04.07.2024, 05:20 ✶
Jem tort z Ulyssesem. Biere ciasteczko
Pewnie gdyby jej rozmazał ten tort na twarzy, to zwyczajnie by się rozpłakała. Zalała łzami z miejsca, nawet nie zastanawiając się nad tym czy może powinna zrobić coś innego. Bo za dużo tutaj było dookoła ludzi, po części zwabionych krojeniem ciasta, żeby tak zwyczajnie wpadła w histerię. Same łzy byłyby wystarczające, żeby zaskarbić sobie współczucie innych, a jednocześnie zwrócić uwagę na tyle, by z Ulyssesem znaleźli się w centrum uwagi (gdyby samo ciasto na jej twarzy miało nie wystarczeć). Ale na całe szczęście, cała scenka pozostała tylko w strefie marzeń Rookwooda.
Przez moment przyglądała mu się uważnie, kiedy wreszcie wydusił z siebie te przeprosiny na odczepkę. Słaby był, ale nie była pewna czego się właściwie spodziewała, po jego poprzednim popisie charyzmy, który jej urządził zaraz po tym jak się oblała, a jeszcze przed tym jak zaczęła śpiewać. Zaraz też prychnęła, wyraźnie zniesmaczona i nieusatysfakcjonowana jego godnymi pożałowania próbami. Z jednej strony działał jej na nerwy, ale działało to także w drugą stronę i chyba właśnie dlatego nie odeszła na bok, stojąc dalej obok niego. Bo zwyczajnie chciała go dalej denerwować. Za karę.
Ukroiła sobie kawałek ciasta, zastanawiając się do w ogóle powinna teraz zrobić. Nie mogła przecież tak zwyczajnie stać koło niego, albo chodzić za nim krok w krok, póki nie podejmie decyzji o ewakuowaniu się z całej imprezy. Byłaby to strasznie gówniarska zagrywka z jej strony, ale w sumie czy te najprostsze rozwiązania nie były czasem najlepsze?
Zerknęła na niego, czując jak intensywny smak malin rozlewa się po podniebieniu. Nigdy specjalnie nie zastanawiała się jakie owoce lubiła najbardziej, bo i po co by miała, ale zawsze lubiła gruszki. Maliny natomiast, w swojej słodyczy często stawały się dla niej zbyt infantylne. Przysmak dzieciństwa, na który szybko narosła wypaczona symbolika.
Kiedy nie wyliczał jej kolejnych wad i nie wypominał tego, jak bardzo jego lub ich właśnie ośmieszyła, o i jak nie mówił o tym, że to wcale nie była jego wina, to wydawał się całkiem przyjemnym mężczyzną. Przystojnym, ale to nie było żadne odkrycie, bo przecież wcześniej postanowiła go zaczepić właśnie z tego powodu. Ale teraz przyglądała mu się nieco uważniej, trochę zbita z tropu jego... komplementem?
- Jest taki jeden obraz - powiedziała, mimowolnie sięgając do kosmyka włosów i z roztargnieniem zakładając go za ucho. - Przedstawia oko, którego tęczówka zamalowana jest błękitem nieba i po której wędrują białe chmury. Twoje oczy, dwa błękity świata, który się pod nim kryją, a może który odbijają... - uśmiechnęła się do niego delikatnie, chyba nawet szczerze w tym momencie. Odwróciła na moment wzrok, jedząc kolejny kawałek ciasta i zastanawiając się nad czymś. To nie był dobry komplement - ale Lyssa rzadko kiedy je prawiła. I czy to w ogóle liczyło się jako komplement, skoro go nie dokończyła? Jeśli już to były one płytkie. Wystarczające, by zadowolić rozmówcę i pozwolić jej pokazać się jako miła i hojna osoba. Szczerość? Najczęściej objawiała się przyrównywaniem do rzeczy które lubiła. W końcu prychnęła cicho rozbawiona. - Ten obraz, niektórzy uważają że to zaproszenie do patrzenia na świat nieco inaczej. Wydaje mi się, że do Ciebie pasuje.
Lubiła oglądać te inne światy zamknięte w zdobionych ramach i zachowane na płótnach. Każde pociągnięcie pędzla, które było widać z bliska, opowiadało dodatkowo historię tworzenia, ale też uczyło opowiadać własne historie. Przez moment nawet przeszło jej przez głowę, że powinna coś namalować, kiedy wróci po weselu do domu, ale co właściwie? Scenkę w łazience? Śpiewanie przez nią piosenki? Niestety, to nie była leśna scenka z Ostary, którą z taką łatwością przelewało się na płótno. Potrząsnęła głową, odganiając myśli i z ciekawości sama sięgnęła po ciasteczko.
!ciastkazwróżbą
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.