04.07.2024, 07:45 ✶
- Planowałam doprowadzić ją do zawału, niestety, poniosłam sromotną porażkę. I przegapiłam świnie zza morza, chyba że mówisz o swojej uroczej partnerce? - spytała Charlotte, idącą ścieżką ze swoją zdobyczą w rękach: bajecznie drogim, francuskim olejkiem do kąpieli o zapachu konwalii. - Drinki za to smakowały całkiem dobrze, chociaż po jednym mówiłam od tyłu. Można by podać go naszemu szefowi, myślę, że mówi tak niezrozumiale, że i tak nikt nie zauważyłby różnicy.
Wpadła na swoich przyjaciół już w ogrodzie, gdzie rzuciła ją magiczną czkawka. Po odwiedzinach w łazience, sowiarni i koło tortu wylądowała tutaj I postanowiła usiąść oraz pokontemplować okolicę, bo nie zamierzała wysilać się na powrót do sali, gdyby kolejne czknięcie miało wrzucić ją na jakiś dach.
Przyjęła ten fenomen ze spokojem kogoś, kto w ciemnościach Komnaty Śmierci oglądał znacznie dziwniejsze rzeczy. I uznała, że warto było, ten olejek przecież jak nic wart był jakieś dziesięć galeonów za butelkę, prawdziwy majątek, a przecież nie będzie zakradała się do prywatnej łazienki, by go oddać. Nie jej wina, że wpadł jej w ręce.
Zmarszczyła lekko nosek, kiedy ich uszu dobiegły jakieś dźwięki, a chłopcy oczywiście postanowili to sprawdzić.
Charlotte westchnęła cierpiętniczo.
Krukońska ciekawość i gryfońska porywczość, oczywiście, że chcieli to sprawdzić. Gdyby Kelly spodziewała się tam jakiegoś ducha, ciekawego fenomenu magicznego, też by poszła, ale wątpiła, by w ogrodzie Blacków znajdowało się coś, co może ją zainteresować. Prędzej ktoś kogoś bić, co absolutnie jej nie interesowało, niech się biją, bójki dziś wyrastały jak na drożdżach, sama miała ochotę iść oblać Vakela winem (I całą siłę woli wkładała w trzymanie języka za zębami, bo nie wypytywanie Longbottoma). Albo zabawiał w krzakach, to też nic jej nie... Ach zaraz, może ktoś zabawiał się z kimś, z kim nie powinien i będzie go można tym szantażować?
Trochę chętniej ruszyła między krzewy róż za Anthonym i Morpheusem, a potem jej brwi powędrowały do góry.
- Za dużo wypiłam, czy ten krzew biega?
Wpadła na swoich przyjaciół już w ogrodzie, gdzie rzuciła ją magiczną czkawka. Po odwiedzinach w łazience, sowiarni i koło tortu wylądowała tutaj I postanowiła usiąść oraz pokontemplować okolicę, bo nie zamierzała wysilać się na powrót do sali, gdyby kolejne czknięcie miało wrzucić ją na jakiś dach.
Przyjęła ten fenomen ze spokojem kogoś, kto w ciemnościach Komnaty Śmierci oglądał znacznie dziwniejsze rzeczy. I uznała, że warto było, ten olejek przecież jak nic wart był jakieś dziesięć galeonów za butelkę, prawdziwy majątek, a przecież nie będzie zakradała się do prywatnej łazienki, by go oddać. Nie jej wina, że wpadł jej w ręce.
Zmarszczyła lekko nosek, kiedy ich uszu dobiegły jakieś dźwięki, a chłopcy oczywiście postanowili to sprawdzić.
Charlotte westchnęła cierpiętniczo.
Krukońska ciekawość i gryfońska porywczość, oczywiście, że chcieli to sprawdzić. Gdyby Kelly spodziewała się tam jakiegoś ducha, ciekawego fenomenu magicznego, też by poszła, ale wątpiła, by w ogrodzie Blacków znajdowało się coś, co może ją zainteresować. Prędzej ktoś kogoś bić, co absolutnie jej nie interesowało, niech się biją, bójki dziś wyrastały jak na drożdżach, sama miała ochotę iść oblać Vakela winem (I całą siłę woli wkładała w trzymanie języka za zębami, bo nie wypytywanie Longbottoma). Albo zabawiał w krzakach, to też nic jej nie... Ach zaraz, może ktoś zabawiał się z kimś, z kim nie powinien i będzie go można tym szantażować?
Trochę chętniej ruszyła między krzewy róż za Anthonym i Morpheusem, a potem jej brwi powędrowały do góry.
- Za dużo wypiłam, czy ten krzew biega?