Na ten moment, z alkoholem się nie śpieszyła. Zdążyła już bowiem napić się zarówno wina, jak i szampana. Co prawda w obydwu przypadkach, do połowy pełne lampki oddała jednej z kelnerek, ale to mało istotne. Na własnym przyjęciu trzeba było, przynajmniej na samym początku, trzymać pewien poziom. Odpowiedni poziom. Dlatego też, do pomieszczenia z ruletką, Agnes zmierzała trzymając w rękach jedynie swoją torebkę. Tę torebkę, w której dla własnej wygody, trzymała obecnie żetony do gry.
- Jak zawsze kochanie. Wiesz przecież, że wolę zaczynać od... nieco lżejszego kalibru. - uśmiechnęła się. Dla niej takim lżejszym kalibrem była ruletka. W pełni losowa, nie wymagająca nadążania za wszystkim, co akurat działo się przy stole. Rozważań dotyczących tego, kto jakie karty miał na ręku; jakie szanse na wygraną. - Poza tym przy ruletce można zawsze na spokojnie porozmawiać. W niczym to nie przeszkadza.
Błysnęła uśmiechem w stronę młodszej krewniaczki.
Kiedy wszyscy zainteresowani znaleźli się przy stole, wyłożyła na jego blacie zawartość swojej torebki. A w zasadzie, to tylko część tej zawartości. Łatwo było określić, że nie zamierzała przeznaczyć na grę więcej jak około... 30 żetonów? Może kilku mniej, kilku więcej. Następnie wysłuchała tego, co do powiedzenia miał krupier. Nie przerywała.
- Urodziłam się gotowa. - zakomunikowała, dopiero, kiedy mężczyzna skończył. Następnie odliczywszy 10 żetonów, umieściła je polu z kolorem czarnym. Tym samym zdecydowała się na drugi rodzaj zakładu. - Do tego dorzucę jeszcze 16 i 10. - nad tym musiała się zastanowić. Ostatecznie wytypowała jednak własną datę urodzin, czego musieli być świadomi Ci, którzy kobietę znali. Urodziła się bowiem 16 października. Na obydwa wybrane pola, przesunęła kolejne 4 żetony, po dwa na każde z nich. - Teraz Twoja kolej, Camille, kotku.
10 żetonów na kolor czarny
2 żetony na 16
2 żetony na 10