08.01.2023, 19:02 ✶
Odwróciła się gwałtownie, kiedy głos, zamiast dobiec z wewnątrz pomieszczenia do którego pukała, usłyszała zza siebie. William. Nie była pewna, czy to na niego się natknie, czy będzie tam ktoś inny – ale najwyraźniej nie było tam nikogo. Nie bywała tutaj często. Właściwie to wcześniej była tutaj chyba tylko raz, może dwa i to dawno temu. Jakoś… Nie było potrzeby. A teraz miała ze sobą trzy ciała, które trzeba było zostawić gdzieś, gdzie było wystarczająco chłodno.
- William – rzuciła machinalnie, kiedy jej kuzyn był już na tyle blisko. - Dobry… Nie. Chyba po prostu wieczór. Bez dobry – nie był dobry. Nie był dobry, bo najwyraźniej ktoś dał Williamowi znać, że będzie tutaj potrzebny i ściągnął go z domu. Nie był dobry, bo był wieczór, a ona nadal tutaj była i nie zanosiło się na to, żeby szybko mała wrócić do domu.
Pierwsza nie weszła ona, tylko ciała, którymi musiała tak wmanewrować, by nie powpadały na ściany i na siebie nawzajem. To musiała być delikatna robota, bo nie chciała niczego zepsuć – a już i tak były w nienajlepszym stanie. Teraz nawet nie zwróciła uwagi na bałagan na biurku – gdyby nie to, że była tak skupiona na czymś innym. Może rzuciłaby jakąs uwagą, choć wątpliwe, bardziej pewne, że po prostu ściągnęłaby brwi w charakterystyczny sposób – a to spojrzenie zwykle mówiło więcej niż tysiąc słów. Teraz jednak po prostu nie patrzyła w tamtym kierunku tylko kiwnęła głową i otworzyła drzwi na prawo, żeby już pojedynczo i ostrożnie położyć ciała na stołach, tak jak chciał William.
Nie trwało to długo.
- Chciałam dokończyć to co robiłam, więc zostałam, mój opiekun akurat też dłużej siedział. A później dostaliśmy wezwanie i jakoś samo poszło – z drugiej strony jak inaczej miała się nauczyć? Wiedziała na co się pisała i chciała być przydatna. Zawsze była ambitna, zawsze chciała wiedzieć więcej i więcej. Czasami odbijało się to czkawką, jak dzisiaj. - Ciebie z kolei wyciągają z domu… - zauważyła bo dla niej tez było jasne, że skoro złapał ją na korytarzu to dopiero co pojawił się w Ministerstwie.
- Rodzina mugoli – kiwnęła głową w stronę pomieszczenia, gdzie teraz ciała leżały. - Są w kiepskim stanie. Kiedy przybyliśmy to budynek był zawalony i szalał pożar – dodała i dłonią potarła sobie kark przymykając brązowe oczy, ewidentnie starając się rozmasować spięte mięśnie. - Byłam jedną z osób, która wyciągała te ciała, więc jak będziesz mieć jakieś pytania, to postaram się odpowiedzieć.
- William – rzuciła machinalnie, kiedy jej kuzyn był już na tyle blisko. - Dobry… Nie. Chyba po prostu wieczór. Bez dobry – nie był dobry. Nie był dobry, bo najwyraźniej ktoś dał Williamowi znać, że będzie tutaj potrzebny i ściągnął go z domu. Nie był dobry, bo był wieczór, a ona nadal tutaj była i nie zanosiło się na to, żeby szybko mała wrócić do domu.
Pierwsza nie weszła ona, tylko ciała, którymi musiała tak wmanewrować, by nie powpadały na ściany i na siebie nawzajem. To musiała być delikatna robota, bo nie chciała niczego zepsuć – a już i tak były w nienajlepszym stanie. Teraz nawet nie zwróciła uwagi na bałagan na biurku – gdyby nie to, że była tak skupiona na czymś innym. Może rzuciłaby jakąs uwagą, choć wątpliwe, bardziej pewne, że po prostu ściągnęłaby brwi w charakterystyczny sposób – a to spojrzenie zwykle mówiło więcej niż tysiąc słów. Teraz jednak po prostu nie patrzyła w tamtym kierunku tylko kiwnęła głową i otworzyła drzwi na prawo, żeby już pojedynczo i ostrożnie położyć ciała na stołach, tak jak chciał William.
Nie trwało to długo.
- Chciałam dokończyć to co robiłam, więc zostałam, mój opiekun akurat też dłużej siedział. A później dostaliśmy wezwanie i jakoś samo poszło – z drugiej strony jak inaczej miała się nauczyć? Wiedziała na co się pisała i chciała być przydatna. Zawsze była ambitna, zawsze chciała wiedzieć więcej i więcej. Czasami odbijało się to czkawką, jak dzisiaj. - Ciebie z kolei wyciągają z domu… - zauważyła bo dla niej tez było jasne, że skoro złapał ją na korytarzu to dopiero co pojawił się w Ministerstwie.
- Rodzina mugoli – kiwnęła głową w stronę pomieszczenia, gdzie teraz ciała leżały. - Są w kiepskim stanie. Kiedy przybyliśmy to budynek był zawalony i szalał pożar – dodała i dłonią potarła sobie kark przymykając brązowe oczy, ewidentnie starając się rozmasować spięte mięśnie. - Byłam jedną z osób, która wyciągała te ciała, więc jak będziesz mieć jakieś pytania, to postaram się odpowiedzieć.