Wypili na szybko po jednym drinku, na lekkie rozruszanie, alkohol nie był jednak główną atrakcją dzisiejszego wieczoru. W końcu ruszyli do jednego z pomieszczeń, aby zacząć prawdziwą zabawę.
Z panny Yaxley nie była żadna wprawiona graczka, uważała siebie za średnią pokerzystkę, jednak wcale nie przeszkadzało jej to w tym, aby kupić masę żetonów. Najwyżej je wszystkie przegra. To nic takiego. Żyła, jakby jutra miało nie być, bo dlaczego by nie. Ostatnio bardzo doceniła swoje życie i to, że ogóle mogła jeszcze chodzić po świecie, zważając na te wszystkie niebezpieczeństwa, które się w nim pojawiły.
Zajęła jedno z miejsc. Założyła nogę na nogę tak, że rozcięcie pokazywało sporo jej ciała. Nie przejmowała się tym jakoś specjalnie.
Rozejrzała się jeszcze po pomieszczeniu, żeby zobaczyć, z kim przyjdzie jej grać. Znała sporą część tego towarzystwa, ale nie wszystkich. To dodawało trochę ryzyka, nie wiedziała w końcu na co będą mogli sobie pozwolić. Czy byli równie chętni do stracenia swojej gotówki, co ona? Oczywiście przywitała się ze wszystkimi, jak nakazywały dobre maniery.
Wsłuchiwała się w to, co miał do powiedzenia rudowłosy krupier. Kiwała głową twierdząco, żeby sobie nie pomyślał, że nikt go nie słucha.
Była gotowa do gry. Oczy jej zabłysnęły, chociaż nie do końca wiedziała co robi, zamierzała podbić stawkę maksymalnie, jak się bawić, to się bawić czyż nie? - Podbijam o pięć żetonów. - Rzuciła entuzjastycznie, przeniosła spojrzenie na Erika, żeby rzucić mu wyzwanie, była ciekawa, które z nich wyjdzie stąd z dodatkową kasą.