03.07.2024, 13:29 ✶
W przeciwieństwie do Desmonda, Severine nie przykładała wagi do swojego ubioru. Właściwie, to kiedy otworzyła mu drzwi, mógł odnieść wrażenie, że w ogóle zapomniała o ich spotkaniu; była boso, miała na sobie pomiętą beżową sukienkę z poplamionym winem kołnierzykiem, a jej niesforne blond włosy wyślizgnęły się z niskiego kucyka i okalały teraz jej twarz. Tusz do rzęs odbił się ciemnymi plamami na skórze pod jej oczami; najwyraźniej makijaż zrobiła rano i zupełnie o nim zapomniała, a on rozpłynął się pod wpływem pierwszego upału.
— Och, Desmodzie — patrzyła zaskoczona to na kwiaty, to na niego — Nie trzeba było. Wejdź.
Wpuściła go do mieszkania i wzięła od niego bukiet drżącymi dłońmi. Starała się włożyć na twarz wyuczoną maskę chłodnej obojętności, ale jej twarz była nieco opuchnięta od temperatury i wypitego alkoholu, dlatego też pozwoliła sobie na odrobinę szczerości i nie kryła się z tym, że jego gest sprawił jej ogromną radość. Dostała kwiaty. Drugi raz, ale poprzednim sama ich sobie zażyczyła; tym razem była to jego inicjatywa i nie wiedziała jak się zachować. Kwiaty! Ktoś taki jak ona i śliczny bukiet różowych dalii! Przytuliła policzek do miękkich płatków i zaciągnęła się ich słodkim zapachem, a na twarzy pojawił się uśmiech.
Zaprowadziła Desmonda do salonu, w którym panował okropny bałagan; na stoliku kawowym, kanapie na której poprzednio siedziała Severine oraz na podłodze obok nich porozrzucane byłe liczne dokumenty. Pomiędzy nimi dostrzec mógł wypełnioną po brzegi popielniczkę, talerz z ciasteczkami z galaretkowym nadzieniem oraz zagubioną pustą butelkę po winie, która wtoczyła się pod stolik.
— Pracuję nad pewną sprawą i najlepiej myśli mi się, gdy mam wszystko przed sobą — rzuciła na usprawiedliwienie, wskazując mu wolne miejsce na drugiej kanapie. Sama w tym czasie wsadziła dalie do wazonu na komodzie; tego samego, w którym stały przyniesione przez niego przed kilkoma dniami tulipany. Było ich nieco mniej, z pewnością przez to, że kilka zdążyło już przekwitnąć, ale wciąż zajmowały dumne miejsce w jej salonie. — Napijesz się czegoś?
— Och, Desmodzie — patrzyła zaskoczona to na kwiaty, to na niego — Nie trzeba było. Wejdź.
Wpuściła go do mieszkania i wzięła od niego bukiet drżącymi dłońmi. Starała się włożyć na twarz wyuczoną maskę chłodnej obojętności, ale jej twarz była nieco opuchnięta od temperatury i wypitego alkoholu, dlatego też pozwoliła sobie na odrobinę szczerości i nie kryła się z tym, że jego gest sprawił jej ogromną radość. Dostała kwiaty. Drugi raz, ale poprzednim sama ich sobie zażyczyła; tym razem była to jego inicjatywa i nie wiedziała jak się zachować. Kwiaty! Ktoś taki jak ona i śliczny bukiet różowych dalii! Przytuliła policzek do miękkich płatków i zaciągnęła się ich słodkim zapachem, a na twarzy pojawił się uśmiech.
Zaprowadziła Desmonda do salonu, w którym panował okropny bałagan; na stoliku kawowym, kanapie na której poprzednio siedziała Severine oraz na podłodze obok nich porozrzucane byłe liczne dokumenty. Pomiędzy nimi dostrzec mógł wypełnioną po brzegi popielniczkę, talerz z ciasteczkami z galaretkowym nadzieniem oraz zagubioną pustą butelkę po winie, która wtoczyła się pod stolik.
— Pracuję nad pewną sprawą i najlepiej myśli mi się, gdy mam wszystko przed sobą — rzuciła na usprawiedliwienie, wskazując mu wolne miejsce na drugiej kanapie. Sama w tym czasie wsadziła dalie do wazonu na komodzie; tego samego, w którym stały przyniesione przez niego przed kilkoma dniami tulipany. Było ich nieco mniej, z pewnością przez to, że kilka zdążyło już przekwitnąć, ale wciąż zajmowały dumne miejsce w jej salonie. — Napijesz się czegoś?