05.07.2024, 00:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.07.2024, 10:52 przez Eden Lestrange.)
Przelotny uśmiech, który stopił się jak marcowy śnieg na rozgrzanej dłoni - zaledwie i aż tyle otrzymał nieznajomy, gdy Anthony ich sobie przedstawił. Nie była to kwestia żadnego uprzedzenia wobec Hindusa; Eden nie zwracała uwagi na kolor skóry, jedynie na kolor krwi. Minę miała nietęgą, bo w głowie wciąż mąciła jej wizja zbyt dużej szansy na przegraną, by mogła nazwać ten stolik strefą komfortu. Nawet jeśli całą resztę towarzystwa znała świetnie i nikogo ze zgromadzonych nie posądzała o wypominanie jej jakiegokolwiek potknięcia w przyszłości, odruchowo stresowała się faktorem losowości. Brakiem kontroli.
Może potrzebowała większej zachęty, czegoś, co podsyci ambicje? Może gdyby do wygrania znowu był Erik, chętniej szastałaby pieniędzmi?
- Odważne porównanie, Anthony - oznajmiła, nie podnosząc wzroku znad żetonów. - Stawiać mnie na równi z boginią, która wyłoniła się z głowy własnego ojca? - Dopiero po tych słowach uniosła spojrzenie na Shafiqa, uśmiechając się enigmatycznie. Dla zebranych mogła być córką szanowanego Ministra Magii, dla rodziny była córką despoty, który tak jak swoja mitologiczny odpowiednik połknął matkę dziecka, choć Fortinbras zrobił to nieco bardziej metaforyczny sposób. Nie wiedziała, czy się cieszyć, czy załamać, ale zdecydowanie wierzyła w dobre, choć lobbystyczne intencje Anthony'ego.
- Cóż to za opresja, z której Erik cię wybawił? - Zagaiła, słysząc słowa, którymi przedstawia Longbottoma. Oczywiście, że chciała wiedzieć, była przecież wścibska. Udała nonszalancko nieprzejętą, ale gdyby zajrzeć w oczy Eden, od ręki można byłoby dojrzeć ekscytację potencjalną sensacją. - Pytam z troski, oczywiście. - Tak, z troski. Z dupy. Dodała ten frazes naprędce, chcąc czymś zasłonić nos, który wściubiała właśnie w ich sprawy. Ale z drugiej strony, gdyby to miała być tajemnica, to Anthony tak łatwo by jej nie reklamował.
- Dwadzieścia - rzuciła krótko, przesuwając odpowiadającą swojej deklaracji liczbę żetonów. Parzysta liczba, przyjemna - odpowiednia.
Może potrzebowała większej zachęty, czegoś, co podsyci ambicje? Może gdyby do wygrania znowu był Erik, chętniej szastałaby pieniędzmi?
- Odważne porównanie, Anthony - oznajmiła, nie podnosząc wzroku znad żetonów. - Stawiać mnie na równi z boginią, która wyłoniła się z głowy własnego ojca? - Dopiero po tych słowach uniosła spojrzenie na Shafiqa, uśmiechając się enigmatycznie. Dla zebranych mogła być córką szanowanego Ministra Magii, dla rodziny była córką despoty, który tak jak swoja mitologiczny odpowiednik połknął matkę dziecka, choć Fortinbras zrobił to nieco bardziej metaforyczny sposób. Nie wiedziała, czy się cieszyć, czy załamać, ale zdecydowanie wierzyła w dobre, choć lobbystyczne intencje Anthony'ego.
- Cóż to za opresja, z której Erik cię wybawił? - Zagaiła, słysząc słowa, którymi przedstawia Longbottoma. Oczywiście, że chciała wiedzieć, była przecież wścibska. Udała nonszalancko nieprzejętą, ale gdyby zajrzeć w oczy Eden, od ręki można byłoby dojrzeć ekscytację potencjalną sensacją. - Pytam z troski, oczywiście. - Tak, z troski. Z dupy. Dodała ten frazes naprędce, chcąc czymś zasłonić nos, który wściubiała właśnie w ich sprawy. Ale z drugiej strony, gdyby to miała być tajemnica, to Anthony tak łatwo by jej nie reklamował.
- Dwadzieścia - rzuciła krótko, przesuwając odpowiadającą swojej deklaracji liczbę żetonów. Parzysta liczba, przyjemna - odpowiednia.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~