Całego świata w posadach drgnieniem, tym była miłość. I tym było zaklęcie, które rzucił Erik na oprawców Anthony'ego. Obaj mężczyźni zostali gwałtownie odrzuceni od związanego Shafiqa, przy czym jeden tylko przewrócił się na kolana, wypuszczając różdżkę swojej ofiary, która potoczyła się po podłodze i zaczął natychmiast szukać własnej, a drugi, ten z młotkiem, wpadł na zdecydowanie prawdziwą ścianę, uderzył w nią i upadł, jak jedna więcej marionetka do przedstawień dla najmłodszych, będąc całkowicie nieprzytomnym.
— Teraz przychodzicie! Ratować szumowinę! — wykrzyknął powalony czarodziej z różdżką. — A jak wam zgłaszaliśmy problem, to nic się nie dało z tym zrobić. — Zaczął przedrzeźniać typową odpowiedź urzędników, gdy ci nie chcieli zajmować się jakąś sprawą. Najwidoczniej rozpoznał Erika, co prawda bardziej przez jego wywiad niż pracę w BUM-ie, ale kojarzył, że tamten jest, cóż, psem. Panika zaczęła wchodzić w mężczyznę, ręka się trząść, gdy rzucił nagle zaklęcie.
Sukces!
Zza pleców Erik mógł usłyszeć czyjeś nawoływania; obsługa teatru szukała ich dwójki.