieniu nad kolejnymi słowami. Co właściwie widziała? Przypomniała sobie szczęście jakie czuła, trzymając czerwony kamień w dłoniach. Czerwony kamień… Lestrange zmarszczyła brwi. To nie mogło być jej własne wspomnienie, prawda? – Chyba wspomnienie tamtej osoby i potem… wszystko zaczęło się zlewać w jedno. Jakby moja osoba nie miała już żadnych granic, tylko była wszystkim i wszystkimi – krąg życia, cykl… ciągłe, uporczywe wręcz, powtarzanie o cyklu. – Nie wiedziałam gdzie kończę się ją, a zaczyna ona, ale miałam z tyłu głowy, że… że mam jeszcze coś do zrobienia, że to nie jest czas na odpoczynek i czekanie, aż dołączą do mnie inni – jej słowa i mysly mogły być trochę nieskładne, bo cofała się pamięcią do wydarzenia szalonego, absurdalnego wręcz, wymykającego się zmysłom, ale miała nadzieję, że Vasilij jej to wybaczy – tę chaotyczność wypowiedzi. – Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale wtedy zapragnęłam to wszystko… odwrócić? Trochę jakby siłą woli, albo… całym moim istnieniem. Żeby zachować hmm… siebie? Integralność? – przekrzywia głowę, nie patrząc w tym momencie na Vakela; patrzyła tam, gdzie jego wzrok wspomagany Trzecim Okiem nie mógł sięgnąć – w echa wspomnień wyrytych wyraźnie przed jej oczyma. Wciąż widziała ten pląsający, niebieski ogień. – Cykl… Ta kobieta mówiła, że nie nadszedł jeszcze nasz czas, żebyśmy zawrócili i że jeśli zbyt dobrze przejdziemy próby, to… już nie będzie powrotu do tego, co nas łączy z innymi? Coś w ten deseń – nie pamiętała tego już tak dokładnie, ale sam sens w niej pozostał. Czy więc jej słowa potwierdzały to, co powiedział mu jeden z brygadzistów? A może rozwijały ten obszar badań? Victorii niełatwo było to odpowiednio ocenić, obiektywnie, bo siedziała zanurzona w tym po sam czubek głowy.
– Być może to wszystko się ze sobą zazębia. Zaświaty, które są zakrzywieniem naszego świata i cykl jako zamknięty obieg? Nigdy nie byłam przesadnie religijna, ale to zdarzenie wiele zmieniło – była przekonana, że spotkali tam Matkę, a jeśli tak – to istniała, i te wszystkie sabaty i wierzenia nabierały dla niej zupełnie inny wydźwięk. Bo skoro istniała ona, to inni też mogli, tak? Victoria zawsze była z tych, którzy niekoniecznie wierzyli na słowo, musieli coś doświadczyć, zobaczyć, teoretyzowanie nie było pełnym doświadczeniem. Ale wejście w rytualne ogniska, co rozpoczęło tę szaleńczą przygodę jej życia, wywróciło jej światopogląd… może nie do góry nogami, ale o jakieś ostre 45 stopni. – Wspomnienia, które ja widziałam, całkowicie mieszały się z moimi. Nie umiałam odróżnić co przeżyłam ja, czego nie, doszło nawet do tego, że pilnie udałam się na Nokturn, bo sobie coś przypomniałam, a kiedy już tam byłam, to przypomniało mi się, że to wszystko już przecież dawno załatwione i zupełnie nie mogłam rozpoznać budynków – to było to zdarzenie, które mocno nią wstrząsnęło. Kiedy uświadomiła sobie, że traci rozum i nic nie może na to poradzić. – Nie wiem czy to reinkarnacja. Reszta tej osoby nadal znajduje się w Limbo i można z nią porozmawiać, była do tego nawet bardzo chętna – pokręciła głową, lecz to nie było w zaprzeczeniu, a raczej jakby chciała tym gestem poukładać sobie część rzeczy w głowie na odpowiednie miejsca. – Ale chętnie przeczytałabym tę książkę – być może dostrzegalny tam więcej, a być może jedynie okazałaby się lekturą poszerzającą wiedzę.