Większość świadków najpewniej uciekła. Richard to nawet zarejestrował, jak bardzo strach rozprzestrzeniał się wśród mieszkańców Londynu jak i obecnie Hogsmeade, kiedy dochodziło do ataków. Niektórzy nawet pewnie nieświadomie zwyczajne ataki interpretowali jako ataki zorganizowanej organizacji Czarnoksiężnika.
Tylko Mulciber nie opuścił miejsca, w którym doszło do wybuchu. I zamiast to olać, odpuścić, postanowił sprawdzić co się dzieje. Znaleźć rannych? Sprawcę? Z tym drugim było znacznie szybciej.
Unoszący się dym, utrudniał pewne działania. Dlatego zwrócił się do obcej osoby, aby uniosła swoje rączki. I wtedy dostrzegł iż trzymała coś w ręku. Różdżka. Zdążył zrobić unik, kiedy w jego kierunku powędrowało jedno z zaklęć, lądując na jakiejś ścianie, może rozwalając jakiś obraz. Richard nie oglądał się za sobą, aby sprawdzić jakie zniszczenia mogło wywołać zaklęcie. Rzucił swoim rozbrajającym w kierunku uciekającej postaci, ale mógł nie zdążyć. Zaklęcie mogło odbić się od zamykających się drzwi do innego pomieszczenia. Może i nawet piwnicy? Ruszył za nią w kierunku magazynów. Zachował ostrożność i czujność. Jeżeli w środku było ciemno, mógł pomóc sobie oświetlaniem z różdżki. Ale wtedy zwróciłby na siebie uwagę. Poruszał się ostrożnie, aby czasem nie wpaść jakąś pułapkę na siebie zastawioną. Oczy miał jakby prawie wszędzie. Spoglądając na każdą ścianę, podłogę i sufit. Jeżeli ją ponownie dostrzegł, rzuciłby tym razem zaklęciem wiążącym.