03.07.2024, 02:34 ✶
– Nawet tak nie mów. – Skrzywił się nieco na słowa Brenny, bo nie ważne ile by nie narzekał na Longbottomów, naprawdę nie chciałby aby wyprawiali się gdziekolwiek. Na kogo by wtedy narzekał?
Zerknął na buszującą mu po lodówce Millie, zastanawiając się, jak bardzo właśnie zaburzała mu system, według którego trzymał tam rzeczy. Mięso na przykład było jedynie na dolnej półce, tak by jego smak, którego nie znosił, w żaden sposób nie przeszedł na rzeczy, które on jadł, a to był jedynie jeden z wielu elementów schematu, według którego Prewett utrzymywał tam porządek. Całą rozmowę o tym kto umie milczeć (na pewno nie żadna z nich) i kto powinien się wypytać o co, taktycznie przemilczał, dając im dyskutować o tym jedynie we dwie.
– Millie proszę nie atakuj mojej szafki. Jesteś cała? – mruknął w stronę Moody, a widząc że żyła, przeniósł spojrzenie na Brennę i nieco ściszył głos. – Wiesz, że dzisiaj teoretycznie liczy się, jako dziwna data, prawda?
Czy w takim razie los, który pchał ich w różne głupie i problematyczne sytuacje, sprawił że czarownice zamieniły się dzisiaj ciałami? A może tym razem, to jednak naprawdę był czysty przypadek? Naprawdę nie chciał myśleć o tym, że coś im się przydarzyło jedynie z powodu głupiej daty i tego, że najwyraźniej z Brenną byli przeklęci.
Normalnie pewnie zabiłby Millie za popijanie eliksiru piwem, ale tym razem nie miało to większego znaczenia. Chociaż musiał przyznać, że widok pijącej piwo Brenny i spokojniejszej, słuchającej się jego poleceń Millie naprawdę strasznie mieszał mu w głowie, nawet jeśli został już wtajemniczony w ich sytuację.
– Owocowe – powiedział, uśmiechając się nieco zbyt prewettowsko, jak na wizerunek profesjonalnego medyka, który starał się tak usilnie kreować. – W sumie to już nie musisz ich pić. To mieszanka witamin. Zależało mi jedynie na tym, by wypiła jej Brenna, bo twoje ciało zdecydowanie ich potrzebowało. – A przecież podać Moody witaminy, gdy była w swoim ciele nie było łatwo, bo na przykład postanowiłaby popić je piwem. Bucky też niestety odmówił współpracy w przemycaniu ich w bułkach. Musiał więc wykorzystać okazję, która się nadarzyła.
– No dobrze. Nie ruszajcie się proszę – powiedział wyciągając różdżkę, by wykonać kilka szybkich badań, które ostatecznie skomentował jedynie krótkim: Hm.
Zerknął na buszującą mu po lodówce Millie, zastanawiając się, jak bardzo właśnie zaburzała mu system, według którego trzymał tam rzeczy. Mięso na przykład było jedynie na dolnej półce, tak by jego smak, którego nie znosił, w żaden sposób nie przeszedł na rzeczy, które on jadł, a to był jedynie jeden z wielu elementów schematu, według którego Prewett utrzymywał tam porządek. Całą rozmowę o tym kto umie milczeć (na pewno nie żadna z nich) i kto powinien się wypytać o co, taktycznie przemilczał, dając im dyskutować o tym jedynie we dwie.
– Millie proszę nie atakuj mojej szafki. Jesteś cała? – mruknął w stronę Moody, a widząc że żyła, przeniósł spojrzenie na Brennę i nieco ściszył głos. – Wiesz, że dzisiaj teoretycznie liczy się, jako dziwna data, prawda?
Czy w takim razie los, który pchał ich w różne głupie i problematyczne sytuacje, sprawił że czarownice zamieniły się dzisiaj ciałami? A może tym razem, to jednak naprawdę był czysty przypadek? Naprawdę nie chciał myśleć o tym, że coś im się przydarzyło jedynie z powodu głupiej daty i tego, że najwyraźniej z Brenną byli przeklęci.
Normalnie pewnie zabiłby Millie za popijanie eliksiru piwem, ale tym razem nie miało to większego znaczenia. Chociaż musiał przyznać, że widok pijącej piwo Brenny i spokojniejszej, słuchającej się jego poleceń Millie naprawdę strasznie mieszał mu w głowie, nawet jeśli został już wtajemniczony w ich sytuację.
– Owocowe – powiedział, uśmiechając się nieco zbyt prewettowsko, jak na wizerunek profesjonalnego medyka, który starał się tak usilnie kreować. – W sumie to już nie musisz ich pić. To mieszanka witamin. Zależało mi jedynie na tym, by wypiła jej Brenna, bo twoje ciało zdecydowanie ich potrzebowało. – A przecież podać Moody witaminy, gdy była w swoim ciele nie było łatwo, bo na przykład postanowiłaby popić je piwem. Bucky też niestety odmówił współpracy w przemycaniu ich w bułkach. Musiał więc wykorzystać okazję, która się nadarzyła.
– No dobrze. Nie ruszajcie się proszę – powiedział wyciągając różdżkę, by wykonać kilka szybkich badań, które ostatecznie skomentował jedynie krótkim: Hm.