05.07.2024, 03:21 ✶
– Wiecie, jestem trochę rozczarowany, że te drinki jakoś nieszczegolnie na mnie działały. Naprawdę czułem się tak, jak zazwyczaj– powiedział, idąc nieśpiesznym krokiem wraz z resztą. Kiedy jeszcze się nie spotkali ponownie, myślał że od razu wypyta ich wszystkich o to czemu niektórzy postanowili nagle znikać, wkurzać amerykańską ambasadorki, czy też rozmawiać pewnymi osobami, ale teraz gdy nadarzyła się okazja... Jakoś nie czuł, że to dobry pomysł, zwłaszcza widząc nieco nierówny krok Morpheusa i ogólne zachowanie wieszcza, którego, gdy zbił kieliszek, po prostu poklepał po plecach.
– Chłosta? – spytał z zaciekawieniem, unosząc jedną brew do góry, a potem lekko parsknął na słowa Longbottoma. – Sugerujesz, że powinienem mu załatwić wyjazd służbowy z wiązaniem?
Tak, żarty o chłostach i wiązaniu. Idealne dla, jeszcze nie, czterdziestotrzyletnich czarodziejów, z których jeden z nich bardzo próbował ignorować wszechobecność róż w ogrodzie. Paskudne, przereklamowane chwasty o duszącym zapachu, które najpierw wabiły swoim pięknem, by potem kłuć i strzelać fochy, nieświadome tego, jak bardzo raniły tych, którzy ich dotkneli. Aż mu się zrobiło od tej przytłaczającej woni niedobrze, ale dzielnie udawał, że wcale nie miał toksycznej relacji z kwiatkami. Kwiatkami i tym kogo dla niego symbolizowały.
Oczywiście ruszył za nimi, nie zamierzając dać się pchać im samym w głupoty. I wtedy krzak róż postanowił się poruszyć. Zareagował odruchowo, insynktownie chwytając za rękę Charlotte, obok której akurat stanął. Selwyn w obronnym geście pociągnął czarownicę nieco do tyłu, samemu występując przed nią z różdżką w pogotowiu. A gdy zorientował się, jak głupio to pewnie wyglądało, szybko puścił jej dłoń.
– [b]Sprawdzę to. Poczekajcie tutaj/b] – rzucił do nich I ruszył w stronę szklarni, tak by wyminąć nawet Morpheusa.
– Chłosta? – spytał z zaciekawieniem, unosząc jedną brew do góry, a potem lekko parsknął na słowa Longbottoma. – Sugerujesz, że powinienem mu załatwić wyjazd służbowy z wiązaniem?
Tak, żarty o chłostach i wiązaniu. Idealne dla, jeszcze nie, czterdziestotrzyletnich czarodziejów, z których jeden z nich bardzo próbował ignorować wszechobecność róż w ogrodzie. Paskudne, przereklamowane chwasty o duszącym zapachu, które najpierw wabiły swoim pięknem, by potem kłuć i strzelać fochy, nieświadome tego, jak bardzo raniły tych, którzy ich dotkneli. Aż mu się zrobiło od tej przytłaczającej woni niedobrze, ale dzielnie udawał, że wcale nie miał toksycznej relacji z kwiatkami. Kwiatkami i tym kogo dla niego symbolizowały.
Oczywiście ruszył za nimi, nie zamierzając dać się pchać im samym w głupoty. I wtedy krzak róż postanowił się poruszyć. Zareagował odruchowo, insynktownie chwytając za rękę Charlotte, obok której akurat stanął. Selwyn w obronnym geście pociągnął czarownicę nieco do tyłu, samemu występując przed nią z różdżką w pogotowiu. A gdy zorientował się, jak głupio to pewnie wyglądało, szybko puścił jej dłoń.
– [b]Sprawdzę to. Poczekajcie tutaj/b] – rzucił do nich I ruszył w stronę szklarni, tak by wyminąć nawet Morpheusa.