04.07.2024, 20:12 ✶
Byłem wściekły i może nawet chciałem się pobić, jakoś to wszystko odreagować, bo emocji było we mnie co nie miara. Nie tylko uderzać, ale również poczuć uderzenia. Jakieś mocne? Dosadne? Takie, które by mną zatrzęsły, może nieco zmętniły mi umysł, oszołomiły na dobrą chwilę...? Cokolwiek, byleby nie czuć tej żałosności, tego pata, tego marazmu, bólu, poczucia porażki, upadania, bólu. Chciałem się pobić, żeby się wyżyć i żeby poczuć ból, inny ból, będący daleko od tego cierpienia mojego serca.Może nawet zagłuszyć nim ten drugi?
Ale ciosy nie nadchodziły, a moje zresztą nie należały do najlepszych. Jak na złość. Podłamało mnie to bardziej, podobnie jak postawa Flynna. Próbował winę za nasze rozdarcia rozłożyć na nas dwoje... Ja go kochałem, podarowałem mu całego siebie, a on się odpłacał. Kłamstwami, zatajaniem pracy i przede wszystkim zdradzaniem... To była ta jego miłość?!
- Nie, Flynn. Żałosne jest to, że spałeś ze mną i mnie kochałeś tak bardzo, że następne noce musiałeś spędzać w kompletnie innych ramionach... Uważasz, że to w porządku? Że to okej, żeby tak skakać z kwiatka na kwiatek!? Bo na dobrą sprawę, idąc tym tropem, może nie powinienem mieć dupy, tylko cały harem dup - zauważyłem z odrazą, też kręcąc przy tym głową w kompletnym niezrozumieniu. Nie chciałem nawet próbować tego zrozumieć, a co dopiero zaakceptować. Mówił, że to przez Fontaine... Ona go takim uczyniła, ale ja nie mogłem, po prostu nie mogłem być jedną z wielu ewentualności. Potrzebowałem stabilizacji, a nie niepewnych myśli i złamanego serca. Nie chciałem się zastanawiać, co robi i z kim. Bałem się myśleć. Już to rozkminiałem przez ostatnie noce...
Ale drastycznie zszedłem z tonu, widząc jego łzy. Kroiły moje serce. Każda z nich. Najchętniej bym go przytulił i udawał, że wszystko jest okej, ale to z kolei nic by nie zmieniło.
- Wybacz... Nie chciałem tego robić. Po prostu mam w sobie tyle emocji... Bo też cię kocham, kocham cię mocno, ale nie chcę być jednym z kilku twoich wyborów. To nie jest kwestia tego, że jesteś dla mnie niewystarczający, tylko tego, że nie potrafisz się ograniczyć do jednej osoby. Potrzebujesz całego świata do kochania albo co... Dla mnie to niepojęte, bo ja widzę tylko ciebie... I nie chciałbym się tobą dzielić z kimkolwiek, więc... to oczywiste. Przegrałem. Kocham cię każdego, ale nie potrafię być z tobą każdym. To mnie przerasta - przyznałem, w końcu ruszając się z miejsca by usiąść obok Flynna. Nie tak, żebyśmy się stykali, bo nie byłem pewien, czy chciał mojego dotyku po tym, co mu zrobiłem. Obstawiałem, że nie, więc jedynie usiadłem obok bezradny. Nie chciałem żaden innej dupy, chciałem Flynna, ale był taki niedostępny, nieosiągalny. Może faktycznie mnie kochał, ale niszczyłem ten obraz przez własne utopijne przemyślenia. To był właśnie odpowiedni czas na podjęcie decyzji i zaprzestanie rozwijania tych toksycznych historyjek.
- Nie płacz, Flynn. Proszę. To może i moja wina... Jestem ograniczonym dupkiem - zauważyłem, opierając łokcie na kolanach i chowając twarz w dłoniach. Byłem tym już zmęczony. Za bardzo rozciągałem to w czasie, nie chcąc tego zakończyć, ale to była jedyna słuszna decyzja. Bałem się tego, ale z pewnością było to lepsze od demonizowania Flynna i jego osoby.
Ale ciosy nie nadchodziły, a moje zresztą nie należały do najlepszych. Jak na złość. Podłamało mnie to bardziej, podobnie jak postawa Flynna. Próbował winę za nasze rozdarcia rozłożyć na nas dwoje... Ja go kochałem, podarowałem mu całego siebie, a on się odpłacał. Kłamstwami, zatajaniem pracy i przede wszystkim zdradzaniem... To była ta jego miłość?!
- Nie, Flynn. Żałosne jest to, że spałeś ze mną i mnie kochałeś tak bardzo, że następne noce musiałeś spędzać w kompletnie innych ramionach... Uważasz, że to w porządku? Że to okej, żeby tak skakać z kwiatka na kwiatek!? Bo na dobrą sprawę, idąc tym tropem, może nie powinienem mieć dupy, tylko cały harem dup - zauważyłem z odrazą, też kręcąc przy tym głową w kompletnym niezrozumieniu. Nie chciałem nawet próbować tego zrozumieć, a co dopiero zaakceptować. Mówił, że to przez Fontaine... Ona go takim uczyniła, ale ja nie mogłem, po prostu nie mogłem być jedną z wielu ewentualności. Potrzebowałem stabilizacji, a nie niepewnych myśli i złamanego serca. Nie chciałem się zastanawiać, co robi i z kim. Bałem się myśleć. Już to rozkminiałem przez ostatnie noce...
Ale drastycznie zszedłem z tonu, widząc jego łzy. Kroiły moje serce. Każda z nich. Najchętniej bym go przytulił i udawał, że wszystko jest okej, ale to z kolei nic by nie zmieniło.
- Wybacz... Nie chciałem tego robić. Po prostu mam w sobie tyle emocji... Bo też cię kocham, kocham cię mocno, ale nie chcę być jednym z kilku twoich wyborów. To nie jest kwestia tego, że jesteś dla mnie niewystarczający, tylko tego, że nie potrafisz się ograniczyć do jednej osoby. Potrzebujesz całego świata do kochania albo co... Dla mnie to niepojęte, bo ja widzę tylko ciebie... I nie chciałbym się tobą dzielić z kimkolwiek, więc... to oczywiste. Przegrałem. Kocham cię każdego, ale nie potrafię być z tobą każdym. To mnie przerasta - przyznałem, w końcu ruszając się z miejsca by usiąść obok Flynna. Nie tak, żebyśmy się stykali, bo nie byłem pewien, czy chciał mojego dotyku po tym, co mu zrobiłem. Obstawiałem, że nie, więc jedynie usiadłem obok bezradny. Nie chciałem żaden innej dupy, chciałem Flynna, ale był taki niedostępny, nieosiągalny. Może faktycznie mnie kochał, ale niszczyłem ten obraz przez własne utopijne przemyślenia. To był właśnie odpowiedni czas na podjęcie decyzji i zaprzestanie rozwijania tych toksycznych historyjek.
- Nie płacz, Flynn. Proszę. To może i moja wina... Jestem ograniczonym dupkiem - zauważyłem, opierając łokcie na kolanach i chowając twarz w dłoniach. Byłem tym już zmęczony. Za bardzo rozciągałem to w czasie, nie chcąc tego zakończyć, ale to była jedyna słuszna decyzja. Bałem się tego, ale z pewnością było to lepsze od demonizowania Flynna i jego osoby.