04.07.2024, 08:40 ✶
Mulciber moonshine
Czekoladowa żaba w końcu doczekała się zainteresowania Charliego. Chociaż chłopak nie podzielał zachwytów Brytyjczyków tą słodkością, nie zamierzał jej sobie teraz odmawiać. Mówili, że czekolada poprawia nastrój! Otworzył pudełko i chwycił płaza, nim zdążył uciec, a następnie wcisnął go do ust. Przeszło mu przez myśl, że to trochę okrutne... Żaba była zanimowana zbyt dokładnie... Ale przynajmniej znalazł kartę.
- Felix Summerbee. - Odczytał nazwisko, wciąż przeżuwając żabę, i bez słowa wyjaśnienia podał kartę bratu. Leonard też mógł sobie zobaczyć, co się wylosowało. O ile Charlie dobrze się orientował, Leo również nie pałał ekscytacją na widok kart kolekcjonerskich, ale przynajmniej zabrał papierek z jego rąk.
- A jeśli to naprawdę moja dziewczyna? - Zapytał Sophie, ciekawy jej reakcji. Zaraz jednak sprostował, nim zebrani pomyśleli sobie za dużo. - Nie, to tylko Brenna... Poznałem ją nad morzem, w Brighton. Jakiś czas temu tam pojechałem pozwiedzać. - Wyjaśnił, nie wchodząc w szczegóły. Nikt nie musiał wiedzieć, że zalał się krwią po spotkaniu z syreną, a Brenna uratowała mu skórę. Jedynie Leo mógł zauważyć, że któregoś dnia zniknęło mu dość sporo eliksiru wiggenowego z prywatnych zbiorów. - Za to ty nigdy nie znajdziesz chłopaka z takimi włosami, Sophie. Może to lepiej? Skoro brzydzi cię penis? Biedny byłby. - Charlie nie mógł się powstrzymać. Fallus trzymał się na knocie po tym, jak jego trzon został złamany, więc każdy ruch sprawiał, że czubek poruszał się w górę i w dół, z prawej na lewą. Przynajmniej Lyssa szybko pomogła kuzynce i jej fryzurze. - Bracie, będziesz musiał mi pomóc, jeśli wuj i ojciec odetną mnie od finansów. Oddam ci, gdy już zarobię miliony na takich świeczkach... I nie chcę teraz pić, możemy napić się wieczorem, jeśli do wieczora dożyję. Ech... Cicho, idzie ciocia. - Upomniał towarzystwo, łapiąc świeczkę i odkładając ją pod stół, by nie gorszyła cioteczki. Nie potrafił odczytać emocji Lorien. Rozbawiona? Rozczarowana? Oba na raz?
Kiedy nadeszła Lorien, Charlie obejrzał się na stoisko, którym zarządzał wcześniej. Ojciec był na posterunku i chyba nie potrzebowali już jego pomocy... Z pewnością jej nie chcieli. Zresztą, tata z kimś rozmawiał i wydawało się, że to ktoś znajomy.
- Ja mogę... - Odezwał się, lecz Lyssa go biegła. Nie zamierzał walczyć o uwagę Lorien, w końcu miał ją na co dzień w domu! Został na miejscu.
Czekoladowa żaba w końcu doczekała się zainteresowania Charliego. Chociaż chłopak nie podzielał zachwytów Brytyjczyków tą słodkością, nie zamierzał jej sobie teraz odmawiać. Mówili, że czekolada poprawia nastrój! Otworzył pudełko i chwycił płaza, nim zdążył uciec, a następnie wcisnął go do ust. Przeszło mu przez myśl, że to trochę okrutne... Żaba była zanimowana zbyt dokładnie... Ale przynajmniej znalazł kartę.
- Felix Summerbee. - Odczytał nazwisko, wciąż przeżuwając żabę, i bez słowa wyjaśnienia podał kartę bratu. Leonard też mógł sobie zobaczyć, co się wylosowało. O ile Charlie dobrze się orientował, Leo również nie pałał ekscytacją na widok kart kolekcjonerskich, ale przynajmniej zabrał papierek z jego rąk.
- A jeśli to naprawdę moja dziewczyna? - Zapytał Sophie, ciekawy jej reakcji. Zaraz jednak sprostował, nim zebrani pomyśleli sobie za dużo. - Nie, to tylko Brenna... Poznałem ją nad morzem, w Brighton. Jakiś czas temu tam pojechałem pozwiedzać. - Wyjaśnił, nie wchodząc w szczegóły. Nikt nie musiał wiedzieć, że zalał się krwią po spotkaniu z syreną, a Brenna uratowała mu skórę. Jedynie Leo mógł zauważyć, że któregoś dnia zniknęło mu dość sporo eliksiru wiggenowego z prywatnych zbiorów. - Za to ty nigdy nie znajdziesz chłopaka z takimi włosami, Sophie. Może to lepiej? Skoro brzydzi cię penis? Biedny byłby. - Charlie nie mógł się powstrzymać. Fallus trzymał się na knocie po tym, jak jego trzon został złamany, więc każdy ruch sprawiał, że czubek poruszał się w górę i w dół, z prawej na lewą. Przynajmniej Lyssa szybko pomogła kuzynce i jej fryzurze. - Bracie, będziesz musiał mi pomóc, jeśli wuj i ojciec odetną mnie od finansów. Oddam ci, gdy już zarobię miliony na takich świeczkach... I nie chcę teraz pić, możemy napić się wieczorem, jeśli do wieczora dożyję. Ech... Cicho, idzie ciocia. - Upomniał towarzystwo, łapiąc świeczkę i odkładając ją pod stół, by nie gorszyła cioteczki. Nie potrafił odczytać emocji Lorien. Rozbawiona? Rozczarowana? Oba na raz?
Kiedy nadeszła Lorien, Charlie obejrzał się na stoisko, którym zarządzał wcześniej. Ojciec był na posterunku i chyba nie potrzebowali już jego pomocy... Z pewnością jej nie chcieli. Zresztą, tata z kimś rozmawiał i wydawało się, że to ktoś znajomy.
- Ja mogę... - Odezwał się, lecz Lyssa go biegła. Nie zamierzał walczyć o uwagę Lorien, w końcu miał ją na co dzień w domu! Został na miejscu.