08.01.2023, 16:45 ✶
Powoli odzyskiwał jasność umysłu. Zgadzał się z Fergusem w kwestii przerwy więc gotów był przystać na wszelkie propozycje. Gdy miał przed sobą wyzwanie potrafił zapomnieć o wszystkim a w głowie mieć tylko rozkładanie przedmiotu na czynniki pierwsze. Najpierw warstwa ochronna, potem warstwa magiczna - jedna za drugą, niczym wyszkolony saper manewrował między nitkami klątwy i próbował poznać naturę małego artefaktu. Tym razem miał na sobie zaklęcie odpychające potencjalne ataki magiczne - wizyta u uzdrowicielki Balustrode dała mu do myślenia. Nie chodziło o pójście po rozum do głowy a zminimalizowanie ryzyka trafienia na jej oddział. Uwielbiał swoją pracę, czasami wypełniała większość jego życia. Z tego powodu potrzebował takiego Fergusa, który przypomni mu, że przerwa oznacza przyjemność a nie obowiązkowy oddech dla organizmu przed dalszym męczeniem oczu, dłoni, magii płynącej w trzewiach.
- Wyjątkowo się z tobą zgadzam. Artefakt nie jackalope, nie ucieknie. - uśmiechnął się do jego uśmiechu i odwinął rękawy koszuli, co było niezawodnym znakiem, że nie będzie szukał wymówek.
- Mówisz do mnie mądre słowa. - uniósł lekko brwi i oparł się udem o biurko. Spodziewałby się po nim prędzej diabelskiego szeptu aniżeli anielskiej porady. Miło odkrywać tę stronę Fergusa. Dotychczas myślał, że tylko on sam miał dwadzieścia różnych wersji siebie co mogłoby powoli zakrwawiać o jakąś chorobę psychiczną.
- Bo jest niebezpieczne ale czasami igram z losem. - wzruszył ramionami i choć brzmiał jakby przyszło mu to łatwo to jednak wiedział w głębi duszy, że nie mogli przesadzić. Ot, załagodził gorzkie słowa, które wymsknęły się z jego ust bez konsultacji z przyćmionym mózgiem.
- To chodźmy na obiad albo do tej klubokawiarni o której mówiła mi Brenna. Smak tych pączków cały czas za mną chodzi... - lekko się rozmarzył bo jednak wybierał się tam i wybierał, a kiedy przypominał sobie o tym miejscu to było ono albo zamknięte albo nie miał sił na nic poza pójściem spać.
- O to się nie martwię bo wiem, że mnie stąd wyciągniesz. - położył rękę na jego policzku, kciuk trzymając tuż przy płatku ucha i popatrzył mu ciepło w oczy.
- Umyję twarz i ręce i będziemy mogli wyjść. - widział wcześniej jego lekko rozbiegany wzrok. Przypomniał sobie o jego aspiracjach na klątwołamacza i roztopniał.
- Możesz rzucić na to okiem ale w maseczce. Całe dwie minuty i zaraz do ciebie wracam. - podał mu nieużywaną maseczkę, jeszcze w opakowaniu. Ufał mu, że będzie ostrożny. Skoro miał za sobą kurs to był przekonany, że znał podstawy obchodzenia się z takimi przedmiotami. Poza tym, miał na to dwie minuty, ledwo kilka mrugnięć okiem.
Wyszedł do ciasnej łazienki, gdzie jedna osoba to już tłok. Odkręcił duży strumień wody i wyszorował ręce po rękawiczkach, które miał na sobie dobre parę godzin. Tak samo schłodził sobie głowę, kark, zmoczył trochę włosy i popatrzył w odbicie w lustrze. Widział człowieka trochę zmęczonego ale gotowego jeszcze góry przenosić. Poprawił kołnierzyk, guziki w koszuli i nagle zesztywniał słysząc bardzo przerażający dźwięk dobiegający z gabinetu. Jeszcze nigdy tak szybko nie pokonał tych pięciu metrów...
- Wyjątkowo się z tobą zgadzam. Artefakt nie jackalope, nie ucieknie. - uśmiechnął się do jego uśmiechu i odwinął rękawy koszuli, co było niezawodnym znakiem, że nie będzie szukał wymówek.
- Mówisz do mnie mądre słowa. - uniósł lekko brwi i oparł się udem o biurko. Spodziewałby się po nim prędzej diabelskiego szeptu aniżeli anielskiej porady. Miło odkrywać tę stronę Fergusa. Dotychczas myślał, że tylko on sam miał dwadzieścia różnych wersji siebie co mogłoby powoli zakrwawiać o jakąś chorobę psychiczną.
- Bo jest niebezpieczne ale czasami igram z losem. - wzruszył ramionami i choć brzmiał jakby przyszło mu to łatwo to jednak wiedział w głębi duszy, że nie mogli przesadzić. Ot, załagodził gorzkie słowa, które wymsknęły się z jego ust bez konsultacji z przyćmionym mózgiem.
- To chodźmy na obiad albo do tej klubokawiarni o której mówiła mi Brenna. Smak tych pączków cały czas za mną chodzi... - lekko się rozmarzył bo jednak wybierał się tam i wybierał, a kiedy przypominał sobie o tym miejscu to było ono albo zamknięte albo nie miał sił na nic poza pójściem spać.
- O to się nie martwię bo wiem, że mnie stąd wyciągniesz. - położył rękę na jego policzku, kciuk trzymając tuż przy płatku ucha i popatrzył mu ciepło w oczy.
- Umyję twarz i ręce i będziemy mogli wyjść. - widział wcześniej jego lekko rozbiegany wzrok. Przypomniał sobie o jego aspiracjach na klątwołamacza i roztopniał.
- Możesz rzucić na to okiem ale w maseczce. Całe dwie minuty i zaraz do ciebie wracam. - podał mu nieużywaną maseczkę, jeszcze w opakowaniu. Ufał mu, że będzie ostrożny. Skoro miał za sobą kurs to był przekonany, że znał podstawy obchodzenia się z takimi przedmiotami. Poza tym, miał na to dwie minuty, ledwo kilka mrugnięć okiem.
Wyszedł do ciasnej łazienki, gdzie jedna osoba to już tłok. Odkręcił duży strumień wody i wyszorował ręce po rękawiczkach, które miał na sobie dobre parę godzin. Tak samo schłodził sobie głowę, kark, zmoczył trochę włosy i popatrzył w odbicie w lustrze. Widział człowieka trochę zmęczonego ale gotowego jeszcze góry przenosić. Poprawił kołnierzyk, guziki w koszuli i nagle zesztywniał słysząc bardzo przerażający dźwięk dobiegający z gabinetu. Jeszcze nigdy tak szybko nie pokonał tych pięciu metrów...