Czyli nikt nie wiedział o sytuacji Grace. Z jakimi problemami się w ostatnim czasie zmagała. A Robert nie dawał po sobie niczego poznać, jakoby coś robił z jej osobą. Było im to w sumie na rękę.
- Czyli nikt nie wie. A ona najpewniej z nikim nie dzieliła się tym, czy coś ją dręczy.Zauważył. Ze spokojem tę część informacji przyjmując do wiadomości. Bo to, że Robert był tajemniczy i działał z korzyścią dla siebie, nie zdradzając po sobie niczego, był absolutnie pewny. Ma przecież mądrego i ostrożnego brata.
Trzecie oko. Zdolność rodu Bulstrode. Jeżeli i Grace odziedziczyła ten dar, mogła mieć problemy z jego opanowaniem. Bezsenność mogła być w tym przypadku uzasadniona. Na to pytanie, jedynie kiwnął głową. Domyślał się, o co może chodzić. W połączeniu z tym, co ćwiczył na niej i rozwijał Robert, mogło mieć nieprzyjemny chyba skutek.
- Pytanie jeszcze, czy kontaktowała się z kimś z rodziny? Miała z nimi kontakt i jak częsty?Dopytał. Bo to, co tutaj ustalą, aby wybrnąć czysto, zależało jeszcze od tego, czy państwo Bulstrode mieli kontakt z córką? Czy ona sama rozmawiała ze swoim rodzeństwem? Czy z kimkolwiek się kontaktowała? Czy był ktoś, kto mógłby im zaszkodzić? Jakaś przyjaciółka? Richard chciał mieć po prostu w tym przypadku pewność.
- Miałem.
Tutaj był już poważniejszy, strzepując papierosa do popielniczki, odkładając ją na stolik, po czym spojrzał na brata.
- Wstępnie powiedział, że aby upewnić się, że faktycznie popełniła samobójstwo, muszą wykluczyć udział osób trzecich. Będą prowadzić przesłuchania rodzin i osób, z którymi miała częsty kontakt. Jeżeli potwierdzą, że nie mieli pojęcia o jej problemach, a chociażby my i chcieliśmy jej pomóc. Szczególnie Ty. Byłeś jej mężem, powinni uwierzyć i zamknąć sprawę.
Dał chwilę Robertowi do namysłu, zaciągając się znów papierosem. Wypuścił dym i kontynuował.
- Potrzebuję mocnego alibi, że nie mam nic wspólnego z jej śmiercią. Że nie było mnie tam gdzie była ona. Nic nie znajdą. Ale jeżeli powiem, że nie wychodziłem z domu, ktoś musi to potwierdzić.
Tylko na brata mógł w tym przypadku liczyć. Zaufać. Dokończył za niego to, czego on nie mógł. Nie można było też czekać. To działało przecież w obie strony. Potajemne działania bliźniaków. Wzajemne wspieranie się w trudnych sytuacjach. Wspólne planowanie i doradzanie.
Jeżeli chodziło o relacje z Michaelem Rookwoodem, znajomość ta zrodziła się już w czasach Hogwartu, gdyż byli z tego samego rocznika. I choć Richard dogadywał się z Michaelem, planowali razem iść do tej samej pracy, to jednak nie nazwałby Rookwooda przyjacielem. Ich relację opisałby na zasadzie dobrej znajomości koleżeńskiej. Trzymając się tej zasady, aby dbać o kontakty, bo nie wiadomo, kiedy mogą się okazać potrzebne. Nawet na odległość.