Ger nie do końca rozumiała, skąd się jej wziął taki entuzjazm spowodowany tym spotkaniem, do którego miało za chwilę dojść. Może nie warto nad tym rozmyślać? Przynajmniej póki co, zamierzała dać się ponieść, czy coś. Bez zbędnego rozmyślania. Na całe szczęście Theseus nie widział, jak się stroiła przed lustrem. Wybył z ich mieszkania jeszcze przed nią, nadal nie wrócił, musiał więc zajmować się jakimś dłuższym zleceniem. Nie musiała więc się nikomu tłumaczyć, dlaczego uczesała włosy i doprowadziła się do porządku. Geraldine jakoś nie specjalnie lubiła tłumaczyć się przed kimkolwiek, a wiedziała, że kto jak kto, ale Thes zauważyłby to nie do końca dla niej typowe zachowanie. Czasem mimo wszystko dobrze jest mieć tajemnice i nie wiedzieć o sobie wszystkiego.
Czasem zastanawiała się nawet, co słychać u jej kompanów ze szkolnej drużyny quidditcha. Jakoś tak jednak, nigdy nie uważała, że byliby zadowoleni, gdyby do nich napisała. Erika widywała od czasu do czasu podczas spotkań klubu pojedynków, aczkolwiek nie uczestniczyła w nich jakoś specjalnie regularnie, gdyż często nie było jej w Londynie. Taką już miała pracę, że dosyć trudno jej było utrzymywać relacje. Podróżowała po całym świecie w poszukiwaniu najróżniejszych magicznych stworzeń, nie potrafiła zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu. Niby miała kilku bliższych znajomych, jednak nie gościła w ich życiu zbyt często. Pogodziła się z tym, że przegapiła wiele ważnych dla nich wydarzeń, choć zależało jej nawet, aby się pojawić. Praca jej jednak na to nie pozwalała. Zastanawiała się czasem, czy warto. Czy ten tryb życia zawsze będzie jej służył, czy w pewnym momencie nie będzie żałować, że nie umiała się ustatkować. Rodzice nawet zaczęli jej zwracać na to uwagę, mimo, że wydawać by się mogło, że oni powinni zrozumieć, dlaczego żyje właśnie w ten sposób. Może gdyby znalazł się ktoś, na kim faktycznie by jej zależało byłaby skłonna nieco zmienić charakter swojej pracy, kto ją tam wiedział. Jak do tej pory nie poznała nikogo takiego, a może i poznała, tylko nie było jej dane nigdy do końca otworzyć oczu.
Rozmowa, którą wcześniej prowadziła z Thomasem wydawała się być pełna dwuznaczności. Sama Ger złapała się na tym, że nie do końca panowała nad tym, co mówiła. Przestawała przy nim myśleć. Nie miała pojęcia, czy powodem były jego oczy, które wydawały się jej być tak głębokie, że mogła w nich utonąć, czy ten uśmiech, zupełnie niewinny, zachęcający do beztroski. Nie mogła zupełnie się skupić w jego obecności, a najważniejsze było to, że wcale jej to nie przeszkadzało. Pod wpływem chwili postanowiła się z nim spotkać po pracy, chciała zobaczyć, czy faktycznie nadal będzie jej towarzyszyło to dziwne uczucie. Zależało jej na tym, żeby to sprawdzić, w końcu niezbyt często reagowała tak na kogokolwiek.
Ucieszyło ją oczywiście to, że nie miał nic przeciwko spotkaniu. Może Gerry nie była najlepsza w kontaktach międzyludzkich, jednak czuła, że Hardwick ma podobnie. Może to jakaś dziwna intuicja? Kto ją tam wiedział. Byli zbyt starzy, żeby zwlekać, dlatego też Gerry postanowiła zareagować od razu. Skoro już zauważyła, że im się tak lekko rozmawia, to szkoda było nie sprawdzić do czego może ta rozmowa doprowadzić, nawet jeśli miałoby to być coś chwilowego.
Tak właściwie, to prawie wcale się nie zmienił, przynajmniej tak się jej wydawało. Na pewno zmężniał, ale nadal miał w sobie coś z tego beztroskiego chłopca, którego poznała w Hogwarcie. Zastanawiała się w sumie, jak doszło do tego, że był wolny. Wydawało jej się, że raczej będzie skłonny ku temu, żeby założyć rodzinę, miała wrażenie, że pasuje do niego wizja żony u boku, dzieci. Może się myliła, albo po prostu jeszcze nie spotkał panny, która by go zaczarowała. Jak dla niej, to dobrze, w końcu dzięki temu mogła dzisiaj wybrać się z nim na piwo po tym krótkim, acz dosyć emocjonującym spotkaniu. Pamiętała, że był taki moment, podczas nauki w Hogwarcie, że zwracała uwagę na to, że Thomas naprawdę dobrze się prezentuje, a jego żarty wydawały się być zabawne, jednak jakoś nigdy nie myślała, że mogłaby spojrzeć na niego w ten sposób, w który spojrzała dzisiaj. Jej ciało jednak mówiło swoje, czuła jak na niego reaguje, nie zamierzała się oszukiwać, zresztą doszła do takiego etapu w życiu, że nie uważała tego za coś niestosownego.
- Muszę przyznać, że o tym nie pomyślałam. To nieco zmienia postać rzeczy. - Faktycznie nie do końca jej się uśmiechało spędzać ten wieczór wśród autorów i brygadzista, do tego on zapewne czułby się niekomfortowo. - Mam wrażenie, że przy Tobie przestaję myśleć. - Spojrzała na Thomasa i zamilkła na moment. Czy naprawdę powiedziała to na głos? Rzeczywiście było z nią coś nie tak. Wysunęła dłonie głęboko do kieszeni płaszcza, nie odwracała jednak wzroku. Skoro już to powiedziała to musiała liczyć się z konsekwencjami.
- Los jest chyba dzisiaj po naszej stronie, przynajmniej jak na razie, może więc jest to całkiem dobry pomysł. - Powoli ruszyła przed siebie wypatrując odpowiedniego miejsca. Stwierdziła jednak, że warto nieco oddalić się od ministerstwa. - Puddifoot straszyło, ale w czasie Hogwartu nie było zbyt wielu możliwości, na całe szczęście jesteśmy już dorośli i możemy wybrać się tam, gdzie nam się tylko wymarzy.- Szli chwilę przed siebie, kiedy oczom Gerry ukazał się niewielki pub z niewyraźnym szyldem The Tickled Trout, stwierdziła, że to może być miejsce którego szukają. Nie wyglądało na specjalnie często uczęszczane. - Tu wejdziemy. - Powiedziała i wyciągnęła rękę, aby pociągnąć za sobą Thomasa. Weszli do środka.