04.07.2024, 13:20 ✶
Przez ułamek sekundy miała ochotę wyjaśnić, że las odciął ich ścianą z roślin – że gdyby zaatakowali, mogłyby się bardziej wściec, a Sebastian twierdził, że źródło tego wszystkiego leży w głębi kniei, i wiele wskazywało na to, że albo tam szybko dotrą, albo sytuacja tylko eskaluje. Nie zrobiła tego jednak. Czego nie miałaby na swoje usprawiedliwienie, prawda była taka, że nie próbowała ich spod tej ziemi wyciągnąć, pobiegniecie w las okazało się głupim błędem, bo owszem, źródło czarnej magii kryło się w ruinach, ale żadne z nich nie było tam potrzebne, a on oczywiście powiedziałaby, że wszystko w porządku, bo był Basilusem Prewettem.
Przeprosiny czy wyjaśnienia byłyby tylko na jej użytek i niczego by nie zmieniły.
– Jestem pewna, że udałoby ci się z nimi dogadać, gdybyś się postarał – oświadczyła, mając przez moment ochotę schować ręce za siebie, gestem małej dziewczynki, przyłapanej na tym, że na pewno ukradła ciasteczka, bo palce ma całe w czekoladzie. Przed tym jednak też zdołała się powstrzymać, bo w końcu była dorosła. – To tylko trochę skaleczeń, poza tym nie mam po czym, ja nie włóczyłam się pod ziemią, walcząc z roślinami i ratując zagubionych historyków magii – powiedziała bez mrugnięcia okiem, ale potem usiadła wprost na wilgotnej trawie. To liczyło się przecież jako odpoczywanie i to takie na łonie natury, słońce przyświeca, ale tak nie za mocno, żadnych szans na udar czy odwodnienie, jezioro tuż obok, świeże powietrze, w oddali szumiący las, co nie tak dawno temu próbował ich pozabijać.
– To miło, że wyszliście stamtąd żywi i to jeszcze z Bagshotem. – Szkoda, że Roberts nie miał takiego szczęścia. Ale teraz, przynajmniej, Windermere znów stanie się bezpieczne: nie będzie więcej nieumarłych, włóczących się po lesie, ludzi znikających, ponieważ zapragnęli zwiedzić ruiny miejscowej kaplicy. – A tak w ogóle, to fajny kubek, kiedy go kupiłeś? W Carlise? Zupełnie przegapiłam, że takie mieli. Ja mam tylko tę figurkę pani jeziora, o i to.
Wysunęła z kieszeni podniszczoną bransoletkę, wygrzebaną z popiołów i przesunęła ją między palcami. Wiedziała, że nie może należeć do Triony: byłaby zbyt stara, aby mogła trafić na stos. Nie rozumiała zbytnio, dlaczego uruchomiła widmowidzenie, ale magia w Windermere działała w nieprzewidywany sposób.
Przeprosiny czy wyjaśnienia byłyby tylko na jej użytek i niczego by nie zmieniły.
– Jestem pewna, że udałoby ci się z nimi dogadać, gdybyś się postarał – oświadczyła, mając przez moment ochotę schować ręce za siebie, gestem małej dziewczynki, przyłapanej na tym, że na pewno ukradła ciasteczka, bo palce ma całe w czekoladzie. Przed tym jednak też zdołała się powstrzymać, bo w końcu była dorosła. – To tylko trochę skaleczeń, poza tym nie mam po czym, ja nie włóczyłam się pod ziemią, walcząc z roślinami i ratując zagubionych historyków magii – powiedziała bez mrugnięcia okiem, ale potem usiadła wprost na wilgotnej trawie. To liczyło się przecież jako odpoczywanie i to takie na łonie natury, słońce przyświeca, ale tak nie za mocno, żadnych szans na udar czy odwodnienie, jezioro tuż obok, świeże powietrze, w oddali szumiący las, co nie tak dawno temu próbował ich pozabijać.
– To miło, że wyszliście stamtąd żywi i to jeszcze z Bagshotem. – Szkoda, że Roberts nie miał takiego szczęścia. Ale teraz, przynajmniej, Windermere znów stanie się bezpieczne: nie będzie więcej nieumarłych, włóczących się po lesie, ludzi znikających, ponieważ zapragnęli zwiedzić ruiny miejscowej kaplicy. – A tak w ogóle, to fajny kubek, kiedy go kupiłeś? W Carlise? Zupełnie przegapiłam, że takie mieli. Ja mam tylko tę figurkę pani jeziora, o i to.
Wysunęła z kieszeni podniszczoną bransoletkę, wygrzebaną z popiołów i przesunęła ją między palcami. Wiedziała, że nie może należeć do Triony: byłaby zbyt stara, aby mogła trafić na stos. Nie rozumiała zbytnio, dlaczego uruchomiła widmowidzenie, ale magia w Windermere działała w nieprzewidywany sposób.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.