08.01.2023, 17:48 ✶
Okrzyk Brenny powstrzymał tych, których powstrzymać się dało, być może też uspokoił tych, którzy zaczęli się denerwować – bo ministerstwo nad wszystkim panowało. Nie było się więc czego bać, prawda? Łatwo było jednak doliczyć, że było ich tutaj tak niewielu… Znaczy sztuk jeden. Ale nawet jedna właściwa osoba z Ministerstwa na miejscu mogła zrobić różnicę, a już zwłaszcza w ludzkim myśleniu. Niektórzy więc uciekli i trochę się przerzedziło, a przynajmniej powodowało to, że znajdowało się tutaj mniej potencjalnych źródeł problemu. I dobrze – tak przynajmniej pomyślała sobie Victoria, kiedy czujnie obserwowała otoczenie, wyćwiczonym okiem szukając oznak tego, że ktoś chciałby zaatakować, kontynuując bałagan, jaki się tutaj już zrobił.
Chwilę się w ogóle wahała co zrobić; nie była z Brygady, tylko zajmowała się łapaniem czarnoksiężników. Zdradzenie tutaj, że jest aurorem mogło spowodować niepotrzebną panikę wśród tych, którzy wolniej myślą i nie kojarzą faktów, że najpierw zaczęto bójkę, a potem Brenna ujawniła, ze BUM jest na miejscu. Tak czy siak uznała, że może ludzie pomyślą, że jest z Brygady, bo była tutaj z Brenną i stała za jej plecami, robiąc za sztuczny tłum – i żeby komuś nie przyszło do głowy, że można się rzucić na urzędnika Ministerstwa, bo jest tutaj bez obstawy.
- Zostać na miejscach, wszystko pod kontrolą! – krzyknęła zza Brenny i pewnie musiało to wyglądać śmiesznie, bo Brenna była od niej wyraźnie wyższa. Tak czy siak chciała jej tym samym dać znać, że ma wsparcie. Zresztą sama wyciągnęła swoją różdżkę, gotowa w razie czego rzucić nieme Petrificus Totalus na kogoś, kto jeszcze miałby ochotę chwilę pofikać.
Kiedy Brenna zaczęła iść w kierunku głównego prowodyra zamieszania, i kiedy sama się upewniła, że reszta gawiedzi siedzi na miejscu, sama gładko i lekkim truchtem zbliżyła się do tego, który oberwał znacznie mocniej. Celowała do niego różdżką, ale okazało się to całkowicie zbędne – był nieprzytomny. Musiał mocno oberwać. Kucnęła więc przy nim żeby zobaczyć jak się trzyma i westchnęła.
Trzeba będzie wezwać medyków.
- Nieprzytomny – powiedziała nieco głośniej, żeby jej koleżanka wiedziała jaka jest sytuacja.
Chwilę się w ogóle wahała co zrobić; nie była z Brygady, tylko zajmowała się łapaniem czarnoksiężników. Zdradzenie tutaj, że jest aurorem mogło spowodować niepotrzebną panikę wśród tych, którzy wolniej myślą i nie kojarzą faktów, że najpierw zaczęto bójkę, a potem Brenna ujawniła, ze BUM jest na miejscu. Tak czy siak uznała, że może ludzie pomyślą, że jest z Brygady, bo była tutaj z Brenną i stała za jej plecami, robiąc za sztuczny tłum – i żeby komuś nie przyszło do głowy, że można się rzucić na urzędnika Ministerstwa, bo jest tutaj bez obstawy.
- Zostać na miejscach, wszystko pod kontrolą! – krzyknęła zza Brenny i pewnie musiało to wyglądać śmiesznie, bo Brenna była od niej wyraźnie wyższa. Tak czy siak chciała jej tym samym dać znać, że ma wsparcie. Zresztą sama wyciągnęła swoją różdżkę, gotowa w razie czego rzucić nieme Petrificus Totalus na kogoś, kto jeszcze miałby ochotę chwilę pofikać.
Kiedy Brenna zaczęła iść w kierunku głównego prowodyra zamieszania, i kiedy sama się upewniła, że reszta gawiedzi siedzi na miejscu, sama gładko i lekkim truchtem zbliżyła się do tego, który oberwał znacznie mocniej. Celowała do niego różdżką, ale okazało się to całkowicie zbędne – był nieprzytomny. Musiał mocno oberwać. Kucnęła więc przy nim żeby zobaczyć jak się trzyma i westchnęła.
Trzeba będzie wezwać medyków.
- Nieprzytomny – powiedziała nieco głośniej, żeby jej koleżanka wiedziała jaka jest sytuacja.