03.07.2024, 20:20 ✶
Parkiet, w trakcie tańca z Imogen
Tak na dobrą sprawę, porywałem do tańca Imogen już z chwilą, kiedy otworzyła usta, kiedy nasze dłonie się spotkały. Nogi same mnie prowadziły, muzyka rozbrzmiewała w całym moim ciele, jak gdybym nie był antropologiem, tylko zawodowym tancerzem, który taniec miał we krwi.
Ucałowałem jej dłoń i ruszyłem do tańca, na początku powoli, żeby pozwolić jej dokończyć. Cała drżała, więc objąłem ją mocniej, chcąc dodać jej otuchy, ale... im bardziej szła głębiej z tą historią, to mnie złość coraz bardziej obejmowała na tego fagasika. To był jawny brak szacunku względem mojej małżonki, więc nie mogło się obejść bez echa. Za tę zniewagę powinien ponieść karę.
Niestety, nie mogłem przerwać tańca. Nieznana mi siła ciągnęła mnie ku kolejnym dramatycznym nutom, a wraz ze mną w tan szła Imogen.
- Zaraz z nim sobie porozmawiam. Nie może tak być, że będzie cię obrażał bezkarnie, to jawny brak szacunku - zauważyłem wzburzony, robiąc obrót mojej partnerce. Nie szarpałem jej ręki, ale czuć było te energiczne momenty, jakby przepełnione złością, jakby wyreżyserowane, ale nie! To nic z fikcji, nic z komedii czy dramatu. To było z życia wzięte i jak tylko te podrygi mi przejdą, zamierzałem sobie z nim porozmawiać. Tak.
- Wkurzył mnie ten Isaac Bagshot... Trzeba zgłosić ten incydent do Czarownicy. Nie powinni zatrudniać kogoś, kto niesie im niesławę - mówiłem do Imogen rozwścieczony, wchodząc jednocześnie w kolejne takty muzyki i otulając ją swoimi ramionami. Tańczyliśmy na środku parkietu niczym gwiazdy. Dawno mi się tak lekko nie tańczyło. To musiało być działanie tego drinka. Z tego, co miałem okazję zaobserwować, różne historie spotykały gości weselnych podczas ich kosztowania. Musiałem przyznać, że już wolałem tańczyć niż kwiczeć w postaci kapibary.
Tak na dobrą sprawę, porywałem do tańca Imogen już z chwilą, kiedy otworzyła usta, kiedy nasze dłonie się spotkały. Nogi same mnie prowadziły, muzyka rozbrzmiewała w całym moim ciele, jak gdybym nie był antropologiem, tylko zawodowym tancerzem, który taniec miał we krwi.
Ucałowałem jej dłoń i ruszyłem do tańca, na początku powoli, żeby pozwolić jej dokończyć. Cała drżała, więc objąłem ją mocniej, chcąc dodać jej otuchy, ale... im bardziej szła głębiej z tą historią, to mnie złość coraz bardziej obejmowała na tego fagasika. To był jawny brak szacunku względem mojej małżonki, więc nie mogło się obejść bez echa. Za tę zniewagę powinien ponieść karę.
Niestety, nie mogłem przerwać tańca. Nieznana mi siła ciągnęła mnie ku kolejnym dramatycznym nutom, a wraz ze mną w tan szła Imogen.
- Zaraz z nim sobie porozmawiam. Nie może tak być, że będzie cię obrażał bezkarnie, to jawny brak szacunku - zauważyłem wzburzony, robiąc obrót mojej partnerce. Nie szarpałem jej ręki, ale czuć było te energiczne momenty, jakby przepełnione złością, jakby wyreżyserowane, ale nie! To nic z fikcji, nic z komedii czy dramatu. To było z życia wzięte i jak tylko te podrygi mi przejdą, zamierzałem sobie z nim porozmawiać. Tak.
- Wkurzył mnie ten Isaac Bagshot... Trzeba zgłosić ten incydent do Czarownicy. Nie powinni zatrudniać kogoś, kto niesie im niesławę - mówiłem do Imogen rozwścieczony, wchodząc jednocześnie w kolejne takty muzyki i otulając ją swoimi ramionami. Tańczyliśmy na środku parkietu niczym gwiazdy. Dawno mi się tak lekko nie tańczyło. To musiało być działanie tego drinka. Z tego, co miałem okazję zaobserwować, różne historie spotykały gości weselnych podczas ich kosztowania. Musiałem przyznać, że już wolałem tańczyć niż kwiczeć w postaci kapibary.