03.07.2024, 14:20 ✶
Basilius nie miał pojęcia, czemu nagle rozmawiali o czupakabrze, ale naprawdę nie dziwił się, że chyba nikt nie wiedział, jak była z nimi spokrewniona, skoro najwyraźniej nagle rozmawiali o czupakabrze. A może to jej mąż był z nimi spokrewniony, a nie ona? To by wyjaśniało jej wyjątkowy antytalent w kwestii podejścia do abrakasanow, ale kto tam ją naprawdę wiedział? On przecież kochał ich wierzchowce, ale najwyraźniej nie wiedział o nich podstawowych rzeczy, jak to że lubiły whiskey. A ciotka wiedziała.
Chyba jeszcze długo będzie to przeżywać.
Basilius uśmiechnął się do ciotki, na jej ostatnie słowa, a potem, gdy ta się odwróciła by przywołać solniczkę, zerknął ukradkiem na Laurenta, by upewnić się, że on też nie wierzył w to co wygadywała.
– Szybko wzięliście ślub z wujkiem po tym wydarzeniu? Duża to była uroczystość? – spytał, biorąc kęsą, zaskakująco smaczengo, placka z warzywami, by zapunktować o ciotki. Może jeśli dowie się, kto był zaproszony, jakoś wywnioskuje z kim była spokrewniona. Zerknął na drzwi. Nigdzie jeszcze nie widział córek Ethel, najprawdopodobniej nie było ich jeszcze w domu, w sumie to nie wiedział, czy jeszcze z nią mieszkały, ale wiedział, że same nie lubiły, gdy wypytywało się ciotkę o jej pochodzenie, skoro nie życzyła sobie rozmów na ten temat.
– Oh bardzo szybko. W przeciągu tygodnia od tamtego zdarzenia. Poszliśmy do najbliszego kapłana i wzięliśmy szybki ślub, a dopiero potem ogłosiliśmy każdemu dobrą nowinę. Wiecie, byliśmy zakochani w sobie i uważaliśmy, że nie ma co czekać. – Ciotka zamilkła na chwilę i spojrzała się na nich jakoś tak podejrzliwie. – Właśnie chłopcy. A co z wami? Naprawdę to już najwyższy czas, abyście przestali być kawalerami. Żadnych panien na horyzoncie? Może powinnam wam pomóc. Mam taką sąsiadkę, która ma córkę, która ma kuzynkę, której pies jest przyjacielem z psem takiej jednej sympatycznej, czystokrwistej czarownicy...
No i skucha. Złe pytanie. Bardzo złe pytanie.
Chyba jeszcze długo będzie to przeżywać.
Basilius uśmiechnął się do ciotki, na jej ostatnie słowa, a potem, gdy ta się odwróciła by przywołać solniczkę, zerknął ukradkiem na Laurenta, by upewnić się, że on też nie wierzył w to co wygadywała.
– Szybko wzięliście ślub z wujkiem po tym wydarzeniu? Duża to była uroczystość? – spytał, biorąc kęsą, zaskakująco smaczengo, placka z warzywami, by zapunktować o ciotki. Może jeśli dowie się, kto był zaproszony, jakoś wywnioskuje z kim była spokrewniona. Zerknął na drzwi. Nigdzie jeszcze nie widział córek Ethel, najprawdopodobniej nie było ich jeszcze w domu, w sumie to nie wiedział, czy jeszcze z nią mieszkały, ale wiedział, że same nie lubiły, gdy wypytywało się ciotkę o jej pochodzenie, skoro nie życzyła sobie rozmów na ten temat.
– Oh bardzo szybko. W przeciągu tygodnia od tamtego zdarzenia. Poszliśmy do najbliszego kapłana i wzięliśmy szybki ślub, a dopiero potem ogłosiliśmy każdemu dobrą nowinę. Wiecie, byliśmy zakochani w sobie i uważaliśmy, że nie ma co czekać. – Ciotka zamilkła na chwilę i spojrzała się na nich jakoś tak podejrzliwie. – Właśnie chłopcy. A co z wami? Naprawdę to już najwyższy czas, abyście przestali być kawalerami. Żadnych panien na horyzoncie? Może powinnam wam pomóc. Mam taką sąsiadkę, która ma córkę, która ma kuzynkę, której pies jest przyjacielem z psem takiej jednej sympatycznej, czystokrwistej czarownicy...
No i skucha. Złe pytanie. Bardzo złe pytanie.