03.07.2024, 04:24 ✶
Nie chciał się dłużej spierać z Philipem w kwestiach tego, czy latające dywany były możliwe do udomowienia, dlatego tylko pokiwał ostatecznie głową. Rozumiał przecież o co mu chodziło. Zwierzęta miały osobowości, zachcianki, niektórych rzeczy się bały, inne lubiły, no i miały te takie oczy, co jak się w nie spojrzało to się całkiem człowiekowi serce roztapiało z zachwytu. Jego inwentarza tak właśnie działał i nie ważne czy mowa było o jego psidwakach, krowie czy może trzminorkach i żadlibąkach. Ale może dlatego, że dostrzegał potencjał nawet w tych swoich najmniejszych podopiecznych, nawet w owadach, które niektórzy spychali do kategorii jakichś podzwierząt, tak uparcie wydawał się przekonany, że latające dywany mogłoby być fenomenalnymi zwierzątkami domowymi.
- Zawsze wydawało mi się, że trochę chodzi o to co gdyby taki magiczny przedmiot się... zapodział. Co jeśli taki samochód ktoś by zostawił w niemagicznej części Londynu i ktoś by go ukradł, a potem poleciał? W sensie jakiś mugol... - ale nie był pewien bo wbrew pozorom aż tak dobrze nie znał się na tym prawie dotyczącym mugolskich przedmiotów, które zostały zaklęte. Ale ograniczenie ewentualnych wypadków tego rodzaju wydawało się dość prawdopodobnym wytłumaczeniem. Przynajmniej dla niego.
Potem Bartie uśmiechnął się do przyjaciela dobrotliwie. Była to myśl, ale jakaś i niekoniecznie dobra, bo nie chodziło do końca o to kto patrzył, a na czym się jechało. Motocykl był klasyfikowany jako urządzenie mugolskie, a przez to nie ważne czy patrzył na niego czarodziej czy mugol - jeśli latał to czekało go dochodzenie z Ministerstwa, gdyby ktoś to tylko zgłosił.
- O, no proszę, trzecie miejsce. Bardzo ładnie, naprawdę. No i mam nadzieję, że trening się uda i będziesz miał dwa wspaniałe wierzchowce, które będą odnosić same sukcesy - Bott nigdy nie garnął się ani do hazardu, ani do wystawiania swoich podopiecznych w tego typu konkursach. Jego konie i abraskany wiodły sielskie życie, w którym niczego im nigdy nie brakowało i mogły robić co tylko chciały. Ale nie znaczyło to, że nie cieszył się na opowieści Notta, bo uśmiechał się przy tym wesoło, wyraźnie chłonąc całym sobą każde jego słowo.
Zrobili sobie wreszcie zdjęcie, a Bertie szczerzył się jak głupi do sera, czyli dokładnie tak jak zawsze. Z każdą kolejną chwilą jezioro wydawało się coraz ładniejsze, bo barwy pogłębiały się i nabierały na intensywności, chłonąc ciepłe odcienie zachodzącego słońca. To miejsce wydawało się takie spokojne, a dodatkowo tak dobre towarzystwo tylko polepszało całą tę chwilę.
- Chodź, usiądziemy - zachęcił Notta, samemu idąc do końca pomostu i siadając, zwieszając z niego nogi. Philip zaraz do niego dołączył i dwójka jeszcze przez pewien czas cieszyło się wspaniałymi widokami, rozmawiając o wszystkim co im tylko przyszło do głowy.
- Zawsze wydawało mi się, że trochę chodzi o to co gdyby taki magiczny przedmiot się... zapodział. Co jeśli taki samochód ktoś by zostawił w niemagicznej części Londynu i ktoś by go ukradł, a potem poleciał? W sensie jakiś mugol... - ale nie był pewien bo wbrew pozorom aż tak dobrze nie znał się na tym prawie dotyczącym mugolskich przedmiotów, które zostały zaklęte. Ale ograniczenie ewentualnych wypadków tego rodzaju wydawało się dość prawdopodobnym wytłumaczeniem. Przynajmniej dla niego.
Potem Bartie uśmiechnął się do przyjaciela dobrotliwie. Była to myśl, ale jakaś i niekoniecznie dobra, bo nie chodziło do końca o to kto patrzył, a na czym się jechało. Motocykl był klasyfikowany jako urządzenie mugolskie, a przez to nie ważne czy patrzył na niego czarodziej czy mugol - jeśli latał to czekało go dochodzenie z Ministerstwa, gdyby ktoś to tylko zgłosił.
- O, no proszę, trzecie miejsce. Bardzo ładnie, naprawdę. No i mam nadzieję, że trening się uda i będziesz miał dwa wspaniałe wierzchowce, które będą odnosić same sukcesy - Bott nigdy nie garnął się ani do hazardu, ani do wystawiania swoich podopiecznych w tego typu konkursach. Jego konie i abraskany wiodły sielskie życie, w którym niczego im nigdy nie brakowało i mogły robić co tylko chciały. Ale nie znaczyło to, że nie cieszył się na opowieści Notta, bo uśmiechał się przy tym wesoło, wyraźnie chłonąc całym sobą każde jego słowo.
Zrobili sobie wreszcie zdjęcie, a Bertie szczerzył się jak głupi do sera, czyli dokładnie tak jak zawsze. Z każdą kolejną chwilą jezioro wydawało się coraz ładniejsze, bo barwy pogłębiały się i nabierały na intensywności, chłonąc ciepłe odcienie zachodzącego słońca. To miejsce wydawało się takie spokojne, a dodatkowo tak dobre towarzystwo tylko polepszało całą tę chwilę.
- Chodź, usiądziemy - zachęcił Notta, samemu idąc do końca pomostu i siadając, zwieszając z niego nogi. Philip zaraz do niego dołączył i dwójka jeszcze przez pewien czas cieszyło się wspaniałymi widokami, rozmawiając o wszystkim co im tylko przyszło do głowy.
Koniec sesji