• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[listopad 1953] Dead Girls Club

[listopad 1953] Dead Girls Club
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#6
03.07.2024, 22:27  ✶  
Oczywiście, że dała Ambrosi się za sobą schować. Co więcej - rozłożyła dziarsko ręce, licząc, że długie rękawy czarnej szaty, w którą była ubrana, choć troszkę zasłonią krukonkę.
A w następnej sztuczce sprawię, że panna McKinnon zniknie. Rozpłynie się w powietrzu z dala od creepy ducha.
Z zewnątrz musiało to wyglądać co najmniej absurdalnie. Lorien ze swoją posturą niedożywionego skrzata domowego, próbowała ukryć blondynkę przed całym złem (zjawą) tego świata (łazienki), ale jak to mówią - mali ludzie mają bliżej do limbo czy jakoś tak. Poza tym tupet panny Crouch był rzeczą powszechnie znaną w murach Hogwartu. Podobnie zresztą jak jej niewyparzony język, który bardzo starała się teraz trzymać na wodzy. Przygryzła go do tego stopnia, że poczuła metaliczny posmak w ustach.
Na Merlina, czy ty nie masz nic innego do roboty? Weź zleź na to dno jeziora i siedź tam. Nikt nie będzie tęsknił.

Obserwowała Martę, bezwiednie przesuwając się drobnymi kroczkami w stronę, w którą duch się poruszał - tak aby zawsze być pomiędzy nią, a Ambrosią. Toczyły przy tym bardzo niesprawiedliwy pojedynek na wzrok, bo jedna z nich - suprise suprise - nie potrzebowała mrugania do życia. Szybko przeszła do negocjacji.
- Słuchaj… Daj nam odejść, a spiknę cię z… - Szlag. Myśl Crouch, myśl.- … z Baronem. Słowo honoru. Podzwonicie sobie kajdanami w rurach czy coś… Wygląda mi na gościa, któremu brakuje zjazdów do jeziora.- Próbowała sprzedać pomysł, równocześnie grając na czas.
Wiedziała, że w tej chwili stoją z Ambrosią plecami do drzwi, więc nie zrobiła kolejnego kroku w bok. Pewnie jakby teraz się rzuciły do ucieczki, miałyby sporą szansę wydostać się stąd w jednym, względnie suchym kawałku. Tylko, że… podłoga była cała mokra, ryzyko wyrżnięcia się i rozbicia nosa - duże; a Lorien żywiła głęboką nienawiść do jakiejkolwiek aktywności fizycznej - niestety, ucieczka w obawie o własne życie wpadała do tego samego worka co poranny jogging.
Trzeba to było szybko opracować jakiś inny plan.
Zagrać “dobrą przyjaciółkę martwej lamuski z (pewnie) Pucholandu”. Pogadać, poojojać nad jej losem. Albo liczyć, że laska się obrazi i pójdzie dręczyć inne dzieciaki.

Więc panna Crouch, w przypływie ogromnego ślizgońskiego geniuszu, palnęła pierwsze co przyszło jej do głowy.
- Marta… Jak to jest być duchem? Dobrze? Niedobrze?- Cofnęła delikatnie jedną dłoń do tyłu, nieco po omacku odnajdując opuszkami palców wciąż kulącą się blondynkę. Machnęła delikatnie palcami jakby jednocześnie dawała jej znać, żeby zacząć się powolutku wycofywać z łazienki, a z drugiej strony zachęcała do złapania się za rękę. Jakby to cokolwiek miało pomóc, ale może tego właśnie biedna Ambrosia teraz potrzebowała. Duchowego, o ironio, wsparcia.
W drugiej dłoni wciąż trzymała różdżkę, chociaż opuściła ją trochę. Ze wszystkich sił starała się nie sprawiać wrażenia zagrożenia dla Martwy. To mogłoby ją tylko niepotrzebnie rozjuszyć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (1926), Lorien Mulciber (1944)




Wiadomości w tym wątku
[listopad 1953] Dead Girls Club - przez Ambrosia McKinnon - 03.04.2024, 04:28
RE: [listopad 1953] Dead Girls Club - przez Lorien Mulciber - 04.04.2024, 21:53
RE: [listopad 1953] Dead Girls Club - przez Ambrosia McKinnon - 15.04.2024, 23:27
RE: [listopad 1953] Dead Girls Club - przez Lorien Mulciber - 15.05.2024, 19:24
RE: [listopad 1953] Dead Girls Club - przez Ambrosia McKinnon - 10.06.2024, 22:50
RE: [listopad 1953] Dead Girls Club - przez Lorien Mulciber - 03.07.2024, 22:27
RE: [listopad 1953] Dead Girls Club - przez Ambrosia McKinnon - 02.01.2025, 14:21
RE: [listopad 1953] Dead Girls Club - przez Lorien Mulciber - 27.06.2025, 17:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa