03.07.2024, 17:29 ✶
Wymieniam żetony, odpowiadam Shafiqowi podziwiam jego zwierzątko i Morpheusowi, potem gadam z Severine, Isaaciem, Lorien I Atreusem, a następnie idę do stołu.
– A ile uważasz za rozsądne? – odpowiedział pytaniem na pytanie, próbując się zorientować, czy mieli taką samą definicję rozsądnej ilości żetonów. Eh… Chyba naprawdę się sabotował biorąc tutaj Isaaca. Nie, że narzekał.
– Panie Shafiq myślę, że wszyscy tu jesteśmy tylko po to, by się dobrze bawić, a nie szarżować – odpowiedział z uśmiechem, jakby komentarz czarodzieja, był jedynie żartobliwą uwagą, a potem, słysząc poganianie wymienił galeony na 60 żetonów.
Jeśli zaś chodziło o nowego towarzysza Shafiqa, Aryamana Birla, Basilius oczywiście przywitał się z nim uprzejmym podaniem dłoni, uznając, że cokolwiek poczuł w momencie, gdy ten rzucił mu to swoje spojrzenie, było jedynie wynikiem profesjonalnego zaciekawienia jego, objawiającą się w oczach przypadłością i niczym więcej. W każdym razie dość szybko skierował swój wzrok ku Severine Crouch, która właśnie podeszła do nich i uśmiechnął się uprzejmie na jej widok.
– Pani Crouch. Dobrze panią widzieć – przywitał się z kobietą, jakoś ciesząc się z faktu, że wciąż byli czarodzieje w Wielkiej Brytanii, którzy nie zakładali z góry, że będzie można go spotkać w miejscach kojarzonych z hazardem. No i chyba takie wyjścia zrobią dobrze samej Severine, ale oczywiście nie powiedział tego na głos.
Oj… – przeszło mu przez myśl, gdy dotarło do niego, że zestawienie Lorien i Isaaca nie było najlepszym zestawieniem z możliwych, zwłaszcza po słynnej aferze świeczkowej.
– Lorien mam nadzieję, że oboje będziemy się dobrze bawić. Koniecznie musimy później jakoś złapać na drinka – powiedział na wszelki wypadek rzucając kuzynce przepraszającą spojrzenie, czując pewną ulgę, gdy zobaczył, że czarownica już odchodzi od stolika. A potem Isaac postanowił się ponownie odezwać i Basilius nie miał pojęcia, czy gratulować mu odwagi, czy zastanawiać się, czy ktoś ich przypadkiem dzisiaj już nie zabije, albo co gorsza, specjalnie podłoży im złe karty, bo przecież nie mieli pewności odnośnie poglądów wszystkich w tym pomieszczeniu. Zwłaszcza w otoczeniu, tak wielu rodów czystej krwi.
– Chodź może powinniśmy już zająć jeden ze stolików, zanim nas uprzedzą – rzucił z uśmiechem do Isaaca. W końcu nie przyszedł tutaj po to, by grać w ruletkę. Zerknął na wciąż stojącą obok nich Severine. – Pani Crouch, może zechce pani do nas dołączyć, jestem pewny, że na pewno znajdzie się miejsce.
Zanim jednak oddalili się od stołu do zakupu żetonów, nastąpił czas na szampana i przemowę samej Agnès, po której skierował swoje spojrzenie, ku kolejnemu kuzynowi, który się tutaj pojawił. Krew Prewettów miała to do siebie, że jakikolwiek event związany z hazardem, zmieniał się po części w spotkanie rodzinne.
– Naprawdę? – spytał Atreusa, unosząc jedną brew do góry w geście powątpiewania. – Czyżbyś ostatnio przegrał jakieś swoje wspomnienia, bo z tego co pamiętam, to jednak sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej – dodał, śladem za Bulstrode, przedstawiając sytuację w nieco bardziej złośliwym świetle, niż się naprawdę prezentowała.
Wreszcie jednak nadszedł czas, by udać się do stołów i powoli zacząć grę.
Odkryj wiadomość pozafabularną
– A ile uważasz za rozsądne? – odpowiedział pytaniem na pytanie, próbując się zorientować, czy mieli taką samą definicję rozsądnej ilości żetonów. Eh… Chyba naprawdę się sabotował biorąc tutaj Isaaca. Nie, że narzekał.
– Panie Shafiq myślę, że wszyscy tu jesteśmy tylko po to, by się dobrze bawić, a nie szarżować – odpowiedział z uśmiechem, jakby komentarz czarodzieja, był jedynie żartobliwą uwagą, a potem, słysząc poganianie wymienił galeony na 60 żetonów.
Jeśli zaś chodziło o nowego towarzysza Shafiqa, Aryamana Birla, Basilius oczywiście przywitał się z nim uprzejmym podaniem dłoni, uznając, że cokolwiek poczuł w momencie, gdy ten rzucił mu to swoje spojrzenie, było jedynie wynikiem profesjonalnego zaciekawienia jego, objawiającą się w oczach przypadłością i niczym więcej. W każdym razie dość szybko skierował swój wzrok ku Severine Crouch, która właśnie podeszła do nich i uśmiechnął się uprzejmie na jej widok.
– Pani Crouch. Dobrze panią widzieć – przywitał się z kobietą, jakoś ciesząc się z faktu, że wciąż byli czarodzieje w Wielkiej Brytanii, którzy nie zakładali z góry, że będzie można go spotkać w miejscach kojarzonych z hazardem. No i chyba takie wyjścia zrobią dobrze samej Severine, ale oczywiście nie powiedział tego na głos.
Oj… – przeszło mu przez myśl, gdy dotarło do niego, że zestawienie Lorien i Isaaca nie było najlepszym zestawieniem z możliwych, zwłaszcza po słynnej aferze świeczkowej.
– Lorien mam nadzieję, że oboje będziemy się dobrze bawić. Koniecznie musimy później jakoś złapać na drinka – powiedział na wszelki wypadek rzucając kuzynce przepraszającą spojrzenie, czując pewną ulgę, gdy zobaczył, że czarownica już odchodzi od stolika. A potem Isaac postanowił się ponownie odezwać i Basilius nie miał pojęcia, czy gratulować mu odwagi, czy zastanawiać się, czy ktoś ich przypadkiem dzisiaj już nie zabije, albo co gorsza, specjalnie podłoży im złe karty, bo przecież nie mieli pewności odnośnie poglądów wszystkich w tym pomieszczeniu. Zwłaszcza w otoczeniu, tak wielu rodów czystej krwi.
– Chodź może powinniśmy już zająć jeden ze stolików, zanim nas uprzedzą – rzucił z uśmiechem do Isaaca. W końcu nie przyszedł tutaj po to, by grać w ruletkę. Zerknął na wciąż stojącą obok nich Severine. – Pani Crouch, może zechce pani do nas dołączyć, jestem pewny, że na pewno znajdzie się miejsce.
Zanim jednak oddalili się od stołu do zakupu żetonów, nastąpił czas na szampana i przemowę samej Agnès, po której skierował swoje spojrzenie, ku kolejnemu kuzynowi, który się tutaj pojawił. Krew Prewettów miała to do siebie, że jakikolwiek event związany z hazardem, zmieniał się po części w spotkanie rodzinne.
– Naprawdę? – spytał Atreusa, unosząc jedną brew do góry w geście powątpiewania. – Czyżbyś ostatnio przegrał jakieś swoje wspomnienia, bo z tego co pamiętam, to jednak sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej – dodał, śladem za Bulstrode, przedstawiając sytuację w nieco bardziej złośliwym świetle, niż się naprawdę prezentowała.
Wreszcie jednak nadszedł czas, by udać się do stołów i powoli zacząć grę.