03.07.2024, 21:36 ✶
Charles nie znał Olivii - gdyby znał, to by wiedział, że kobieta miała pewne... problemy, jeśli chodzi o teleportację czy używanie kominków. Panna Quirke bowiem miała naprawdę dziwny żołądek. Potrafiła zjeść ogromne ilości jedzenia, co w żaden sposób nie wpływało na jej figurę czy poziom cukru we krwi. Zawsze zachowywała się tak, jakby miała pełno energii - nawet po zjedzeniu porcji, która niejednego zwaliłaby z nóg. A jednocześnie gdy tylko myślała o tym, by się teleportować, to wszystko podchodziło jej do gardła, błędnik wariował a w gardle pojawiała się żółć. Nienawidziła tego. Nienawidziła tego uczucia, tego że inni mogli skakać między ulicami czy nawet miastami, a ona musiała albo używać miotły, albo mieć ze sobą paczkę miętówek i woreczek, na wypadek gdyby nagle postanowiła zwrócić zawartość żołądka tuż po wyjściu ze szmaragdowych płomieni.
- Sugerujesz, że nie potrafię chodzić w tak wysokich butach, czy że pól piwa to wystarczająco, by zwalić mnie z nóg? - zapytała, zerkając na Mulcibera z rozbawieniem. W jej ustach pojawił się papieros, chociaż doskonale wiedziała, że to gówno wcale nie uspokajało, a wręcz przeciwnie. Potrzebowała jednak tej stabilności i zajęcia czymś rąk. Kiedyś rzuci, tak... Kiedyś. Jak będzie gotowa. - Myślę, że skoro na miejscu są Aurorzy, to... Raczej nie.
Powiedziała cicho, ale na wszelki wypadek rozejrzała się. Ulice były puste, chociaż nie całkowicie wyludnione. Było późno ale nie na tyle, by nie mogli spotkać żywej duszy na Pokątnej. Mimowolnie jedną rękę Olivia wsadziła do kieszeni, tam gdzie spoczywała różdżka. I kto tu kogo będzie chronił w razie czego?
- Sophie... A więc tak ma na imię. Twoja kuzynka w sensie. Miała przy sobie różdżkę? I kim w ogóle był ten facet? Nie kojarzę jego twarzy z plakatów, może to... Może to jakieś nieporozumienie? I jak wrócisz do domu, to Sophie będzie siedziała przy stole i piła herbatę z lawendą na uspokojenie? - starała się pocieszyć chłopaka, chociaż nie można było powiedzieć, żeby była w tym mistrzem. Uśmiechnęła się jednak i poklepała Charlesa po ramieniu. - Umie się chyba teleportować? Wyglądała na młodą, ale chyba już skończyła Hogwart? Zawsze może mu uciec. Mówiłeś, że ojciec nauczył cię fal - to rzadka umiejętność. Jest aurorem?
Olivia już zaczynała tworzyć teorie spiskowe w tej swojej rudej głowie, ale na razie nie wypowiadała ich na głos, by dodatkowo nie denerwować Charlesa. Przecież chciała mu pomóc i podnieść go na duchu, a nie atakować go kolejnymi paranojami. Chociaż to on sam zaczął z tym powrotem po więcej kobiet.
- Sugerujesz, że nie potrafię chodzić w tak wysokich butach, czy że pól piwa to wystarczająco, by zwalić mnie z nóg? - zapytała, zerkając na Mulcibera z rozbawieniem. W jej ustach pojawił się papieros, chociaż doskonale wiedziała, że to gówno wcale nie uspokajało, a wręcz przeciwnie. Potrzebowała jednak tej stabilności i zajęcia czymś rąk. Kiedyś rzuci, tak... Kiedyś. Jak będzie gotowa. - Myślę, że skoro na miejscu są Aurorzy, to... Raczej nie.
Powiedziała cicho, ale na wszelki wypadek rozejrzała się. Ulice były puste, chociaż nie całkowicie wyludnione. Było późno ale nie na tyle, by nie mogli spotkać żywej duszy na Pokątnej. Mimowolnie jedną rękę Olivia wsadziła do kieszeni, tam gdzie spoczywała różdżka. I kto tu kogo będzie chronił w razie czego?
- Sophie... A więc tak ma na imię. Twoja kuzynka w sensie. Miała przy sobie różdżkę? I kim w ogóle był ten facet? Nie kojarzę jego twarzy z plakatów, może to... Może to jakieś nieporozumienie? I jak wrócisz do domu, to Sophie będzie siedziała przy stole i piła herbatę z lawendą na uspokojenie? - starała się pocieszyć chłopaka, chociaż nie można było powiedzieć, żeby była w tym mistrzem. Uśmiechnęła się jednak i poklepała Charlesa po ramieniu. - Umie się chyba teleportować? Wyglądała na młodą, ale chyba już skończyła Hogwart? Zawsze może mu uciec. Mówiłeś, że ojciec nauczył cię fal - to rzadka umiejętność. Jest aurorem?
Olivia już zaczynała tworzyć teorie spiskowe w tej swojej rudej głowie, ale na razie nie wypowiadała ich na głos, by dodatkowo nie denerwować Charlesa. Przecież chciała mu pomóc i podnieść go na duchu, a nie atakować go kolejnymi paranojami. Chociaż to on sam zaczął z tym powrotem po więcej kobiet.