Całą drogę Morpheus czytał księgę, którą pożyczył z Komnaty Artefaktów i czynił notatki w swoim dzienniku. Większość tekstu to były truizmy zmęczonego czarną magią umysłu autora, bowiem wolumin w zasadzie był bardziej pamiętnikiem mężczyzny, podpisanego jako Lord Vargangh, niż naukowym esejem. Zdawał się jednak pisać to dla potomnych, a Longbottom uznał, że może być tym potomnym. Po sprawie z Nożem Ciemności i wyspie, która znika, postanowił zainspirować się kartą Gwiazdy, która zanurza jedną tylko stopę w wodzie.
Stukot kół pociągu, szum fal na promie, ciepła bryza sierpnia, tylko sprzyjały temu, aby pracować nad treściami nekromantycznymi. Układał sobie swoją własną wiedzę, poszarpaną, obecną w różnych zakątkach, bez odpowiedniego porządku. Systematyczność i odpowiednie skatalogowanie, uzupełnienie luk. Dlatego sięgnął do początku. Od podstawowych zaklęć, których rzucać nie wolno. Na szczęście wszyscy wiedzieli, że Morpheus Longbottom jest przede wszystkim teoretykiem.

Pomimo wszystkich środków ochrony, jakie możesz podjąć na poziomie fizycznym, twoją główną ochroną zawsze jest umiejętność obserwacji własnych myśli i ustalania, kiedy jesteś pod wpływem sił duchowych. Wszystkie możliwe zabezpieczenia na poziomie fizycznym mają jedynie pomóc ci w głównym zadaniu ochrony twojego umysłu. Jeśli twój umysł nie został przygotowany do praktyki sztuk magicznych nie ma nic, co można by zrobić na płaszczyźnie fizycznej, co miałoby trwałe skutki w ochronie przed jakimkolwiek wpływem duchów.
Dlatego brama prowadząca do Wyroczni w Delfach była opisana słowami „Człowieku, Poznaj Siebie”. Dopóki znasz siebie i dążysz do ostatecznych duchowych celów ludzkości, nie będziesz raniony przez żaden wpływ duchów. Jeśli oszukujesz sam siebie co do swoich zdolności i jesteś żądny władzy nad innymi odkryjesz, że twoje praktyki w sferze magii prowadzą jedynie do twojej własnej destrukcji poprzez złudzenie i samozachwyt.
Aby mieć kontrolę nad światem wokół ciebie, musisz najpierw mieć kontrolę nad sobą. Wymaga to panowania nad swoim umysłem. Jeśli zamierzasz wykonywać jakąkolwiek magię, musisz najpierw dobrze poznać i umieć pracować z tymi częściami siebie, które faktycznie ją wykonują. Wymagane więc jest, abyś znał siebie znacznie lepiej, zrozumiał swoje motywacje, prawdziwe potrzeby i pragnienia, niż przeciętna osoba mogłaby się w ogóle nad tym zastanawiać.*
Na dworcu w Paryżu zamknął i swój notes i książkę i schował ją głęboko do niedużej walizki, a następnie przetransportował swoją zacną osobę w mugolskim garniturze do winnicy Anthony'ego. Morpheus nie miał wolnego, był w podróży służbowej w głąb kontynentu, aby odebrać pewną paczkę, a nieocenione talenty językowe jego Anam Cary miały mu posłużyć w sprawniejszym załatwieniu sprawy. Oczywiście nie chodziło tylko i wyłącznie o to. Nigdy nie chodziło. Chciał być wobec przyjaciela szczerym, a to wymagało pewnych wyznań. Spowiedzi i prośby o wybaczenie, nie dlatego, że żałuje, ale że nadal będzie to robił.
Z wypowiedzi zrozumiał ledwie Perséide, prospérité i réunions annuelles. Oraz, oczywiście, mon ami. Reszta pozostała dla niego niezrozumiała. Uroki przyjaźni z magimultilingwistą.
— Angielski, mon bien-aimé — rzucił do niego z przekorą. — Bo mogę zacząć opowiadać o wpływie elektromagnetycznym na pływy i miejsca energii Perseid, a myślę, że nie o to ci chodziło.
Leżał wyciągnięty na szezlongu, w eleganckich spodniach, swojej kwiecistej koszuli i szalu letniej magicznej szaty na ramionach, która po części spływała niedbale na posadzkę patio. Wdychał nocne powietrze Prowansji, próbując ubrać myśli w odpowiednie słowa. Było to jednocześnie łatwe i piekielnie trudne.
*Na podstawie Communing with spirits M. Coleman